Szukaj Pokaż menu

Dziewczyny z ładnymi oczami X

44 677  
261   23  
Hipnotyzujące oczęta.

Mistrzowie Internetu CCLXXXIII - Tak kończy się sprzedawanie pączków w Warszawie

136 666  
473   84  
W dzisiejszym odcinku m.in. profesjonalna porada lekarska; "co tu jest nie tak", czyli obrazek, z którym kobiety mogą mieć kłopoty; Małgorzata Kidawa-Błońska podczas kontroli biletów; czego mogą nas nauczyć współczesne bajki oraz jak wymyślono skok o tyczce.

Joe Metheny, facet z budki z hamburgerami, który od czasu do czasu dorzucał trochę mięsa z... prostytutek

196 441  
507   59  
Powiadają, że najlepszych hamburgerów nie kupisz w żadnej sieciówce, tylko w klasycznej budzie na ulicy. Osoby przygotowujące taką strawę znają się na rzeczy – zaopatrują się u lokalnych piekarzy, mają talent do robienia pysznych sosów w oparciu o własny, pilnie strzeżony przepis, a nade wszystko – wiedzą, gdzie można zdobyć świeże mięso.

Joe Metheny był właśnie takim smakoszem, a klienci zajadający się w produkowanych przez niego hamburgerach nie mogli powiedzieć złego słowa o talencie kulinarnym tego sympatycznego grubaska.

Joe był kierowcą ciężarówki. Mieszkał w Maryland razem ze swoim sześcioletnim synem oraz uzależnioną od cracku żoną. Podczas gdy on ciężko pracował, jego małżonka raczej nie przejmowała się życiem rodzinnym i szukała okazji, aby w spokoju oddawać się swojej narkotycznej pasji. Pewnego wieczora, gdy Joe wrócił do domu, ze zdziwieniem odkrył, że jego kobieta wyprowadziła się. Wzięła ze sobą dziecko. Metheny prawie wybuchł ze złości i z wielkim trudem opanował rodzącą się w nim żądzę mordu.


Minęło pół roku. Po takim dopiero czasie Joe uzyskał informacje o aktualnym miejscu przebywania swojej żony. Widywano ją pod mostem, gdzie regularnie dawała pewnemu dealerowi du#y za crack. Ich zaniedbany syn natomiast został jej odebrany przez przedstawicieli prawa. Dzieciak był przez matkę i jej nowego gacha maltretowany. Joe, który miał już wcześniej konflikt z prawem wiedział, że nawet nie ma co liczyć na to, że sąd przyzna mu prawo do opieki nad chłopcem.
Znów poczuł gotującą się w bebechach złość. Tym razem jednak nie próbował nad tym panować. Chwycił za topór i ruszył do nowego "lokum" swojej małżonki – pod most, gdzie niedomyci kloszardzi zwykli oddawać się ćpaniu, żłopaniu alpagi i wymieniać się chorobami wenerycznymi.


Swojej drugiej połówki jednak tam nie zastał. Za to na śmierdzącym, przegniłym materacu, w miłym dla nozdrzy obłoczku odoru płynących z wolna ścieków, leżała sobie para półprzytomnych ćpunów delektujących się błogim hajem. Z braku laku dobry kit. Joe porąbał ich siekierą i z poczuciem silnego niedosytu wrócił do domu. Wieczorem jednak znów ruszył na poszukiwania swojej żony i jej kochasia. Miał zamiar zrobić z nich sałatkę siekaną. Natknął się na lokalną prostytutkę, która mogła coś wiedzieć o aktualnym miejscu przebywania pary. Joe zaprowadził ją pod most, podał prochy i zaczął przesłuchiwać. „Powiedziała, że nic nie wie, więc zlałem ją na kwaśne jabłko, wyr#chałem w tyłek i zabiłem” - Metheny chwalił się potem podczas przesłuchania.


Noc była jeszcze młoda, więc Joe doprowadził się do porządku i po chwili ściągnął pod most kolejną prostytutkę. Zrobił jej dokładnie to samo, co poprzedniej. Tym razem jednak nie zauważył, że parędziesiąt metrów dalej stał sobie gość z wędką i z rozdziawioną twarzą przyglądał się zajściu.
„Cóż – facet znalazł się w złym miejscu i o złej porze” - wspominał później Metheny. Nieszczęsny świadek morderstwa skończył z czaszką rozłupaną za pomocą metalowej, zardzewiałej rurki.
W ciągu kilku godzin Joe ukatrupił pięć osób. Nieźle, jak na początkującego zabójcę. Ciała dziwek i pechowego wędkarza obciążył głazami i wrzucił do wody. Pozbył się śladów krwi z ziemi, obmył się w ścieku i zadowolony z siebie poszedł do domu. Szkoda, że nie zutylizował zwłok poszatkowanych toporem kloszardów spoczywających na materacu.
Niedługo potem Metheny został aresztowany. Oskarżono go o zabicie dwóch bezdomnych. Za kratkami spędził półtora roku. Kiedy jednak przyszło do procesu, okazało się, że nie ma wystarczających dowodów na winę oskarżonego. Joe odzyskał wolność.
Odzyskał też i robotę. Znów zajmował się załadunkiem palet na ciężarówki. Na terenie firmy stała sobie przyczepa kempingowa, do której mężczyzna wprowadził się. Dostał też klucze do bramy i głównego budynku. Magazyn znajdował się na zupełnym odludziu, więc miejsce to idealnie nadawało się do wprowadzenia w życie pomysłu, który wykiełkował w spaczonym umyśle Joe.


W ciągu kilku dni Metheny zaprosił do swojej przyczepy dwie uzależnione od cracku prostytutki. Obie zamordował, następnie pociął na kawałki, a mięso zgrabnie zapakował do plastikowych foremek i schował do zamrażarki.
Zajął się też prowadzeniem dodatkowego biznesu, który pozwoliłby mu nieco podreperować budżet. W weekendy mężczyzna rozkładał przy drodze swój mały kramik z hamburgerami. „Ludzkie mięso smakuje bardzo podobnie do wieprzowiny. Jeśli zmiesza się je razem, to nikt nawet nie poczuje różnicy” - wspominał podczas zeznań.


Biznes świetnie się rozwijał, a klienci chwalili hamburgery sprzedawane przez miłego grubasa. Niestety, wkrótce zabrakło mięsa, więc Joe znów musiał zadbać o zaopatrzenie. Ściągnął więc do swej zapyziałej przyczepy kolejną ladacznicę. Tym razem coś jednak poszło nie tak. Dziewczyna oberwała potężnym ciosem w głowę, ale nie straciła przytomności. Korzystając z chwilowej nieuwagi swojego oprawcy, prostytutka dała dyla. Metheny dopilnował, aby żadna z jego ofiar nie uciekła z posesji – bramę zawsze zamykał na kłódkę, a góra płotu udekorowana była drutem kolczastym. Przerażona kobieta znalazła jednak sposób na ucieczkę – wspięła się na stertę palet stojącą przy siatce i już po chwili znalazła się po jej drugiej stronie. Zanim Joe zdążył ją dopaść, ta zatrzymała jakiegoś pickupa i szybko zwinęła się z zasięgu wzroku mordercy.


Kilka minut później po Metheny’ego przyjechała policja. Sporo problemu sprawiło skompletowanie zwłok zamordowanych prostytutek. Joe zakopał je bowiem w siedmiu różnych miejscach. Natomiast podczas przesłuchań bardzo chętnie dzielił się z swoimi wspomnieniami.

Jedyną rzeczą, której żałuję jest to, że ostatecznie nie udało mi się ukatrupić dwójki skurwysynów, na których śmierci najbardziej mi zależało. Chodzi mi o moją starą i jej fraglesa. (...) Mój morderczy szał zaczął się z potrzeb zemsty, a zakończył jako zamiłowanie do smaku krwi i przytłaczającego uczucia władzy, gdy odbierasz komuś życie.(…) Słów „Żałuję moich czynów” nigdy z moich ust nie usłyszycie, bo byłoby to najzwyklejsze kłamstwo.



Ostatecznie Joe udowodniono zaledwie trzy morderstwa, mimo że sam zainteresowany przyznał się do zabicia siedmiu osób. Został skazany na śmierć. Po trzech latach oczekiwania na wykonanie wyroku, karę zamieniono na dożywocie. Przedsiębiorczy kanibal od 20 lat siedzi za kratkami.

Cóż, oto moja historia. Następnym razem, gdy będziecie sobie jechać samochodem i zobaczycie gdzieś na poboczu stragan z hamburgerami, przypomnijcie sobie o mnie, zanim zdecydujecie się wgryźć w bułeczkę. Nigdy bowiem nie wiadomo, kogo akurat możecie pożreć...


Źródła: 1, 2, 3
507
Udostępnij na Facebooku
Następny
Przejdź do artykułu Mistrzowie Internetu CCLXXXIII - Tak kończy się sprzedawanie pączków w Warszawie
Podobne artykuły
Przejdź do artykułu Jak wygląda człowiek po 9 miesiącach w białoruskim więzieniu - Demotywatory
Przejdź do artykułu 5 wielkich podróżników, którzy zaginęli podczas swoich wypraw
Przejdź do artykułu Twoja własna limitowana szklanka do piwa
Przejdź do artykułu Byłam Świadkiem Jehowy - obiecana druga część
Przejdź do artykułu 21 niezwykłych gadżetów, których zastosowania nie odgadniesz na pierwszy rzut oka
Przejdź do artykułu Tragedia Przełęczy Diatłowa
Przejdź do artykułu MŻJDD - był u dziewczyny, ale tego scenariusza nie przewidział
Przejdź do artykułu Najmocniejsze cytaty ostatnich dni - Idolka nastolatek wyznała, że internet zniszczył jej życie
Przejdź do artykułu Tajemnica śmierci, która idzie za mną krok w krok przez ostatnie 16 lat

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą