Szukaj Pokaż menu

Demotywatory DCCXXXVI - Ten sklep zna potrzeby swoich klientek

89 969  
448   173  
Dzisiaj będzie o tym, gdzie Polacy trzymają pieniądze, poznamy trendy na lato 2022, obejrzymy sobie przodka naszego premiera oraz pojazd, na który kiedyś wyrywało się panienki.

Niezapowiedziana karkówka, co przeżyłam na siłowni i inne anonimowe opowieści

56 944  
291   66  
Dziś przeczytacie m.in. o ludzkiej uczciwości, autobusowym zamotaniu i pierwszym wyjściu na siłownię, będzie też o stanie psychiatrii młodzieżowej w Polsce.

Oto 7 zwierząt, do których lepiej się nie zbliżać

61 589  
298   39  
„O, jaki śliczny, puszysty stworek! Chodź na rączki!” - reagując na pandę niczym Elmirka na widok królika, czasem zapominamy, że dzikie zwierzęta mają w swej nazwie wyraz „dzikie” z jakiegoś powodu. Przytulanie niektórych okazów powszechnie uważanych za urocze, może skończyć się dla nas bardzo nieprzyjemnie. Z wielu różnych powodów.

#1. Panda – wcale nie taka milutka, jak nam się wydaje

Panda olbrzymia to stworzonko bardzo pocieszne, nieco niezgrabne i absolutnie nie wyglądające na takie, które mogłoby rzucić nam się do gardła, albo zbrukać swoją pocieszną renomę jakimś parszywym czynem. A jednak ten występujący w Chinach, zagrożony gatunek ssaka w dalszym ciągu blisko spokrewniony jest z niedźwiedziami, które to jak wiadomo – wkurzone w tańcu się nie pier#olą. Mimo że zwierzę to uważane jest za cierpliwe i raczej przyjazne dla człowieka, to odnotowano już wiele przypadków ataków pand na ludzi, a musicie wiedzieć, że szczęki tych stworzeń, wyćwiczone przez wieloletnie żucie bambusów, są naprawdę silne.



Ponadto argumentem przemawiającym za tym, aby pand nie przytulać jest mało znany fakt dotyczący tego, w jaki sposób ssaki te mają w zwyczaju ogrzewać się w zimne dni. Nie, nie budują sobie chatek z gliny, ani nie rozpalają ognisk, tylko pokrywają swe mięciutkie futerka grubą warstwą końskiego gówna.


#2. Lampart morski – bestia w foczej skórze!

Ktoś kiedyś powiedział, że foki to takie wodne psy. I miał rację. Jakby nie patrzeć te ssaki należą do podrzędu psokształtnych (podobnie zresztą jak niedźwiedzie, skunksy, łasice czy szopy). A taki na przykład lampart morski to już w ogóle wygląda niczym lekko spasiony koleżka, któremu chciałoby się rzucić piłkę, czy podrapać za uchem, gdyby takowe posiadał. Występujący w okolicach Antarktydy przedstawiciel wodnej fauny jest jednak naprawdę zabójczym sukinsynem, który swoją agresją ustępuje jedynie orkom.


Bez litości pożera małe pingwiniątka oraz uchatki. Udokumentowano też sporo sytuacji, w których lampart morski zaatakował przedstawicieli naszego gatunku. Bardzo często bestia ta usiłuje wciągnąć natręta do wody. W ten właśnie sposób żywotu swego dokonała Kristy Brown – pani biolog, która podeszła do tego zwierzęcia zbyt blisko. Wkurzony lampart wgryzł się w jej nogę i dał nura na głębokość 60 metrów. Badaczka nie przeżyła tego spotkania.

#3. Kapibara – je ten sam obiad dwa razy

Kapibara, czyli taka duża świnka morska (w zasadzie to największy, znany nauce gryzoń) nie należy do zwierząt agresywnych. Owszem, zdarzały się przypadki, kiedy to milutkie stworzonko wlazło do słomianej chatki jakiemuś peruwiańskiemu Jorge i np. użarło go w łydkę, albo boleśnie pokąsało psa. Nie jest to jednak powód, aby uznać poczciwą kapibarę za ludojada.


Problem z nią jest jednak inny. Te przerośnięte chomiki są po prostu obrzydliwe! Mało mówi się o tym, że taki sympatyczny gryzoń je własne gówno. Otóż, wyobraźcie sobie, że kapibara „produkuje” dwa rodzaje przemiany materii stałej. O ile twarda kaka, według kapibary, nie nadaje się do niczego, to rozwodniona, zielonkawa kupa jak najbardziej godna jest uwagi, bo zawiera nadal sporo odżywczych składników i… da się ja zjeść drugi raz. Co też kapibara regularnie czyni.

#4. Hipopotam - mroczna strona afrykańskiego kolosa

Z jakiegoś powodu uznaje się, że największymi ludojadami na naszej planecie są rekiny. W rzeczywistości rocznie raportuje się ok. sześciu przypadków śmiertelnych ataków tych zwierząt na ludzi. Dla odmiany – w tym samym czasie człowiek zabija 100 milionów tych ryb! Jeśli zaś chodzi o agresję to taki rekin wydaje się być niewinnym, milutkim stworzonkiem, gdy porównamy go z… hipopotamem nilowym. Tak, tym łagodnym, niezbyt szybkim, wiecznie uśmiechniętym, afrykańskim kolosem, który przecież przez większość życia pławi się w błocie i napełnia swój pękaty bebech roślinnymi przysmakami.


Otóż nie! Hipopotamy to wyjątkowo łatwe do zirytowania dzikusy, co wywnioskować można patrząc chociażby na ich stosunek do krokodyli, z którymi zdarza im się dzielić akweny. Uważa się, że te zwierzęta zabijają więcej ludzi niż lwy, słonie, bawoły i nosorożce razem wzięte. Hipopotam to stworzenie bardzo terytorialne i płochliwe. Ponoć nie lubi być zaskakiwane, szczególnie wtedy, gdy ma pod opieką młode. Wówczas bestie te okazują się całkiem szybkie i zawzięte. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że ich waga dochodzi nawet i do 2 ton, to spotkanie z takim rozpędzonym cielskiem raczej na pewno źle się dla człowieka może skończyć.


Ach, jeszcze jedna ciekawostka na temat ich „terytorialności”. Otóż hipopotam, podobnie jak wiele innych ziemskich przedstawicieli fauny, znakuje swój teren. Zamiast jednak paskudzić uryną hydranty, wzorem zwykłego kundla, zwierz defekuje kręcąc przy tym tym ogonem, niczym śmigłem. W ten sposób ekskrementy zostają rozrzucone w promieniu wielu metrów i wszyscy wiedzą, że obszar zafajdany kaką należy do hipcia.



#5. Leniwiec – schodzi z drzewa tylko na posiłek

Demon prędkości, mistrz szybkiej, ciętej riposty, przekozak, który w galopie konkurować może tylko z jaguarem! Leniwiec. Cóż, tak naprawdę to każdy z nas marzyłby o życiu żywocie takiego stworzenia. Mieszka ono sobie na drzewie gdzieś południowoamerykańskiej dżungli, większość czasu śpi i grzeje futro na słońcu. Czasem coś zje. Przemianę materii ma to-to bardzo wolną, więc nie musi co chwilę gnać do ubikacji.


Raz na tydzień schodzi taki leniwiec na ziemię, aby tak w spokoju wypróżnić się do wykopanego przez siebie dołka. Wysrywa wówczas nawet i 1/3 wagi swego ciała! Cóż za higieniczne stworzenia, pomyślicie. Cóż, w rzeczywistości kreatury te wcale takie czyściutkie nie są. Ich futra to dom dla grzybów, kleszczy oraz… ciem. I to właśnie prawdopodobnie przez wzgląd na te ostatnie, zwierzę to ryzykuje swoje życie (podczas takiej właśnie ekspedycji na dół umiera prawie połowa leniwców!). To na ziemi bowiem wspomniane ćmy mogą składać swoje jaja.
Jest jeszcze jedna rzecz, która sprawia, że leniwce warto omijać z daleka. Według niedawnych badań stworzenia te wyjątkowo gustują w ludzkich odchodach i często zdarza się, że mieszkańcy amazońskich wiosek muszą wyciągać leniwce z latryn…

#6. Dziobak – boski, bolesny żart

Swego czasu reżyser Kevin Smith stwierdził, że dziobak jest dobitnym dowodem na to, że Bóg ma poczucie humoru. No bo jak inaczej nazwać składającego jaja ssaka, który ma dziób? Podobno, kiedy europejscy przyrodnicy po raz pierwszy dostali truchło dziobaka do przebadania, byli przekonani, że padli ofiarami idiotycznego żartu ze strony podróżników, którzy ten „dar” przywieźli im z Australii.


Tymczasem ta przedziwna płetwiasta istota była nie tylko całkiem prawdziwa, ale i posiadała na swych tylnych kończynach niewielkie ostrogi, które to produkowały jad! To dość niecodzienna cecha u ssaka! Tak więc karykaturalny, pocieszny wręcz, wygląd okazał się jedynie zmyłką. Dziobak to prawdziwy zabijaka. Jego gruczoły produkują 250 różnych toksyn, a każda z nich inaczej działa na ofiarę – jedne powodują potężny ból, inne zmniejszają ciśnienie krwi, albo wywołują silne krwawienie. Broniący się przed atakiem drapieżnika, dziobak używając swojego jadu potrafi wysłać mniejsze zwierzęta do krainy wiecznych łowów. A jak działa ten mechanizm na człowieka? Cóż, znane i dobrze udokumentowane są przypadki ataku tego stworzenia na ludzi.


Okazuje się, że substancje zawarte w jadzie nie są w stanie zabić homo sapiens. Na szczęście. Nie zmienia to faktu, że ofiara ryczeć będzie z rozdzierającego bólu, który potrafi utrzymywać się całkiem długo. Dodatkowo zranione miejsce może nawet i przez wiele miesięcy być bardzo wrażliwe bodźce. W innych sytuacjach osoba, która miała wątpliwy zaszczyt bycia celem ataku dziobakowych ostróg, dostałaby w szpitalu odpowiednią porcję morfiny, która to pozwoliłaby łagodniej przejść te katusze. Problem jednak w tym, że lek ten jest bezskuteczny w tym przypadku.


Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6
298
Udostępnij na Facebooku
Następny
Przejdź do artykułu Niezapowiedziana karkówka, co przeżyłam na siłowni i inne anonimowe opowieści
Podobne artykuły
Przejdź do artykułu Nie każdy może mieć brodę - barber mówi wszystko, co powinniście wiedzieć o zaroście
Przejdź do artykułu 16 przykładów, kiedy selfik wyszedł inaczej, niż się spodziewali + jeden idealnie zaplanowany
Przejdź do artykułu Jak dotknąć cycka dziewczyny i nie tylko
Przejdź do artykułu 20 sposobów na to, aby ułatwić sobie życie będąc rodzicem
Przejdź do artykułu Islandzki czarny humor w wykonaniu Hugleikura Dagssona
Przejdź do artykułu Wydaje ci się, że właściciel twojego mieszkania jest zły? No to nie poznałeś jeszcze ich
Przejdź do artykułu Wspomnienia konduktora, czyli wesołe życie za czasów PRL
Przejdź do artykułu To nie to, co myślisz LXXXIII - Odbicie nóg w pralce
Przejdź do artykułu 20 przykładów fatalnego designu

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą