Szukaj Pokaż menu

Ile kosztuje zatankowanie czołgu

69 658  
406   97  
Ceny paliw szaleją i każdy właściciel wypasionego 3 litrowego Audi zaczyna się zastanawiać, czy nie przesiąść się na trzymanego w szopie Fiata 126p, ale porównując do współczesnych czołgów, to Audi to prawdziwie ekologiczny pojazd.

Demotywatory DCXVII - panika w Rosji po ogłoszeniu przez McDonalds, że zamykają swoje restauracje

85 213  
355   211  
Dzisiaj poza aktualnościami z Ukrainy też inne wiadomości: kolejny sukces kliniki Budzik, spotkanie z prorokiem boga Chipsosa i katechetką i fałszywa restauracja, która dzięki recenzjom podbiła portal z opiniami o lokalach turystycznych.

7 niewinnych wynalazków, z którymi kiedyś bardzo uparcie walczono

59 047  
206   60  
Strach przed nowym nie jest niczym niezwykłym. Zawsze boimy się tego, co nieznane. Wystarczy spojrzeć na falę paniki przed technologią 5G czy chociażby doszukiwanie się rozczłonkowanych płodów oraz czipów w szczepionkach mRNA. W historii bywały już przypadki, że wpływ lobbystów i szukających sensacji dziennikarzy skutecznie zniechęcał społeczeństwo do korzystania z genialnych, znanych nam wszystkim wynalazków.

#1. Rower – urządzenie do tworzenia muskularnych bab!

Biorąc pod uwagę rosnące ceny paliwa, rower – pojazd już teraz szalenie popularny – niebawem może stać się podstawowym środkiem miejskiej lokomocji. Liczący sobie grubo ponad sto lat wehikuł, w początkowym okresie swego istnienia wywoływał niemałe kontrowersje. I tak na przykład w gazecie New York Times z 1894 roku można było przeczytać, że „nie ma najmniejszej wątpliwości – jazda na rowerze prowadzi do osłabienia umysłu, ogólnego szaleństwa i morderczej manii”. Mówiło się też o tym, że jazda na rowerze prowadzi do uszkodzeń stref intymnych kobiet, powoduje, że paniom rośnie talia, kończyny nabierają bardziej męskiego, muskularnego kształtu, a twarz wykrzywia się w permanentnym, „przerażającym” grymasie.


Ach, no i nie zapominajmy o gorszącym wyglądzie samego odzienia rowerzystek. W Anglii podnosiły się głosy krytyki w stosunku do dam jeżdżących na dwóch kółkach. Kobietom tym zarzucano noszenie sukienek krótszych niż nakazuje przyzwoitość – a to z kolei prowokowało mężczyzn do śmiałych komentarzy i niemoralnych propozycji składanym paniom cyklistkom.

#2. Pluszowe misie – narzędzie nakłaniające pacholęta do samobójstw!

Tak, zabawki te były kiedyś tematem zażartej kampanii antypluszakowej. Powstała nawet organizacja, na której czele stanął duchowny, Michael Esper, który to w swoich płomiennych przemówieniach twierdził, że producenci przytulanek „popełniają potworną zbrodnię tworząc przedmioty, które mają za zadanie zabić instynkt macierzyński”. Mało tego – pluszowy miś miał być też głównym prowodyrem masowej fali samobójstw. Inni przeciwnicy mięciutkich zabawek twierdzili, że miś pozbawiony jest jakiekolwiek wartości edukacyjnej. Niedźwiadka nie można było ładnie ubrać w zwiewną kiecę czy chociażby zrobić mu boski fryz. A przecież to właśnie te funkcje lalek sprawiają, że dziewczynki wyrastają potem na wrażliwe, posiadające dobry gust, przykładne damy.


#3. Lustra – źródło próżności

Jakkolwiek idiotycznym byłby pomysł delegalizowania luster, to początkowo faktycznie był z nimi dość spory problem. Mówimy o połowie XIX wieku, kiedy to zwierciadła trafiły do masowej produkcji, a ich cena nie była już tak wygórowana jak wcześniej. Pojawiły się one w puderniczkach, w rączkach parasolek oraz w publicznych łazienkach. Wówczas to częstym poglądem były teorie, jakoby natłok luster miał sprowadzić na nas szaleństwo próżności, a to z kolei mogło doprowadzić do zatrzymania społecznego rozwoju. Ludzie mieli stać się tak bardzo skupieni na sobie i swoim wyglądzie, że zatraceni w tym samozachwycie mogliby zupełnie zapomnieć o interakcji z innymi osobami.


Kiedy wielkie zwierciadła zaczęto montować w windach, wielu operatorów tych urządzeń narzekało na kobiety, które uparcie jeżdżą w górę i w dół tylko po to, aby móc podziwiać w lustrzanym odbiciu swoje piękne kreacje. Jeszcze większe kłopoty pojawiły się, gdy ulice wielkich miast zapełniły się samochodami, a właściciele niektórych lokali zaczęli montować lustra na sklepowych witrynach. Regularnie zgłaszano wówczas wypadki spowodowane gapiostwem przechodni, którzy zapatrzeni „w siebie” włazili kierowcom pod koła.

#4. Windy – powodują gorączkę mózgu!

A skoro już mowa o windach, to ten wynalazek również był krytykowany przez niektórych mieszczuchów, którzy usprawiedliwiali swoją niechęć do „jeżdżących skrzynek” naukowymi artykułami, w których jak byk stało, że korzystanie z nich prowadzi do tzw. „choroby windowej”. Termin ten propagowany był pod koniec XIX wieku, kiedy w wielopiętrowych hotelach dużych miast windy stały się standardem.


Lekarze głoszący tę teorię uważali, że tempo z jakim poruszają się kabiny sprawia, że pasażerowie zapadają na „gorączkę mózgu” objawiającą się mdłościami, załamaniami nerwowymi oraz omdleniami. Głównym problemem miało tu być zbyt nagłe zatrzymywanie się wind i związane z tym przeciążenia. Dlatego też uczeni zalecali odpowiednie ułożenie ciała, które to miało zneutralizować skutki takiej podróży.

#5. Powieści – psują dzieci!

Każdy rodzic powinien się cieszyć, gdy jego pociecha chwyta za książkę i z wypiekami na twarzy wgryza się w tekst. Cóż, w XIX wieku, kiedy w Stanach Zjednoczonych masowo zaczęto drukować powieści, a księgarnie co i rusz chwaliły się literackimi nowościami, podniosły się głosy krytyki wobec książek! Wielu krytyków tej formy spędzania czasu uważało, że czytanie powieści jest niczym innym jak wypełnianiem umysłów ludzi nieprzydatną fikcją – zamiast wiedzą, która może im się przydać. Bardziej radykalni przeciwnicy lektur głosili wręcz, że książki namiętnie czytane przez młodzież mogą odwrócić ich uwagę od jedynego naprawdę wartościowego dzieła literackiego, jakim jest Pismo Święte.


Jeszcze w 1938 roku w gazecie St. Petersburg Times (wydawanej w mieście St. Petersburg… na Florydzie!) ukazywały się artykuły sugerujące, aby rodzice ograniczali dzieciom ilość czasu spędzonego z nosem w książkach. No bo kto to widział, aby dziecko psuło sobie wzrok, zaczytując się w mających zły wpływ na jego wychowanie powieściach?

#6. Flippery – złodziejskie maszyny zła!

W 1948 roku Steve Kordek zaprojektował maszynę, którą wszyscy znamy, jednak to nie on był pomysłodawcą tego urządzenia. Amerykański konstruktor połączył i rozwinął szereg idei, jakie znane już były ludziom od setek lat. Stoły do gier, w których uczestnicy zabawy wprawiali w ruch kulkę, która to podobnie jak w kręglach musiała trafić w określone miejsce, można już było zobaczyć na początku XVIII wieku. Inna sprawa, że na takie atrakcje stać było głównie zamożnych francuskich arystokratów. Gdzieś w drugiej połowie XIX wieku wynaleziono sprężynowy mechanizm do wystrzeliwania kulek. W późniejszych wersjach tych urządzeń pojawiły się sloty na żetony i zasilane elektrycznie bumpery.



Prawdziwy szał na tego typu stoły miał miejsce podczas II wojny światowej, kiedy to firma Williams skupowała stare maszyny i odświeżała je, zmieniając m.in. całą ich oprawę na grafiki nawiązujące do amerykańskich symboli i wydarzeń patriotycznych. Takie stoły trafiały do wojskowych kantyn i baz. Wspomniany Steve Kordek dodał jedynie ruchome ramiona, którymi operował gracz. Tylko tyle i aż tyle. Ta mała zmiana odegrała bardzo ważną rolę wiele lat później...


Mało kto jednak wie, że flippery zostały prawnie zakazane w Nowym Jorku. Od wczesnych lat 40. aż do 1976 roku, za sprawą burmistrza tego miasta Fiorella La Guardii urządzenia te wycofano ze szkół i barów. Polityk uważał, że stoły pinballowe to sposób na grabienie ludzi z pieniędzy. W związku z tym organizowane były regularne obławy na lokale, które nie zastosowały się do decyzji burmistrza. Skonfiskowano tysiące tych maszyn, aby następnie pokazowo roztrzaskiwać je za pomocą młotów kowalskich.


W 1976 roku sprawa flipperów trafiła do Sądu Najwyższego, gdzie Roger Sharpe – profesjonalny gracz pinballowy – udowodnił, że dzięki sterowanym przez człowieka ramionom flipper nie jest grą, w której o zwycięstwie decyduje przypadek. To od umiejętności samego gracza zależy bowiem to, dokąd poleci kuleczka. W ten sposób udało się oczyścić pinball z zarzutów o bycie urządzeniem hazardowym.

#7. Komiksy – demoralizacja w kolorowych szatach!

Palenie książek, wiwatujący tłum rozgorączkowanych, wiernych chorej idei ludzi. Wszystko to w atmosferze walki z promowaniem społecznej degrengolady i treściami mającymi zepsuć umysły czystego, nieskalnego brudną myślą narodu. Czy to Berlin w roku 1933? Nie. To Cape Girardeau w stanie Missouri w roku 1949. Na stosach płonęli superbohaterowie, seksowne bohaterki historii detektywistycznych i umięśnieni obrońcy sprawiedliwości, ponieważ celem tych akcji była walka z zarazą, jaką były amerykańskie komiksy .


Do tych przerażających happeningów pewnie nigdy by nie doszło, gdyby nie tzw. Kodeks Haysa – stworzony w latach 30. zestaw (często bardzo absurdalnych) dyrektyw, jakimi mieli posługiwać się hollywoodzcy filmowcy, aby ich dzieła nie gorszyły widzów i nie utrwalały w ich głowach szkodliwych wzorców zachowań. Jako że w okresie wojennym komiksy zyskały ogromną sławę, również jako narzędzia propagandowe, a w kolejnych latach ich popularność jeszcze bardziej wzrosła, ktoś w końcu musiał przyjrzeć się zawartości tych rysunkowych „lektur”. Członkowie konserwatywnych organizacji ze zgrozą odkryli, że komiksy pełne są nagości, seksu, brutalności i bezeceństw godnych najgłębszego potępienia .


Szybko też powiązano czytanie obrazkowych historyjek z przestępczością, kiedy okazało się, że młodzież łamiąca prawo ma słabość do komiksów. Jak każda inna zresztą – o czym już nigdzie oczywiście nie wspomniano.
I tak też w 1954 roku powstał twór o nazwie Comics Code Authority, który był niczym innym, jak komiksowym odpowiednikiem wspomnianego Kodeksu Haysa. Odtąd każdy wydawca musiał przesyłać specjalnym recenzentom każdy przygotowany do masowego druku komiks. Jeśli cenzor uznałby, że łamane były narzucone twórcom zasady, zeszyt taki nie miał prawa oficjalnie trafić na sklepowe półki. Główne przykazania brzmiały: żadnego seksu, żadnej nagości, żadnych przekleństw, żadnych narkotyków. Ponadto zabroniono używania na łamach komiksów słów „terror” i… „weird”.


Do tego narzucono komiksiarzom zasadę mówiącą, że każdy policjant w ich historyjkach musi być postacią pozytywną i prawą, a przestępca ma być zły do szpiku kości. Ach, no i zwracano też uwagę na to, czy gdzieś tam, między wierszami, nie przemyca się przypadkiem paskudnych, komunistycznych przekazów.
Mimo kolejnych zmian, które wprowadzano w zasadach kodeksu, dopiero w 2011 roku Comics Code Authority ostatecznie został zlikwidowany.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5
206
Udostępnij na Facebooku
Następny
Przejdź do artykułu Demotywatory DCXVII - panika w Rosji po ogłoszeniu przez McDonalds, że zamykają swoje restauracje
Podobne artykuły
Przejdź do artykułu 10 rzeczy, które warto wiedzieć o zimie
Przejdź do artykułu 7 ciekawych informacji o papryczkach chili i ostrym jedzeniu
Przejdź do artykułu Ciekawostki ukryte w logo
Przejdź do artykułu Ciekawe fakty o Nowym Jorku
Przejdź do artykułu Moje życie z autyzmem - doświadczenia bojowniczki JM
Przejdź do artykułu Jak jednym głupim błędem pozbyć się 125 milionów dolarów?
Przejdź do artykułu 20 sposobów na to, aby ułatwić sobie życie będąc rodzicem
Przejdź do artykułu 15 przykładów inżynieryjnego geniuszu

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą