Szukaj Pokaż menu

Prośba od Alicji, którą spotkałeś na imprezie – Demotywatory

73 823  
336   113  
  • SMS od Alicji, która była u ciebie na imprezie, a której nie pamiętasz
  • Najgrubszy mężczyzna z 1890 roku
  • Tak wygląda włoska śpiewająca zakonnica z telewizji, która zrzuciła habit
  • Zaskakująca ilość sezonów Jasia Fasoli
  • Ewolucja piłek na mistrzostwach świata od 1930 roku

Nieretuszowane zdjęcia znanych celebrytek

55 229  
247   54  
Są piękne, zjawiskowe, zdobią okładki czasopism. Ale przy okazji, jak mówią, są ludźmi i mają wady jak każdy człowiek. I przestały je ukrywać, dodając do sieci szczere zdjęcia.

Oto rzeczy nie do pomyślenia w Polsce, ale całkiem normalne w Peru

38 196  
257   26  
Różnice kulturowe – tak to się nazywa. Chociaż do Peru jeżdżę regularnie od grubo ponad dekady (ba, ze dwie już będzie!) i do pewnych rzeczy przywykłem, to reakcje na zderzenie z tutejszym życiem ludzi, których ze sobą zabieram, uświadamiają mi, jak wielka przepaść dzieli Polskę i kraje Ameryki Południowej. A pierwszy szok czeka nas już po wyjściu z lotniska.

#1. Uliczna samowolka

Wysiadasz z samolotu, odbierasz bagaż i wychodzisz przed lotnisko, zastanawiając się, gdzie jest najbliższy postój taksówek, bo jak zwykle zabrałeś za duży plecak, którego nie chce ci się targać przez pół miasta. Kiedy tylko przekraczasz wrota i dostajesz w twarz buchnięciem gorącego powietrza, rzucają się na ciebie taksówkarze. Stadami. Zostajesz niemalże otoczony nimi, a twoje myśli toną w natłoku ich entuzjastycznych wrzasków. Ci bardziej kreatywni zamiast „Taksi? Taksóweczka?” krzyczą „Uber? Uberek?”. Jeśli odezwiesz się chociażby słowem po angielsku, cena transportu automatycznie wzrośnie kilkukrotnie, a lokalna waluta zamieniona zostanie na dolary. Szybko też zorientujesz się, że taksówkarze, podobnie jak 90% małych przedsiębiorców, nie płacą podatków. Tu nie ma taksometrów czy stałej stawki od kilometra. Koszt podróży zależy od tego, jaki sobie wytargujesz przed kursem.
Jeśli myślisz, że polskie „złotówy” łamią prawo ruchu drogowego i zachowują się czasem jak królowie szos, to przysięgam ci, że ich peruwiańscy odpowiednicy to żywy przykład tego, jak nie należy się poruszać na drodze. Tu o pierwszeństwie decyduje klakson i cojones ze stali. Kto pierwszy zatrąbi, ten pierwszy przejeżdża przez skrzyżowanie. Dlatego zwykło się trąbić jakieś 300 metrów wcześniej. Albo i kilometr, jak ktoś ma odwagę. Jazda pod prąd? Rozjeżdżanie pieszych? Dzień jak co dzień, czyli istny „Carmageddon”.


Żeby było mało, w ruchu ulicznym oprócz samochodów, mototaksówek, hulajnóg, skuterów i motocykli udział biorą też handlarze owocami ciągnący za sobą ogromne wózki pełne pomarańczy, żebracy proszący stojących w korkach kierowców o jałmużnę, handlarze wszelkim badziewiem, żonglerzy wykorzystujący czerwone światło, aby wykonać swoje przedstawienie oraz Wenezuelczycy zajmujący się myciem samochodowych szyb.

#2. Przegląd samochodu? A co to?

Skoro już mówimy o samochodach, to niemałym szokiem jest ich stan. Spora ich część wygląda niczym pojazdy, na które spadła bomba i jakimś cudem udało się naprawić ich silniki na tyle, aby pyrkając czarnymi obłokami wehikuł powoli dotoczył się na złom. W niektórych pojazdach nie ma połowy drzwi, w innych coś sterczy z podwozia i co chwilę z głośnym brzdękiem uderza o asfalt, a opony właściwie co drugiego auta są gładkie niczym łeb Kojaka.


I chociaż znaczna część tych wehikułów rozpadłaby się na samą wieść o odwiedzeniu polskiej stacji diagnostycznej, to całość wizerunku peruwiańskich samochodów poprawiają wszelkiej maści dodatki – na przykład naklejka z symbolem Batmana, napis „Kocham moją grubą żonę”, puchata tapicerka, tona różańców oraz obrazków z wizerunkiem lokalnych świętych dyndająca (i zasłaniająca widok przez przednią szybę) pod lusterkiem... a do tego te wszystkie światełka. Oj, tak – Peruwiańczycy mają hopla na tym punkcie. LED-owe podświetlenie w miejscu, gdzie kiedyś znajdowała się rama boczna auta, a teraz jest tylko smętny kawałek rdzy, albo upiornie oczojebna lampka na pogniecionym zderzaku, która to zapala się, gdy kierowca naciśnie klakson (czyli w zasadzie to świeci bez przerwy), to podstawowe wyposażenie większości wozów i prawdopodobnie montuje się toto już w fabryce. Ach, no i jeszcze ta samowolka dotycząca standardowych świateł! Kto powiedział, że kierunkowskaz ma jedynie sygnalizować skręt? Będzie on migał niczym lampka na choince bożonarodzeniowej, jeśli kierowca naciśnie pedał hamulca, a oświetlenie pozycyjne posłuży za broń przeciw epileptykom. Bo czemu nie?

#3. Corrida w wielkim mieście

Podejście Peruwiańczyków do praw zwierząt woła o pomstę do nieba. Miło więc, że od jakiegoś już czasu można było zauważyć pewne „ucywilizowanie” w tej kwestii. Bezpańskich, zapchlonych psów jakby zrobiło się trochę mniej, a pojawienie się bezmięsnych knajp zaczęło zwiastować, że również i w kwestii wegetarianizmu coś drgnęło. Ba! Wcale niemało osób gromadziły protesty przeciw corridzie – „atrakcji”, obok walk kogutów, wielce popularnej szczególnie na prowincji. I wiele wskazywało na to, że barbarzyńskie katowanie byków zostanie wreszcie ukrócone. Niestety jednak, tak się nie stało. Brykający w obcisłych pantalonach torreadorzy nie stracili swej pracy, a transmisje prosto z wielkiej areny w Limie prezentowane są w telewizji zazwyczaj w porze obiadowej. Bo nic tak nie poprawia apetytu, jak widok zarzynanego na żywo, krwawiącego od potężnych ran, zwierzęcia. Olé, k#rwa!


#4. Eksploatacja dzieci?

Wczoraj poszedłem na rynek, żeby kupić taki ładny, zdobiony kubek z kutasem zamiast ucha. Zamiast zwykłej przekupki podszedł do mnie bajtel z umorusanymi policzkami, lat co najwyżej pięć (chociaż, biorąc pod uwagę parszywy wzrost niektórych Peruwiańczyków, istnieje spora szansa, że miał on lat czterdzieści), i bardzo profesjonalnie rozpoczął rytuał sprzedaży. Zaproponował cenę i od razu podkreślił, że jest gotów do negocjacji. Nawet nieźle mu to wyszło. Po wszystkim chwycił większe od siebie pudło wypełnione ciężkimi wyrobami ceramicznymi i zatargał je gdzieś na zaplecze. Potem widziałem go jeszcze, jak wsiadał do samochodu od strony kierowcy, ale nie miałem już czasu sprawdzić dalszego obrotu spraw, chociaż wcale nie zdziwiłbym się, gdyby szczyl spokojnie autem odjechał.


Praca dzieciaków nie jest tu niczym dziwnym i mimo że czasem wygląda to tak, jakby mali Peruwiańczycy zmuszani byli do katorżniczej harówy, to w rzeczywistości małolaty te zazwyczaj pomagają swoim rodzicom, którzy handlują na ulicach i bazarach. Czasem też czyszczą ludziom buty czy myją szyby w autach. A że standardowa peruwiańska rodzina posiada przynajmniej tuzin dzieci, to rąk do roboty nie brakuje. Tak czy inaczej – widok dziatwy tyrającej na ulicach jest tu całkiem normalny i nikt nie robi z tego faktu żadnych awantur. Kasa na obiad sama się przecież nie zarobi!

#5. Narkotyki możesz kupić na każdym większym ryneczku

Spożycie dragów jest duże i gdyby karać pierdlem każdego palacza trawki, to pęczniejący budżet przeznaczony na więziennictwo doprowadziłby kraj do bankructwa. Z takiego, bardzo zresztą zdrowego, podejścia wyszli tutejsi politycy i zamiast uganiać się za konsumentami, zabrali się za walkę z grupami przestępczymi wprowadzającymi nielegalne substancje do obrotu. Nielegalne, powiedziałem? No nie do końca – znaczna część narkotyków została zdepenalizowana. I tak na przykład – za posiadanie trawki w ilości nieprzekraczającej ośmiu gramów nic nam grozić nie będzie. Również za woreczek kokainy nie pójdziemy siedzieć, o ile narkotyku nie jest więcej niż przewiduje to odpowiednia ustawa. Ba, policjant nie założy nam też kajdanek za posiadanie małych ilości cracku, MDMA czy opioidów. Inna sprawa, że korupcja wśród peruwiańskich stróżów prawa jest wręcz legendarna i za ich sprawą parę suchych bobków maryśki, które trzymasz w kieszeni, może niespodziewanie się rozmnożyć. Wówczas to pan władza najmiłościwszy dopiero w zamian za sowity „napiwek” przymknie oko na twój wybryk.


O ile wspomniane wyżej używki znajdują się „na granicy legalności”, to już całkiem legalne są takie wynalazki jak np. meskalina czy DMT. Psychodeliki typu Ayahuasca czy San Pedro kupisz u babki chociażby na ryneczku Cusco – najbardziej turystycznego miasta w Peru. Substancje są częścią dziedzictwa kulturowego tego kraju i nikomu nawet nie przychodzi do głowy wprowadzać tu jakichkolwiek regulacji. Czy sproszkowany, meskalinowy kaktus „klepie”? Jeszcze jak!

#6. Sanepid? To jakieś zwierzę? A czy jadalne?

Jak już niedawno pisałem – to ludzie, a nie jakiś urząd decydują tu o tym, czy dana restauracja utrzyma się czy nie. Jeśli żarcie jest paskudne i wywołuje obfitą sraczkę, to nikt tam nie będzie chciał się stołować. Natomiast gdy dania są pyszne i nie robią gościom z żołądka Zgierza, to ludzie będą tam jedli, nawet gdyby po podłodze biegały zgangreniałe szczury, a po ścianach tańcowałyby karaluchy wielkości palca. W większości knajp ubikacje wyglądają niczym sławojka u twojej babci na wsi, a warunki panujące w kuchni przypominają najgorszy kibel w Szkocji – z tym trzeba się pogodzić, aczkolwiek w pełni rozumiem przerażenie turystów, gdy wracają z toalety, gdzie wstąpili umyć ręce przed posiłkiem. Brak wody i mydła, a z cuchnącego niemożebnie sedesu coś wypełza? Cóż począć?


#7. Obiad w worku

Pamiętacie, jak parędziesiąt lat temu w sklepikach szkolnych można było kupić rakotwórczy sok w plastikowej torebce? Tu zwyczaj ten nadal istnieje, a nawet został rozszerzony! W foliówkach na peruwiańskich ulicach serwowane są całe obiady – od pieczonych kurczaków z ryżem, aż po specjał lokalnej kuchni, czyli owoce morza w zalewie limonkowej. Ryzyko ufajdania się jest większe niż w przypadku wspomnianego soku, ale cena i łatwa dostępność takiego posiłku sprawia, że jest to ryzyko, które spokojnie można ponieść.


#8. Zmumifikowane płody na bazarach

Wysuszone płody lam, owiec, krów i świni można bez trudu znaleźć na niejednym rynku. Zawsze zastanawiałem się, czemu służyć mają te wszystkie truchła wiszące obok sweterków z plastikowej alpaki, magnesów oraz czapeczek z frędzelkami. Czy z tego robi się jakiś posiłek? Zupę może? O ile znam kulinarne upodobania Peruwiańczyków, to wcale by mnie to specjalnie nie zdziwiło. W tym jednak roku postanowiłem zapytać jedną z przekupek o zastosowanie tych zmumifikowanych zwłok. Sam byłem zaskoczony, gdy pani wytłumaczyła mi, że kupuje się te paskudztwa, aby złożyć je w ofierze Pachamamie. Dawne wierzenia i przywiązanie do magicznych rytuałów jest bardzo silne w krajach andyjskich i mimo szczerych prób chrześcijańskich duchownych, do dziś nie udało się wyplenić pogańskich zwyczajów mieszkańców gór, a wszelkiej maści produkty związane z lokalnym mistycyzmem sprzedają się niczym świeże bułeczki.



257
Udostępnij na Facebooku
Następny
Przejdź do artykułu Nieretuszowane zdjęcia znanych celebrytek
Podobne artykuły
Przejdź do artykułu 7 ciekawostek o Zimbabwe - kraju absurdalnym nawet jak na afrykańskie standardy
Przejdź do artykułu Najgorsza rzecz, jaką powiedziała mi babcia
Przejdź do artykułu Hierarchia wartości różnych pokoleń
Przejdź do artykułu 15 rzeczy, które większość z nas robi, ale się do tego nie przyznaje
Przejdź do artykułu Mistrzowie Internetu – Ksiądz Janusz został zaorany
Przejdź do artykułu Najbardziej ekscentryczne zakłady, jakie zapisały się w historii
Przejdź do artykułu Recenzje szwajcarskiego scyzoryka wartego 30 000 złotych
Przejdź do artykułu Kolekcja interesujących zdjęć – tak się ściąga na hiszpańskim uniwersytecie
Przejdź do artykułu 21 sytuacji, w których ludzie doznali szoku kulturowego w obcym kraju

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą