Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Forum > Półmisek Literata > Jestem piekna
calasanty
W przypływie weny postanowiłem podzielic sie z wami historią ze swojej młodości (która ciągle trwa notabene).


W naszym wspanialym i bogatym niczym Dubaj mieście, był sobie (bo juz nie ma) pub o nazwie Royal.
Z królewskością niestety nie miał nic wspólnego, a gdyby jego nazwa miała odzwierciedlac stan faktyczny to pewnie nazywałby sie 'Taki Średni' albo 'Bez Szału Ale Jest Bilard'.

W każdym razie jako jeden z nielicznych lokali o poziomie przy najmniej przyzwoitym, był naszym (moim i kumpli z liceum) stałym ośrodkiem kultury, miejscem spotkań, żarliwych dyskusji, emocji, sportu (bilard to też sport).
Przekrój przez ogól klientów Royala był dosyc interesujący, bo różnorodny. Poczynając od pracowników miejscowych zakładów, którzy przychodzili oglądac piłke nożną na sporym telebimie, poprzez pełnoletnich licealistów grających w bilard, dalej przez miejscowych pijaczków i żuli którym musiała niedawno wpaśc renta, skoro piją w pubie a nie pod sklepem, a na gimbazie podstepnie wysyłającej pijaczków po piwko kończąc.

Tak sie pewnego uroczego wieczoru złożyło, że zamiast spedzac wiekszosc czasu przy bilardzie, z racji spotkania z paroma znajomymi po ich długiej nieobecności, siedzieliśmy przy stoliku żłopiąc miejscowe chrzczone specjały i głośno dyskutując. Było nas sześciu czy siedmiu. Nagle panujący miedzy nami gwar ucichł, bo dosiadła sie do nas postac nietuzinkowa, a w dodatku, jak sie okazało później, nikomu z nas nie znana.

Postac ta odziana była w szaty niemal tak nikczemne jak jej zmeczone życiem oblicze. Żulik z długoletnim doświadczeniem, o rozbieganym spojrzeniu, już po jego wyglądzie można było wysnuc wniosek że żyje tylko dlatego że jego wątroba zapomniała wykorkowac (ale na bank miała to w planach).
W niezrecznej ciszy zerkaliśmy nerwowo na siebie, jakby szukając kogoś kto byc moze zna owego osobnika, co uzasadniłoby dlaczego sie dosiadł. Jednak jako że owe spojrzenia wysyłał i otrzymywał każdy z nas z osobna, nadzieja umarła, nastąpiło wiec oczekiwanie co dalej, a sekundy ciągneły sie jak minuty.

Błądzący nieobecnym wzrokiem po okolicy, pan żul nagle spostrzegł w polu widzenia butelke z piwem. Tu zadziałał pewien odruch bezwarunkowy, gdyż spostrzegłszy trunek automatycznie siegnał po niego, nie zastanawiając sie do kogo może on należec.
Jednak kumpel zwany Gilem, zaprawiony w alkoholowym boju, wykazał sie nie lada przytomnością umysłu i refleksem, gdyż w ułamku sekundy również chwycił za szkło uniemożliwiając intruzowi bezprawne zajecie mienia. W głuchej ciszy siłowali sie tak przez chwile, co nie było zbyt trudne gdyż po latach libacji pijaczkowi musiały pozostac tylko mieśnie w okolicach gardła służące do przełykania. W przebłysku geniuszu Gilu rozwiązał patową sytuacje mówiąc zdecydowanym tonem 'Moje!'. Pijaczek jak na kulturalnego i obytego na salonach dzentelmena natychmiast puścił i skomentował, że 'Jak twoje to przepraszam', co mogło nasunąc wniosek iż rzeczywiście był pewien że owo piwo jest zupełnie bezpańskie i tylko czeka aż ktoś je czule przygarnie.

Po owej konfrontacji cisza zapadła jeszcze cichsza i gestsza, o ile w ogole było to możliwe. Znów zaczeły krążyc spojrzenia, tym razem szukając pomocy i rady jak sie jegomościa pozbyc. Szczątkowe szare komórki pana żula musiały w tym momencie zaiskrzyc, gdyż podchwycił panującą spojrzeniade i również począł zerkac, to na jednego, to na drugiego.

W pewnym momencie, jego wzrok spoczął na mojej skromnej i bogu ducha winnej osobie, gdzie zatrzymał sie na dłużej. W panującym zakłopotaniu nikt, a zwłaszcza ja, nie wiedział jak zareagowac.
Po dwóch sekundach żulik położył swoją nieczystą, przypominającą szufle do wegla dłoń na mojej, nieskalanej cieżką pracą, co najwyżej bezwstydnym onanizmem. Zaskoczenie które spłyneło wtedy na mój umysł pozbawiło mnie wszelkich szans na reakcje, wiec w głebokim szoku oczekiwałem co dalej, a przekonałem sie już po sekundzie. Albowiem pijaczek, w którym ciągle żył podchmielony romantyk-idiota rzekł chrypawym basem: Jesteś piekna.

Jak sie okazało cisza ma co najmniej trzy stopnie nasilenia, gdyż wtedy zapadła jeszcze głebiej, ale tylko na krótki moment, bo nieszczesnego pijaczka złapał za frak mój wybawca, pan ochroniarz, wypieprzając go z lokalu. Oczywiście w tym samym momencie cisza postanowiła że nie jest już dłużej potrzebna, a jej miejsce zajeły ryczące, prawie-duszące-sie śmiechy moich kumpli-tumanów, cwanych bo nie im stała sie moralna krzywda.
W momencie kiedy oni walczyli całą swoją wolą żeby nie skulac sie ze śmiechu pod stół, ja czołem swym zmartwionym począłem obijac blat stołu, jednocześnie kryjąc oblicze swe szlachetne w dłoniach, a oczyma wyobraźni już widziałem w jaki sposób bede od jutra witany w szkole.
Nie pomyliłem sie w tym wzgledzie ani o jote, gdyż do końca liceum witano mnie 'Cześc piekna!' a pseudonim umarł powoli dopiero gdy wyjechałem na studia bez żadnego ze znajomych pod reka.
Do tej pory komuś sie czasem przypomni, choc na krótko, a teraz i ja sie z tego śmieje.

czujnyjakpiespotrojny
fajne

--
"Poszerzaj swoje horyzonty- wyburz dom z naprzeciwka."
Forum > Półmisek Literata > Jestem piekna
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj