Szukaj Pokaż menu

Próżna studentka, problemy z matematyką i inne anonimowe opowieści

48 837  
338   78  
Dziś przeczytacie m.in. o sąsiedzie, który miał gdzieś spokój innych i niespełnionej nadziei na odkrycie talentu, będzie też o małżeńskich kłótniach, pracy w szpitalu i (nie)znajomości tabliczki mnożenia.

To nie to, co myślisz LXXIX - Zębata roślinka

27 935  
85   19  
Jak tu można ufać czemukolwiek, jeśli nawet nasze oczy nas okłamują.

Kto śpiewa na ekranie? - aktor czy głos z playbacku?

29 218  
139   35  
Prawdziwy aktor powinien umieć rozśmieszyć do łez, do głębi wzruszyć, ale także z gracją zatańczyć, kiedy rola będzie tego wymagała oraz czysto zaśpiewać, gdy przyjdzie mu zagrać sławnego muzyka. Nie oznacza to jednak, że każdy artysta, który dostaje zaszczyt wcielenia się w piosenkarza będzie zdzierał własne gardło. Czasem, z różnych powodów, ktoś użycza mu swoich strun głosowych.

#1. Jamie Foxx – „Ray”

Foxx to posiadacz wielu talentów. Zaczynał jako komik w telewizyjnym programie „In Living Color”, gdzie towarzyszyli mu tacy artyści jak Jim Carrey czy chociażby bracia Wayans. Parę lat później Jamie otrzymał rolę w dramacie Olivera Stone’a pt. „Any Given Sunday”, a niedługo potem udowodnił, że umie też znakomicie śpiewać. Każdy z jego albumów trafił do Top 10 amerykańskiego Billboardu. Za swoje dokonania w dla branży muzycznej, późniejszy gwiazdor „Django” zgarnął nagrodę Grammy.


Spodziewać by się więc można, że wcielając się w postać Raya Charlesa w biograficznym filmie o tym sławnym muzyku, Foxx da przed kamerą wokalny popis. Tak się jednak nie stało. Jamie znakomicie naśladował sławnego wokalistę, jego manieryzmy, gestykulację i mimikę, ba – nawet bezbłędnie grał na pianinie (aktor nauczył się obsługi tego instrumentu we wczesnej młodości i każdą kompozycję w filmie „Ray” wykonał osobiście!). Artysta miał też zaszczyt wspólnie jammować z Charlesem, jednak w filmie to nie głos Foxxa słyszymy, kiedy jego bohater zaczyna śpiewać. Zamiast tego najzwyczajniej w świecie wykorzystano ścieżki, które Ray zarejestrował niegdyś w studiach nagraniowych.


#2. Jennifer Lopez – „Selena”

Selena Quintanilla była Amerykanką o meksykańskim pochodzeniu, która wypromowała na całym świecie latynoski pop. W czasie swojego krótkiego życia artystka ta nagrała ponad 20 płyt, z których wiele odniosła wydawniczy sukces. Niestety, mając zaledwie 24 lata, piosenkarka wdała się w awanturę z Yolandą Saldívar - kierowniczką własnego fan-klubu. Od słów przeszło do czynów. Kłótnia skończyła się wyciągnięciem przez Yolandę pistoletu i oddaniem strzału w ramię piosenkarki. Kula uszkodziła tętnicę podobojczykową Seleny. Dziewczyna, straciwszy bardzo dużo krwi, zmarła w drodze do szpitala.


Dla wielu hiszpańskojęzycznych mieszkańców USA Quintanilla to postać wręcz legendarna, więc Jennifer Lopez dostawszy możliwość wcielenia się w swoją idolkę, musiała czuć się bardzo wyróżniona. I znowu – chociaż nie można tej artystce odmówić talentu, to nie ona śpiewała na ekranie. Podobnie jak w przypadku biografii Charlesa, tak i tu sięgnięto po studyjne numery. To, że autorce „Waiting For Tonigh” nie pozwolono zmierzyć się ze scenami śpiewu, nie zmienia faktu, że za swój występ w tym filmie Lopez dostała Złoty Glob.


#3. Taron Egerton – „Rocketman”

Elton John przez 20 lat usiłował doprowadzić do nakręcenia filmu na podstawie swoich wspomnień. W 2012 roku plany te były już całkiem realne, a sławny, brytyjski wokalista wytypował nawet aktora, któremu chciał powierzyć zadanie wcielenia się w swoją postać. Artystą tym miał być nie kto inny, jak sam Justin Timberlake. Rok później zapowiedziano jednak, że Eltona zagra Tom Hardy. Niestety autor „I’am Still Standing” trochę poróżnił się z producentami i ostatecznie cały projekt szlag trafił. Nieoczekiwanie, pomoc w realizacji wymarzonego przedsięwzięcia zaproponował piosenkarzowi Matthew Vaughn – reżyser takich produkcji, jak „Kick Ass”, czy seria „Kingsman”, w której zresztą gościnnie pojawił się Elton John. Filmowiec zaproponował, że wyprodukuje filmową biografię muzyka pod warunkiem, że w główną rolę wcieli się Taron Egerton, gwiazdor wspomnianego „Kingsman”.


Był to strzał w dziesiątkę – młody aktor nie tylko udźwignął powierzone mu zadanie, ale i każdy utwór, który słyszymy w produkcji „Rocketman” osobiście zaśpiewał. I zrobił to naprawdę dobrze. Jego talent został należycie doceniony - Egerton zdobył za swój popis Złoty Glob oraz nominowany był do Grammy za wkład w ścieżkę dźwiękową do tego filmu.

#4. Val Kilmer – „The Doors”

Podobno Kilmer dostał propozycję wcielenia się w postać legendarnego lidera The Doors, po tym jak Oliver Stone zobaczył go w głównej roli filmu fantasy pt. „Willow”. Reżyser, który wcześniej rozważał powierzenie tego zadania takim gwiazdom, jak Tom Cruise, Johnny Depp, John Travolta czy Richard Gere, postanowił dać szansę młodemu aktorowi i zaprosił go na przesłuchanie. Aby przekonać Stone’a Val wydał parę ładnych tysięcy dolarów na przygotowanie kasety z nagraniem siebie, w pełnej charakteryzacji, śpiewającego kawałki The Doors.


Kiedy już Kilmer zdobył wymarzoną fuchę, przez długie miesiące ćwiczył sztukę śpiewu i nauczył się na pamięć 50 kompozycji Morrisona (mimo że jedynie 15 numerów zostało wykorzystane w filmie). Aktor tak bardzo przyłożył się do swojego zadania, że po odsłuchaniu jego popisów, członkowie The Doors nie potrafili ocenić, czy słyszą zmarłego wokalistę swojego zespołu, czy artystę, który genialnie go imituje.

#5. George Clooney – „Bracie, gdzie jesteś?”

Joel i Ethan Coen zapraszając do współpracy George’a Clooneya liczyli na to, że poradzi on sobie ze sceną, w której jej bohater zrobi użytek ze swych strun głosowych. Niestety, nie każdy rodzi się z darem czystego śpiewania…

„Trafiliśmy do studia nagraniowego w Memphis. Wszedłem do kabiny, pozawodziłem i muszę to przyznać - naprawdę myślałem, że wyszło mi to świetnie.”
- wspominał potem aktor –
„Skończyłem i zdałem sobie sprawę, że nikt ze zgromadzonych nie chce mi spojrzeć w oczy. Nie chcieli mi powiedzieć, że mój śpiew ssał po całości (…). Odtworzyli mi nagranie i mieli nadzieję, że jeśli je usłyszę, zdam sobie sprawę, jak strasznie wypadłem. Brzmiało to jak kot przejechany przez naczepę, ale chciałem, żeby pocierpieli trochę bardziej, więc powiedziałem, że bardzo mi się podoba…”
Ostatecznie jednak, Clooney, ku radości filmowców, zgodził się, aby śpiewane partie zostały dograne przez profesjonalnego muzyka.


https://www.youtube.com/watch?v=YDDEqgmGIVg&t=116s

#6. Rami Malek – „Bohemian Rhapsody”

Malek spędził długie godziny na nauce bycia charyzmatycznym wokalistą grupy Queen. Naśladowanie charakterystycznych zachowań i gestów tego ekscentrycznego gwiazdora opanował wręcz perfekcyjnie. Trudno jednak winić go za to, że nawet nie podjął próby naśladowania śpiewu Mercury’ego, bo tej sztuki opanować się po prostu nie da. Aby wydawać z gardła takie dźwięki trzeba przyjść na świat w Tanzanii i nazywać się Farrokh Bulsara. Ewentualnie też można też być Marcem Martelem i dostać od Stwórcy „spadek” po Mercurym.


Martel, który swego czasu mocno namieszał w mediach społecznościowych, faktycznie brzmi jak legendarna gwiazda Queen. I to właśnie jego śpiew możemy usłyszeć w wielu scenach „Bohemian Rhapsody”. W innych fragmentach filmowcy sięgnęli też po archiwalne nagrania Mercury’ego.

https://www.youtube.com/watch?v=Smdq7NMOuxE

#7. Reese Witherspoon – „Walk the Line”

Reese Witherspoon ucieszyła się, gdy dostała rolę żony Johnny’ego Casha, w którego postać miał wcielić się Joaquin Phoenix. Mina jej jednak zrzedła, gdy poinformowano ją o tym, że skoro małżonka sławnego muzyka była, podobnie jak on, znakomitą wokalistką, to zadaniem aktorki będzie nie tylko nauczenie się sztuki czystego śpiewu, ale i specjalnie na potrzebę filmu, Reese będzie musiała wystąpić na scenie przed prawdziwą publicznością. Artystka usiłowała zerwać kontrakt i nawet wynajęła prawnika, aby ten pomógł jej wymigać się od powierzonego jej, karkołomnego zadania. Ostatecznie jednak, ćwicząc pod okiem nauczyciela śpiewu przez sześć miesięcy, Witherspoon zdołała przygotować się do swej roli. Zarówno ona, jak i partnerujący jej Joaquin Phoenix sami wykonali wszystkie kompozycje, które mogliśmy usłyszeć w „Walk the Line”.

139
Udostępnij na Facebooku
Następny
Przejdź do artykułu To nie to, co myślisz LXXIX - Zębata roślinka
Podobne artykuły
Przejdź do artykułu Islandzki czarny humor w wykonaniu Hugleikura Dagssona
Przejdź do artykułu Rzeczy, których o Warszawie często nie wiedzą nawet jej mieszkańcy
Przejdź do artykułu Ciekawostki ukryte w logo
Przejdź do artykułu Kosmiczne ciekawostki, czyli wiedza nieprzydatna, ale fajna
Przejdź do artykułu 10 ciekawostek o najlepszym wynalazku w historii
Przejdź do artykułu Tego prawdopodobnie nie wiedziałeś o FBI
Przejdź do artykułu 16 przykładów, kiedy selfik wyszedł inaczej, niż się spodziewali + jeden idealnie zaplanowany
Przejdź do artykułu 20 zdjęć świetnie zamaskowanych zwierząt

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą