Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Forum > Inteligentna jazda > Gruby problem?
Mroczna_Elfka
Mroczna_Elfka - Superbojowniczka · przed dinozaurami
Od dawna nosiłam się z zamiarem wypowiedzenia się na temat otyłości. Wszystko, co tutaj powiem opieram na własnych przeżyciach i doświadczeniach.
Jeszcze 2 i pół roku temu ważyłam 104 kg, przy wzroście 167 cm, byłam zatem chorobliwie otyła. Problemy z nadwagą zaczęłam mieć od czasu, gdy zaczęłam chodzić do szkoły, szkolne stresy zajadałam słodyczami i tak mi zostało do 3 roku studiów. Cała podstawówkę i liceum spędziłam pod szyldem grubasa. Dopiero w 2006 roku, w maju postanowiłam coś z tym zrobić. Z nadwagą walczyłam półtorej roku, dopóki nie udało mi się osiągnąć wagi 67 kilogramów, która z małymi przyrostami, które szybko udaje mi się zrzucić, trzyma się do dnia dzisiejszego. Jednak już chyba do końca życia będę się musiała pilnować, gdyż taki mam organizm, że każda chwilka słabości kończy się przyrostem sadełka. Dlatego ważę się codziennie i gdy widzę jakiś niepokojący przyrost wagi, zaraz go kasuję Nauczyłam się samodyscypliny, codziennie przeznaczam chociaż 30 minut na ćwiczenia, chodzę na basen i kurs salsy. Wszystko to wymaga ode mnie dużo poświęcenia, ale warto. Nareszcie mogę kupować wymarzone ubrania, opalać się w bikini, chodzić po górach bez palpitacji serca.
Przede wszystkim mogę patrzeć ludziom w oczy i się nie wstydzić, nie myśleć sobie, że podśmiewają się ze mnie, a jeżeli ktoś odwraca się za mną na ulicy, to nie dlatego, że dziwi go widok „wieloryba lądowego”.
Drażni mnie przekonywanie na lewo i prawo, w prasie, w internecie, w telewizji, że grube może być piękne, seksowne i szczęśliwe. Otóż nie może być, wiem bo sama taka byłam i wierzyłam w te wszystkie pierdoły. I takie gadki –puszyści ludzie są weseli, mili, ciepli itp. A i owszem są, ale to przeważnie wymuszona wesołkowatość, za którą chcą schować zakompleksionego i nieszczęśliwego grubasa. Wiem to z własnego doświadczenia Zawsze ważąc 104 kg starałam się uśmiechać i być bardzo miła dla wszystkich, maskowałam w ten sposób swoją tuszę. I tu już nie chodzi wyłącznie o walory estetyczne, ale o zdrowie. Czasami czułam się jakbym miała 80, a nie 20 lat. Nie mogłam biegać, tańczyć, chodzić po górach.
Rozumiem ludzi z nadwaga, rozumiem też, że u niektórych osób otyłości ma związek z różnego rodzaju schorzeniami. Ale zazwyczaj otyłości jest tylko i wyłącznie wina nas samych, naszego lenistwa, wybieraniem łatwiejszej drogi. Sama wkurzam się widząc grubasa idącego ulica i wcinającego lody lub burgery.
Chciałabym obalić mit szczęśliwej grubaski, gdyż coś takiego to, moim zdaniem, oksymoron.
Jestem ciekawa waszej opinii na ten temat.

wr0na
Osobiście uważam, że gruba kobieta i (tym bardziej) facet mogą być szczęśliwi.
Szczęście to coś więcej niż bycie wesołym.

Osobiście przyznaje się że jeżeli widzę szczupłą kobietę o przyjaznej aparycji i stojącą obok jej 'lepiej zbudowaną' koleżankę, będę się starał poderwać tą szczuplejszą.
Tak więc szczuplejsze mają większą szanse na znalezienie szczęścia w życiu.

--
bo nic mi się nie chce...

robadlo
robadlo - Fotoreporter JM · przed dinozaurami
Mi się trudno wypowiedzieć bo nigdy nie byłem "aż tak" gruby. Mam nadwagę ale nie przeszkadza mi ona. Przynajmniej na razie, chociaż wkurzyłem się ostatnio bo w gajer się nie mogłem dopiąć


Zasadniczo to chciałbym się ustosunkować tylko do Twojego jednego zdania: Drażni mnie przekonywanie na lewo i prawo, w prasie, w internecie, w telewizji, że grube może być piękne, seksowne i szczęśliwe.
Otóż z tego co widzę niektóre grube (pojęcie oczywiście jest względne) kobiety są dość ponętne i seksowne . Tak więc kategoryczne stwierdzenie, że nie może taka być wydaje mi się bzdurą.

A na marginesie gratuluję zaparcia jeżeli chodzi o ćwiczenia. Ja takiego niestety nie mam.A chciałbym mieć.

--
...rano do pracy, gówno co dzień...

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
ja powiem tak , w obecnych czasach zepsuło sie określenie"grube"

dziewczyny które wyglądają zdrowo (mają 70 kilo) uważają się za grube i katują dietami, ja mam problem w druga stronę byłem zawsze chudy i wysoki , miałem problem z kupnem ciuchów itp, a wiry życia rzuciły mnie w związek z dziewczynami które były anorektyczkami w przeszłości więc mam może trochę inne pojęcie o tym. nie uważam ze każdy musi ważyć 50 kilo, i mieć rozmiary 90 60 90 (ps w Ameryce to w calach liczą :P ) ale tez uważam ze jeśli ulicą idzie chuda dziewczyna blada na twarzy i ciuchami wiszącymi jak na wieszaku, a obok niej kobieta zdrowiej odżywiona to zainteresuję się kobietą zdrowiej odżywioną.

tak więc jasne jeśli komuś nie podoba się swoje ciało to niech stara się je poprawić ale przeginanie w żadną stronę nie jest dobre

--
oh yeah!!! they will come for me

margot
margot - Superbojowniczka · przed dinozaurami
Ja chciałam stanowczo zaprotestować przeciwko opieraniu teorii na temat grubasów tylko i wyłącznie na sobie. Skąd wiesz, co czują inni ludzie z większą ilością sadła? A może oni czują się akurat ze sobą szczęśliwi? Może jest na świecie grubaska, która jest szczęśliwsza od Ciebie, bo ma lepszą pracę, więcej miłości w życiu lub więcej pieniędzy? To, że ty miałaś kompleksy nie oznacza wcale, że inne grubaski też je mają. Niektórzy ludzie czują się ze sobą po prostu dobrze, niezależnie od tego, jak wyglądają. Jeżeli ktoś samoakceptację opiera na swoim wyglądzie, to rzeczywiście ma problem, ale nie w masie ciała, ale w zawartości czaszki ;)

Kiedyś wyglądałam normalnie i ciągle się zamartwiałam, jaka jestem gruba, płakałam, wstydziłam się, głodziłam. Teraz ważę kilkanaście kilo więcej i nie mam problemów z akceptacją swojego wyglądu, bo życie mi się układa tak jak chciałam i cieszę się tym, co mam.

Niestety, otyłość to - o czym oczywiście nikt nie wspomina, bo i po co, skoro najważniejsze jest wcisnąć się w rozmiar 36 i wyglądać jak z MTV - narażenie zdrowia. Serduszko, wątroba, nerki, uszkodzenia stawów, pocenie się, gorsza cera... I dlatego właśnie, wobec faktu, żem drobna z natury kobitka, staram się walczyć z ciężkim dupskiem - po prostu człowiek jest szczęśliwszy, kiedy jest zdrowszy.

atitta
atitta - Babcia Straszy Prąciem · przed dinozaurami
No to teraz ja.
Jestem gruba. Do tego jestem jeszcze wysoka. Na dodatek uwielbiam buty na wysokich obcasach.
Odkąd pamiętam wiecznie się odchudzałam. Bywało że chudłam po 20 kg, trzymałam wagę czasem nawet rok czasu. Potem oczywiście odrabiałam z nawiązką. Oczywiście wiecznie byłam nieszczęśliwa, więc tworzyło sie błędne koło bo kiepski nastrój rekompensowałam sobie jedzeniem.
Teraz jestem najgrubsza w swojej karierze)
Lubię się dobrze ubrać i tak też staram się ubierać. Oczywiście nie wywalam pępka na wierzch i nie mogę sobie pozwolić na mini, ale uwierzcie lub nie- nie narzekam na brak zainteresowania ze strony płci przeciwnej. Mało tego, zdarza mi się zbierać komplementy również od płci przeciwnej. Staram się być zadbana lubię mieć pomalowane paznokcie, zrobiony pedicure, zadbaną fryzurę. Czuję się wtedy pewnie, chodzę wyprostowana i z podniesioną głową.
Problem dodatkowych kilogramów przestał mi spędzać sen z powiek. Chociaż nie mówię że nie chciałabym być piękna i wiotka. Ale nie będę i nie zamierzam się pociąć z tego powodu.
Teraz mówię że jestem podwójnie piękna.

--
Mrrrrr.... Wiesz co jest najbardziej przerażające? Zdychanie w poczuciu że się tak naprawdę nie żyło...

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Moja szefowa, przecudnej urody szczupła i zadbana do bólu laska wyznała, że przytyła 4 kg i pyta mnie co z tym zrobić.
Odpowiedziałam: pokochać. Mam jakieś 15 kg nadwagi i dzięki mojemu odlotowo gotującemu mężczyźnie to ROŚNIE. Na próby odchudzania luby mówi, że nie będzie miał się do czego tulać... Mi z tym źle, próbowałam wielu diet i specyfików typu Meridia. Ni chu chu. Sama sobie teraz mówię to samo: pokochać. Lepiej zaakceptować swoje ciało, które nie chce się wtłoczyć w rozmiar jakiś tam niż zostać odstręczającą postacią która nie pójdzie na piwo bo tuczy, nie pójdzie do kina bo tam popkorn, nie wyjdzie na plażę bo tam niby same szczuplejsze. Zawsze krągła też na zainteresowanie płci przeciwnej narzekać nie mogłam, Reasumując: pokochać

lysy2
no cóż...
ja się zgodzę z
byłem okrągły w podstawówce, a w LO zabrałem się za siebie (siłownia, biegi, kosz, noga i co się tylko dało + warzywa, ryż zamiast ziemniaków i 5 posiłków dziennie zamiast 3) i przez rok, dwa uformowałem takie ciało jakie chciałem, teraz w miarę to podtrzymuję (co rano 10 min ćwiczeń), choć już nie tak jak kiedyś.
nie byłem zadowolony z ciała. poza tym powodowało to problemy w życiu - dokuczanie przez innych, trudności w poderwaniu dziewczyn, słaba kondycja itp. odsuwały mnie od np. grania w klasowych rozgrywkach (bo byli szybsi z lepszą kondycją) i inne tego typu sprawy. mając naście lat można powiedzieć, że to bardzo istotne sprawy, a wręcz główne w życiu człowieka.
mając lat 30-40 też lepiej być w formie ze względu na zdrowie, ogólnie pojętą atrakcyjność (nie mylić z próżnością), czy tak niby prozaiczne sprawy jak kondycja w łóżku (bo nie ma chyba nic gorszego jak partner, który podczas amorów nagle wymięka z braku sił - technika nie zawsze pomoże).
można być szczęśliwym będąc grubym - czemu nie, ale lepiej być szczupłym, bo wtedy odpada przynajmniej jakiś kompleks (większość go jednak ma), problemy zdrowotne i rośnie samozadowolenie, a taka postawa pomaga w szczęściu. oczywiście generalizuję. w każdym razie na bazie doświadczeń własnych i obserwacji mam takie, a nie inne zdanie

--
Jechać - nieważne dokąd. Ważne żeby bokiem...

Netzach
Netzach - Superbojownik · przed dinozaurami
Ja natomiast zgodze sie z :margot - to ze tobie sie nie podoba, nie znaczy ze w ogole nie moze sie podobac. Rzecz polega na tym, zeby nie byc ani za chudym ani za grubym - bo i tu i tu zaczynaja sie problemy natury zdrowotnej.
Wedlug mnie ludzie puszysci, sa weselsi, bo potrafia sie zaakceptowac i jest im z tym dobrze (ilez znam zgorzknialych grubaskow - ci tego nie potrafia), nie przejmuja sie swoim wygladem i skupiaja uwage innych na swoim charakterze (to nie jest ukrywanie kompleksow, tylko eksponowanie swoich zalet).
Bo nie jest tak naprawde istotne jak wygladamy, tylko jak sie z tym wygladem czujemy - widzialem wiele kobiet, ktore uznano by za pieknosci, ale brak tego wewnetrznego przekonania, czynil je mniej atrakcyjnymi niz ich brzydsze, ale zadowolone ze swojego wygladu, kolezanki (oczywiscie zawsze dobrze jest byc pieknym i akceptowac siebie, tak jak lepiej byc madrym i bogatym niz glupim i biednym). Wiecej wiary w siebie - nie wspominajac ze piekno to nie tylko zewnetrzna powloka.

--
Cinebench R10 = 19867

bearserker1
Tak sobie mysle, ze jest konkretny cel w tym "propagowaniu".
Wyobrazcie sobie kobiete czy mezczyzne z duza nadwaga idacego uprawiac jogging czy na silke, aerobic itp.
Taki czlowiek musi sie najpierw poczuc szczesliwy, inaczej nie zniesie smiechow i chichow towarzyszacych mu ze zdwojona sila podczas walki z nadwaga ;) (pisze rowniez z doswiadczenia) Mysle iz te wszystkie zabiegi maja raczej sprawic iz Ci otyli beda w na tyle dobrej kondyncji psychicznej aby w ogole zaczac cos zmieniac. Dochodzi jeszcze propagowanie otylosci aby przelamac strachy anorektyczek.


Przepraszam za brak polskich literek.

--
Drowband Training Compilation 2 lata w 2 minuty

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
pietshaq - Szkielet Szachisty · przed dinozaurami
Sam zwykle miałem kompleksy, bo jestem za chudy. Mam 183 cm i nijak nie mogę przekroczyć 63 kg. Natomiast uważam, że każdy może zaakceptować sam siebie takim, jakim jest, i być z tym szczęśliwy...

(... no dobra - chyba, że mieszka w Japonii, bo tamtejsi kretyni wymyślili, że kobieta może mieć max. 80 cm, a mężczyzna 94 cm w pasie i za pół roku grubsi będą obligatoryjnie kierowani na narodowy problem do walki z otyłością, a za brak efektów będą surowe kary; trudno, jak komuś wisienka zakwitnie w główce zamiast na drzewie, to tak bywa...)


--
Pietshaq na YouTube

atitta
atitta - Babcia Straszy Prąciem · przed dinozaurami
Taką drobną rzecz jeszcze zauważyłam. U siebie też z perspektywy czasu też to dostrzegam (oczywiście chodzi o okresy schudnięcia). Poczucie wyższości Mrocznej. To jest coś w rodzaju pogardy dla tych, którzy grubi pozostali- bo przecież można.
Trzeba tylko jeszcze sobie uzmysłowić, że spadek kilogramów tak naprawdę nie oznacza rozwiązania wszystkich dotychczasowych problemów. Z tego co widzę jesteś w dalszym ciągu nieszczęśliwą grubaską, z tym że na "odwyku". Nie może być tak, że jedzenie determinuje wszystko co robisz.
Co to ma znaczyć "mogę patrzeć ludziom w oczy i się nie wstydzić".
A czego niby masz się wstydzić? Czy miałaś się wstydzić? Że nie masz figury modelki? Nie musisz. Czy oprócz tego że możesz ubierać wymarzone ciuchy, opalać się w bikini cokolwiek w Twoim życiu się zmieniło? Czy otwierasz lodówkę bez strachu, że któregoś pięknego dnia nie wytrzymasz i nie rzucisz się na jedzenie czegoś "zakazanego"?
Jak już napisałam jestem gruba. Ale przestałam być grubasem mentalnym. Paradoksalnie zawsze tyłam wtedy, kiedy obiecałam sobie że już teraz na pewno schudnę. Ale przecież w życiu nie o to chodzi.
Za przeproszeniem pewnie że fajniej jest chłopakowi "zarwać" laskę odpowiadającą kanonowi dzisiejszej urody, bo jest czym kumplom zaimponować. Ale gdyby tylko o to w życiu chodziło to byłoby nudno i dennie. Z człowiekiem chcemy być nie dlatego że ma fajne to czy tamto, tylko dlatego że jest nam z nim dobrze. A dobrze nie oznacza tylko tyle, że fajnie jest się z kimś pokazać czy kupić ciucha w rozmiarze 36.
Wiecie, spotkaliśmy się po dwudziestu paru latach z klasą z podstawówki. Podczas imprezy, jak już się języki rozwiązały, klasowy amigo wywalił do Lamera: "Sławek, ale przyznaj- sex z Edytą to chyba na 200%"? Czuję się piękna, czuję się sexowna i to chyba jest najważniejsze. Nie muszę przepraszać za to że żyję i wcale nie zamierzam.
Mroczna uwierz w siebie dziewczyno bo na nic Ci te zrzucone kilogramy

--
Mrrrrr.... Wiesz co jest najbardziej przerażające? Zdychanie w poczuciu że się tak naprawdę nie żyło...

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Tusza nie jest chorobą, jest objawem. Napychanie się jest takim samym nałogiem jak i wszystkie inne -holizmy, tylko rzadko kto bierze to na poważnie. Dodatkowe kilogramy to drugorzędny problem, gorzej z wesołym obrzydzeniem do samego siebie, gdy człowiek nie potrafi poradzić sobie z emocjami inaczej, niż je zażerając. I to ze wszystkimi emocjami właściwie: boję się egzaminu - no to zjem sobie czekoladki, jestem z siebie dumna - czypsa zatem w nagrodę, jest mi smutno - czekoladki na zmianę z czypsem.

Rok temu byłam w stadium hipopotama i w gruncie rzeczy pozbycie się wielkiej dupy wizualnie to jedno, a dojście do wniosku, że JEDNAK jestem w stanie się kontrolować, to dopiero duma i radość. Nie udało mi się doprowadzić diety do końca, bo mam w sobie małego głoda. Ale nie tracę nadziei na naprostowanie mózgu.

I trochę z innej beczki:
Ostatnio obejrzałam fragment programu, w którym chude stylistki doradzały PLUSZAKOM, jak się ubierać: nogi zakryć, dekolt w szpic, buty na obcasie, broń Boże bluzka w paski!, żeby kilogramów widać nie było.
Trzeba zakryć, zatuszować, oszukać widza, bo ta masa tłuszczu to tak naprawdę wcale nie jestem ja, ja jestem w głębi duszy księżniczką z bajki zamienioną w wieloryba przez podłe koncerny Kraftfoods i McDonalds. Nie tak?

Anvariel
Byłam w dzieciństwie gruba i właściwie nie przeszkadzało mi to. Nie przeszkadzało do momentu, kiedy chłopiec będący moją pierwszą "wielką miłością" nie wyśmiał mnie na środku korytarza...
Dzisiaj, lat ze 12 po tym fakcie, mam za sobą (chyba?) coś od czego do anoreksji był jeden krok, mnóstwo wizyt u lekarza, ileś tam diet i stadium obżerania się... Patrzę w lustro i wiem, że wyglądam normalnie (tam jakieś małe sadełko na brzuszku mam, ale ogólnie dostałam to co chciałam)... Niby historia z happy endem, ale tak naprawdę nigdy przez te 12 lat nie czułam się szczęśliwa z powodu tego, że schudłam. Nie rozwiązało to moich problemów. Byłam jak to ładnie zostało ujęte wcześniej "nieszczęśliwą grubaską na odwyku" - mimo że sterczały mi kości. Potrzebowałam wielu innych wydarzeń w życiu, żeby przestać się wstydzić siebie i zrozumieć, że nie ilość zgubionych kilogramów daje szczęście.

Znam ludzi, którzy mają nadwagę i są szczęśliwi. To nie jest udawana wesołkowatość, to jest autentyczne szczęście, wynikające, jak mi się wydaje, z akceptacji siebie.

Jeżeli Ty, Mroczna Elfko czujesz, że schudnięcie rozwiązało twoje problemy to fajnie, cieszy mnie to.

Chciałam jeszcze dodać kończąc, że bardzo miło czyta się takie pozytywne posty, jak te pisane przez tych z was, którzy akceptują siebie. Daje to duża dawkę pozytywnej energii

--
Miał tu być jakiś mądry cytat, ale mi się nie chce takiego szukać.

KrissDeValnor
KrissDeValnor - Superbojowniczka · przed dinozaurami
miałam okazję Cię widzieć jakiś czas temu (ze 2 lata?) na jakimś chyba śląskim zlocie... i wiesz gdyby mi ktoś coś opowiadał i powiedział "no wiesz ta.. ta gruba" to ciężko byłoby mi spasować o kogo mu chodzi. Dlaczego? Otóż dlatego, że - wbrew temu co myślą o sobie osoby z nadwagą - zapamiętałam zupełnie inne rzeczy niż wagę. Zapamiętałam ciemne włosy, szczery uśmiech... Wesołą dziewczynę.

Widzisz... mało jest osób na świecie, które nie posiadają jakichś kompleksów, tyle że problem zaczyna się wtedy kiedy dany kompleks zaczyna przejmować kontrolę nad naszym życiem. Nie chcę tutaj powiedzieć "rzuć to odchudzanie bo jesteś przecież za*ebista", nie jak najbardziej pracuj nad swoja dietą żeby nie mieć nadwagi... Ale na rany Boskie nie uzależniaj swojego szczęścia od tego ile ważysz!!!!!!!
Osiągniesz wagę idealną a nadal nie będziesz szczęśliwa i co wtedy? Wymyślisz kolejny powód "niemania" szczęścia typu.. "no waga jest ok to czemu? może piersi za małe/za duże" i pójdziesz na operację?
A co jak zajdziesz w ciążę? przytyjesz na pewno i co? nie będziesz szczęśliwa z macierzyństwa bo znowu będziesz gruba???
Popatrz... każdy chce (Ty z pewnością też), żeby inni poznali jego charakter zamiast oceniać po wyglądzie. To dlaczego osoba najbardziej zainteresowana, osoba, która powinna chcieć poznać Ciebie najlepiej - czyli właśnie Ty - patrzy przede wszystkim na ciało??? W ten sposób siebie nie poznasz ))

Trzymaj dietę ale poznaj siebie, wierz mi.. w krytycznym momencie nie będzie miało znaczenia ile ważysz a jak dobrze znasz swoje możliwości/granice/ekstrema...

pozdrawiam

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Anieliczka - Dziewica w łokciach · przed dinozaurami
jestem po operacji zmniejszenia żołądka, w szczytowym momencie ważyłam 149 kg, wahania mojej wagi w ciągu roku to 15-40 kg, po operacji schudłam 67 kg, ale nigdy, ale to nigdy nie miałam takiego podejścia do otyłości i ludzi otyłych jak Ty..

czy ważąc 150 kg czy 100 czy 80 nigdy nie czułam się lepsza czy gorsza od innych osób z tego powodu, oczywiście, że miałam i mam kompleksy, ale z wiekiem one straciły zdecydowanie na swojej sile i dziś wiem, że jeśli ludzie okazują mi sympatię to na pewno nie z powodu mojego wyglądu i uważam, że młode dziewczyny katujące się dietą tylko dlatego, że myślą, że przez swój wygląd nie są akceptowane wśród znajomych powinny się udać jak najszybciej do psychologa po poradę

ja swojego szczęścia nie liczę w kilogramach i Tobie też radzę

i wbrew temu, co piszesz - grube może być piękne.



- z własnych doświadczeń wiem, że szczuly partner też czasem podczas amorów wymięka z powodu braku kondycji, więc nie generalizuj

--

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Qrrara - Superbojowniczka · przed dinozaurami
To jeszcze ja dorzucę swoje pięć groszy.
Całe życie byłam gruba. Mamusię radowały "pulchniutkie nóżki" córeczki i nie słuchała nikogo, kto próbował jej uświadomić, że robi dziecku krzywdę. Sama pewnie też nie byłam lepsza skoro tak długi czas niczego z własną otyłością nie zrobiłam.
Kiedy już zrzuciłam z siebie 20 kg - najgłupszym, mimo że skutecznym, sposobem - po prostu nie jedząc (sytuacja życiowa powodowała, że nie byłam w stanie nic jeść) poczułam to, co Mroczna.
"Nareszcie! Patrzcie wszyscy - ja też mogę być normalna!".
Koniec wyśmiewania, głupich uwag, tego, czego nienawidziłam od zawsze.
Tyle, że z ubytkiem wagi nie przybyło mi niestety "pomyślunku"...
W swojej własnej głowie nadal byłam mało atrakcyjną osobą, która co prawda chudsza, ale i tak pewnie nie znajdzie swojej Połówki (bo teoretyczna przyszła Połówka pewnie i tak przerazi się moim strasznie grubym wyglądem).
I teraz część, w której zgadzam się z przedmówcami.
"Grubym" (pojęcie względne) jest się "w głowie". Wiem to, ale dopiero teraz. Po tylu latach. Kiedy uświadomiłam sobie i nauczono mnie, że kocha się człowieka, a nie jego wygląd. Jasne, że jakoś tak nie fajnie (też pojęcie względne - są rózne gusta ) jeździć na rolkach po parku z (cyt.) "wielorybem lądowym", ale jak powiedziała , nie o to w życiu chodzi. A w każdym razie nie tylko o to.
Konkludując - niektórym trzeba przebudzenia (dla mnie była to miłość ukochanej osoby), innym - uświadomienie sobie, że to nie kilogramy (zbędne lub nie) determinują mnie jako człowieka.

--
"Imagination is more important than knowledge."

sunnivva
Miałam ci ja jedną przeukochaną modelkę. Ważyła 110 kilogramów przy 176 cm wzrostu. Ma przepięknie zaokrąglony brzuszek, bujne biodra i obfity biust. Jest istotą prześliczną i zjawiskową. Ale pewnego dnia poczuła się źle we własnej skórze. Próbuje się odchudzać.

Dziś ma może osiem, może dziesięć kilogramów mniej oraz szarą zmęczoną skórę, wiecznie niezadowolony wyraz twarzy i stała się upiornie marudna; jej związek zaczyna się sypać, a ona sama popada w coraz gorszą paranoję pod tytułem "gdybym ważyła mniej..."
Nie tędy droga.

Z kolei ja przez całe życie borykam się z innym problemem. Jako nastolatka wyglądałam przeciętnie- ani za grubo, ani za chudo. Ot tak, zwyczajnie, jak przeciętna nastolatka. Ale zapragnęłam szczuplejszego ciała, bo wydawało mi się, że 53 kg przy 164 cm wzrostu to za dużo. Prowadziłam bardzo intensywny tryb życia. Później wyszłam za mąż, urodziłam dziecko; trzy miesiące po urodzeniu dziecka swobodnie mieściłam się w ubranie o rozmiarze 34. Nie katując się żadnymi dietami, po prostu tak schudłam. Uważałam, że wyglądam świetnie.


Rok później mój rodzinny doktor pytał mnie, czy ja ostatnio nie mam jakichś kłopotów osobistych lub zawodowych. Zastanawiałam się wtedy, jak on na to wpadł.
Jakiś czas temu, w związku z ostatecznie podjęta decyzją o rozstaniu z mężem, przeglądałam stare zdjęcia. I już wiem, jak.
Na zdjęciach wyglądam koszmarnie: oczy na pół twarzy, uda niewiele grubsze od ramion, wystające kości, wysuszony dekolt... przy mojej naturalnie bladej cerze całość robiła upiorne wrażenie.
A ja byłam zadowolona ze swej wreszcie szczupłej sylwetki.

Dlatego , nie osądzaj zbyt surowo tych, którzy po prostu lubią swoje ciało, nawet gdy jest go trochę więcej. Uwierz mi, są na tym świecie większe nieszczęścia niż nadmiarowe kilogramy.
Moim zdaniem, błędem jest zrzucanie wszelkich niepowodzeń życiowych na wygląd; bo gdzie znajdziemy winowajcę, gdy nasze ciało szczuplejszym już nie będzie mogło być?

--
Jest dla mnie przewidziane specjalne miejsce w piekle. Tron

brak avatara
Paniom proponuje wakacyjny wyjazd na wyspy brytyjskie, gdzie kobiety z 20kg nadwaga ubieraja sie w to, na co maja ochote i chodza na takie imprezy, jakie lubia. Mezczyzni zas nie ogladaja sie za nimi na ulicy wytykajac palcami.


Moze dlatego kobiety z nadwaga sa tu usmiechniete, swobodne i zadbane i przez to o wiele piekniejsze od szczuplych poleczek solariowych z mina "k***a, skonczyla sie promocja na fasolke w tesco".


Troche dystansu do siebie i bedzie OK.

Anvariel
Zrzuciłeś :radnor, swoją wypowiedzą, winę za plagę odchudzających się, wiecznie nieszczęsliwych i niezadowolonych kobiet na mężczyzn - przynajmniej takie jest moje odczucie. (patrz "Mezczyzni zas nie ogladaja sie za nimi na ulicy wytykajac palcami.") A może się myle?

--
Miał tu być jakiś mądry cytat, ale mi się nie chce takiego szukać.

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Anieliczka - Dziewica w łokciach · przed dinozaurami
nie wiem, jak inni, ale ja po swoich doświadczeniach wiem, że wygląd nie ma aż tak szczególnego znaczenia.. jeśli dwoje ludzi się kocha, to tusza - srusza nie ma znaczenia, oczywiście nie mówię o względach zdrowotnych, bo w moim przypadkach decyzja o operacji była podyktowana tym, że muszę to zrobić, aby móc chodzić

mój mąż był bardzo przeciwny tej operacji, bał się zwyczajnie, że mogę jej nie przeżyć i w sumie miał rację, bo miałam zator płucny, co wcale nie jest fajnym przeżyciem, ale że złego diabli tak szybko nie biorą, to mi się udało ;) ale! nigdy nie słyszałam od mojego męża, że mu się nie podobam, że źle wyglądam, że coś ze mną nie tak, no dobra, można by o nim rzec, że to stary zbok, ale cóż.. ja kocham tego zboczucha ;)

z innych doświadczeń z mężczyznami pamiętam tylko to, że NIGDY nie usłyszałam od żadnego chłopa jakiekolwiek zarzutu, jeśli chodzi o moją tuszę!

rzeczywiście, w Anglii kobiety są, jak to mówi , podwójnie, a nawet potrójnie piękne, nie mają żadnych kompleksów, ani żadnych hamulców, jeśli chodzi o ich wygląd, w moim przypadku to jedyny kraj, w którym bez żadnych oporów założyłam spodnie i wyszłam w nich na miasto.

--

brak avatara
:anvariel

Zrzuciłeś :radnor, swoją wypowiedzą, winę za plagę odchudzających się, wiecznie nieszczęsliwych i niezadowolonych kobiet na mężczyzn - przynajmniej takie jest moje odczucie. (patrz "Mezczyzni zas nie ogladaja sie za nimi na ulicy wytykajac palcami.") A może się myle?



W jaki sposob faceci, ktorzy nie wysmiewaja nadwagi i krytykuja ja tak jak to czesto ma miejsce w polsce, sa winni plagi odchudzajacych? Niezbyt to logiczne.

atitta
atitta - Babcia Straszy Prąciem · przed dinozaurami
Wiecie, żeby było śmieszniej, to nigdy nie spotkałam się z przytykami mężczyzn.
Pomijając mojego na szczęście byłego męża, dla którego nawet jak sterczały mi obojczyki i mdlałam bo nie jadłam miesiącami byłam zbyt gruba bo miałam za wielkie cycki. (Tak ja byłam durna że sobie na to pozwoliłam) .
Zazwyczaj szpilę usiłują wsadzić kobiety. Z drugiej strony kobiety również potrafią walnąć prawdziwy komplement. Koleżanka moja z pracy jak gdzieś coś razem załatwiamy mówi z żartobliwą zawiścią:
- Kurde, wiecznie ci ktoś powie, że masz fajna fryzurę, że jesteś fajnie ubrana i że świetnie wyglądasz. Czemu mi nikt nic nie mówi?
Więc odpowiadam jej zazwyczaj, ile widziała grubszych dziewczyn ubranych w kolorowe ciuchy? Z ekstrawagancką fryzurą czy w fajnych butach? Zazwyczaj dziewczyny lekko większe nawet są poubierane w bezkształtne szare wory, mają rozczłapane adidasy i chodzą ze spuszczoną głową przepraszając że żyją.
Chudych, dobrze ubranych lasek jest na pęczki.
Zapewne zaraz ktoś powie, że nie ma fajnych ciuchów dla większych. Ależ zapewniam Was że są.
Jest Allegro, jest KappAhl, mieszkam w dziesięciotysięcznym miasteczku a nie w metropolii i na pewno nie mam najlepszego dostępu do sklepów z ciuchami.

--
Mrrrrr.... Wiesz co jest najbardziej przerażające? Zdychanie w poczuciu że się tak naprawdę nie żyło...

Anvariel
: radnor
Zle się zrozumieliśmy (z mojej winy, zly fragment zacytowałam). Napisałeś, że w Anglii męzczyźni nie wytykają kobiet z nadwagą palcami. A w następnym zdaniu stwierdziłeś, że "może dlatego kobiety z nadwagą są tu uśniechnięte..."

Czyli pośrednio wynika z tego, że kobiety w Polsce nagminnie odchudzają się z powodu nietolerancyjnych facetów (nie tylko przez nich oczywiście, ale w jakiejś mierze jednak tak)- tak przynajmniej ja rozumiem twoją wypowiedź

--
Miał tu być jakiś mądry cytat, ale mi się nie chce takiego szukać.

brak avatara
:anvariel

"Czyli pośrednio wynika z tego, że kobiety w Polsce nagminnie odchudzają się z powodu nietolerancyjnych facetów (nie tylko przez nich oczywiście, ale w jakiejś mierze jednak tak)- tak przynajmniej ja rozumiem twoją wypowiedź [] "


Po czesci wlasnie tak mysle. W polsce nadal panuje mania odchudzania. Grube dzieciaki w szkole sa obiektem smiechu i popychania, kobiety wstydza sie zalozyc mini, bo co bedzie jesli obok stanie kolezanka ze szczuplejszymi udami itp.

Szczerze mowiac, nawet te kilkanascie kg za duzo to nie powod do paniki. Wystarczy dobrze sie ubrac, zadbac o fryzure i usmiechnac, kobieta z takim podejsciem do zycia jest o rzad wielkosci atrakcyjniejsza od szczuplej paniusi z nosem zadartym pod samo niebo, bo ona jest piekna i bimy jej poklony.

Ot moje 0.02pln.

MWit
MWit - Superbojownik · przed dinozaurami
Jestem gruby. Ważę 105kg. przy wzroście 176cm.
Nigdy nie byłem chudy, choć zdarzały się okresy kiedy moja waga mieściła się w szeroko pojętej normie. Jeszcze 2 lata temu ważyłem 15kg mniej. I szczerze mówiąc te 15kg bardzo mi ostatnio przeszkadza. Wpadłem w wir pracy, siedzę w robocie po 10h dziennie i tłumacze sobie, że robię coś co na prawdę lubię. Co weekend wychodzę gdzieś na miast i świetnie się bawię ze znajomymi. Jestem otwartą, towarzyską osobą. Żyję normalnie.
Ale co raz częściej moja tusza zaczyna być dla mnie barierą psychologiczną, mam co raz większe problemy z poznawaniem nowych osób. Sposoby na wyrwanie fajnej dziewczyny, które kiedyś świetnie się sprawdzały, teraz wydają się nieodpowiednie. Zacząłem unikać basenów, chociaż przez wiele lat chodziłem do szkoły pływackiej a samo pływanie uwielbiam. Tych drobnych rzeczy, których nie robię, bo jestem gruby nagle zaczyna się robić dużo i przeraża mnie to.
Zastanawiałem się jak przezwyciężyć te moje kompleksy, ale po przeczytaniu wszystkich postów tutaj doszedłem do wniosku, że jest tylko jedna metoda - schudnąć. Wziąć się ostro do roboty i tyle! Jutro idę na basen, zaczynam dietę ŻP (żreć połowę) i zobaczymy.

Co do kobiet z krągłymi kształtami. Mam na tym punkcie słabość ;)

Aishaa
To teraz ja.
Do pewnego etapu w swoim życiu nigdy nie czułam się gruba. Ba, nawet miałam przygodę z takim zawodem w którym standardem jest bycie wieszakiem. Przyszedł czas matur, zakończyłam okres dojrzewania- przytyłam kilka kilogramów. Poznałam JEGO. Niby wieka miłość między nami wybuchła ale już po paru miesiącach bycia razem potrafił do mnie mówić "mój ty grubasku" a po roku bycia razem wypalić na imprezie przy wszystkich: "ta, jedz jeszcze więcej, będziesz jeszcze grubsza". I tak od uwagi do uwagi, wszystko się kumulowało w mojej głowie. Do tej pory, chociaż tego faceta już dawno w moim życiu nie ma jestem cholernie krytyczna względem swojego wyglądu. I chociaż wiem, że w oczach innych wyglądam dobrze, z trudem od jakiegoś roku powoli udaje mi się przestawiać myślenie na: "wcale nie jest źle".

Przez to co napisałam, chcę powiedzieć, że tak naprawdę to jak się czujemy wcale nie ma związku z naszym wyglądem. I zrzucenie nie wiadomo jakiej ilości kilogramów wcale nie poprawi samopoczucia dopóki nie zmieni się nic w naszej głowie. Ja sama, kiedy przez moment przy wzroście 179 cm nosiłam rozmiar 36, czułam się chyba najbardziej nieszczęśliwą osobą na świecie. Dlatego najpierw trzeba zmienić sposób myślenia a potem ewentualnie brać się za diety

--

orian
orian - Bojowniczka · przed dinozaurami
To i ja się wypowiem, choć w większości pewnie powtórzę to, co pisała

Byłam gruba od dziecka - w przedszkolu pulchna, później było gorzej. Wciąż czuję żal do rodziców, że nic z tym nie zrobili. Byłam lubiana przez rówieśników - tych, którzy mnie znali. Ci, którzy mnie nie znali, skutecznie potrafili mnie zgnoić - drwiną, niewybrednym dowcipem, wyzwiskami. To poraniło mnie tak, że nie wiem, czy kiedykolwiek sobie z tym poradzę. Później dorosłam, wyzwiska się skończyły, ku własnemu zdziwieniu znalazłam nawet w liceum chłopaka. Kilka lat temu, na studiach, zawzięłam się. Z 87kg przy wzroście 1,65m schudłam do 67 (magiczne 20kg...) I nic się nie zmieniło.

Moja ówczesna najlepsza przyjaciółka nic nie zauważyła(!) - po dobrych kilku miesiącach zapytała, czy ostatnio nie schudłam - bo przeglądała zdjęcia z zeszłego roku i jakoś inaczej wyglądam. Nie zakochał się we mnie książę z bajki, nie stałam się bardziej popularna, nikt nie przysyłał mi anonimowych bukietów do domu Nie zmieniło się moje podejście do siebie, tak jak piszecie - byłam "grubaską na odwyku". I nadal nią jestem, ale jest coraz lepiej. Po pierwsze zauważyłam, że ludzie nie dzielą się na grubych i chudych - bo niby gdzie przebiega ta granica? Mają różny wygląd, wagę, proporcje. Przez kilka lat utrzymywałam wagę, z powodu problemów osobistych rzuciłam wszystko w diabły - mam tą wadę, że zajadam stres. Nie wiem, ile ważę, raczej mniej niż kiedyś, na starcie, ale wyglądam i czuję się o niebo lepiej, bo ruszam się - kurs tańca, aerobik, piesze wędrówki po górach i nizinach. Pani doktor na badaniach kontrolnych w pracy pytała, czy trenuję jakiś sport, bo mam rewelacyjną wydolność organizmu Tyle na temat kondycji osób z nadwagą.

Chciałabym wrócić do wagi, którą kiedyś osiągnęłam, pamiętam tą euforię i patrzenie z niedowierzaniem w lustro - czy to ja? Ale pamiętam też ulgę, że jestem nareszcie po drugiej stronie barykady, pogardę dla grubszych i radość, że teraz to ja mogę kogoś nazwać grubą krową. I do tego nie chcę wracać.
A wczoraj byłam na pierwszej lekcji tańca brzucha - i cholernie podobało mi się, jak wyglądałam i jak się poruszałam. Może zostanie mi tak najdłużej i przestanę być w końcu zimną Królową Śniegu, której nie mieści się w głowie, że komuś mogłaby się spodobać. Tak mi dopomóż Bóg

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
shinee - Superbojowniczka · przed dinozaurami
Czy otyłość to problem? Tak, ogromny. To nie jest tylko kwestia takiej a nie innej budowy ciała,to nie jest kwestia osobistego błędu, za który sami przed sobą odpowiadamy.Szanuję postawę :atitty, ale całe życie spotykałam się z wrogą reakcją na swój wygląd(mam nadwagę, z którą walczę). Byłam atakowana nie tylko werbalnie, ale również fizycznie przez ludzi którzy widzieli we mnie łatwy cel. Podstawówka, liceum...dopiero na studiach spotkałam się z osobami interesującymi się czymś poza moim wyglądem wchodząc ze mną w normalne, przyjazne relacje. Uważam, że "puszyści" w moim wieku(21 lat) powinni ze wszystkich sił starać się uzyskać prawidłową sylwetkę aby po prostu zacząć...żyć. Ważna jest też pomoc "pulchnym" dzieciom ze strony rodziców-one nie mają dostatecznie dużej umiejętności przewidywania by same odłożyły słodycze, zwłaszcza jesli zajadają nimi problemy emocjonalne. Kiedyś byłam osamotniona ze swoim problemem, jedyna w całej klasie,niestety teraz dzieci o nadmiarze kilogramówjest więcej-warto zmienić im jadłospis, nawet siłą, nie bacząc na ich łzy-kiedyś będą za to wdzięczne, a utrata pięciu kilogramów jest łatwiejsza niż dziesięciu czy piętnastu. Czasem, choć to trudne, może wymagać to poświęcenia ze strony całej rodziny-czyli : wszyscy rezygnujemy ze słodyczy aby wesprzeć odchudzającą się osobę.
Pragnę zwrócić uwagę, że otyłość u wielu ludzi wywołuje podświadomą niechęć a nawet wstręt, osoba gruba może nie mieć szansy na dobrą pracę, na udany związek. Wciąż znajdą się osoby które będą się nad nią pastwić by poprawić sobie nastrój, a więc będzie żyła w ciągłym lęku przed poznawaniem kogoś nowego.Niechęć innych, niechęć do własnej osoby, depresja- czy rzeczywiście jest to lepsze od przejścia na dietę?

--
Wariat wariata zawsze zrozumie.

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
pietshaq - Szkielet Szachisty · przed dinozaurami
:shinee - o ile w przypadku dziecka trochę mogę się z Tobą zgodzić, o tyle w przypadku dorosłego uważam, że to jego prywatna sprawa. Tzn.: czy woli się odchudzać, czy być gruby ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Oczywiście, niekiedy się nie da nic zrobić. Ja na przykład jestem chorobliwie chudy i chciałbym trochę przytyć, ale nie pomaga ani piwo, ani chleb ze smalcem. Z drugiej strony bardzo lubię te rzeczy i nie chciałbym ich odkładać tylko dlatego, że ktoś inny nie może ich jeść. Śmierdzi mi to egalitaryzmem lub czymś jeszcze obrzydliwszym.

Natomiast jedna drobna uwaga: jeśli byłaś wytykana palcami jako JEDYNA osoba w klasie z nadwagą, to chyba dla osób z nadwagą LEPIEJ, że jest ich teraz WIĘCEJ - bo przynajmniej nie czują się samotne, a i palców do wytykania jest jakby mniej - nieprawdaż?

Pozdrawiam,

--
Pietshaq na YouTube
Forum > Inteligentna jazda > Gruby problem?
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj