Szukaj Pokaż menu

Fajne zdjęcia dla dorosłych CLI - Prezentuje swe zdolności na kolbie kukurydzy

143 779  
883   41  
Gotowi na kolejną porcję niezbyt grzecznych fotek? No to jedziemy.

Apollo 13. 7 rzeczy, które warto wiedzieć o misji niemal zakończonej katastrofą

34 478  
226   22  
Pionierska działalność ma to do siebie, że nigdy nie sposób przewidzieć wszystkiego. Zawsze może wydarzyć się coś nieoczekiwanego – a skala potencjalnej katastrofy może być olbrzymia.

Praca po znajomości, kiepski ojciec i inne anonimowe opowieści

60 500  
305   49  
Dziś przeczytacie m.in. o tym, jak to jest być olaną, poznacie konsekwencje niewydania grosika, będzie też o nietypowym egzaminie i rujnującym samoocenę kompleksie.

#1.


Mając 10 lat, byłam straszną chłopczycą. Lalki i różowe sukienki? Nic z tych rzeczy! Piłka i kopanie z chłopakami do zmroku – to było coś!

Przy jednej z takiej właśnie gier jeden z kolegów wkurzony, że cały czas strzelam mu gole, podbiegł do mnie, wyciągnął sprzęt i obsikał mi całą nogawkę spodni i nowiutkie trampki!
A teraz wyobraźcie sobie minę mojej mamy, gdy wbiegłam do domu niczym tornado i oznajmiłam „Nie umiał złapać dziewczynie, no to mnie obsikał!!”. Kminiłam później, jak się odwdzięczyć, ale niestety nie miałabym takiego strumienia jak on, więc sprawa rozeszła się po kościach. Do dzisiaj widzę na jego twarzy rumieniec, gdy z uśmiechem mówię mu, żeby uważał, bo mam nowe buty :)

#2.

Kiedyś pracowałam na kasie w supermarkecie. Pamiętam, jak raz skończyły mi się jednogroszówki. Akurat przyszła do mnie starsza pani. Miałam jej wydać resztę z końcówką trzy grosze. Mówię tej pani, że nie mam tych trzech groszy i grzecznie zapytałam, czy mogę być dłużna, czy mam dzwonić po rozmiankę i mi przyniosą, ale trzeba będzie chwilkę poczekać. Pani się uśmiechnęła i powiedziała, że oddam przy okazji.

Pięć minut później dostałam telefon z punktu obsługi klienta, że ta starsza pani przyszła i powiedziała, że ją okradłam, bo nie wydałam tyle ile trzeba. Nie podała kwoty, na jaką ją okradłam, więc przyszła kierowniczka, by przeliczyć mi kasę i porównać ją z systemem. Różnica była na te trzy grosze, które zostały starszej pani zwrócone.

Kierowniczka później powiedziała mi, żebym się nie przejmowała, bo w tej pracy takie absurdalne sytuacje są na porządku dziennym. I miała rację...

#3.


Dużo osób współczuje mi straty rodzica (ojca), ale mi nawet nie jest przykro. Mój ojciec pił przez pół mojego życia, nieraz podniósł na mnie rękę, straciłam z nim kontakt w wieku 18 lat. Wzięłam się spakowałam i uciekłam... Dla mojej mamy był to cios, który teraz wie, że był dobry dla nas wszystkich.

Mój ojciec we wczesnym dzieciństwie był kimś dla mnie ważnym, byłam "córeczką tatusia". Zawsze chodząc ze mną do sklepu pozwalał mi kupować sobie różne słodycze i gazetki (jakieś tam Barbie). Później zaczęło się psuć, ojciec przychodził pijany do domu i nie miał już czasu dla nas, swojej rodziny. Mimo że próbowałam go ratować, on odrzucał moją pomoc. Od 13 roku życia całe jego pieniądze szły na alkohol. Dzień w dzień pił do upadłego i zaczęły się padaczki alkoholowe. W pewnym momencie przestał się kontrolować, pobił mnie za to, że byłam w domu.

Po kilku latach po mojej ucieczce zaszłam w ciążę, szok, że będzie dziadkiem. Obiecywał, że się zmieni i mu uwierzyłam... Fakt, pod koniec mojej ciąży chodził do pracy, ale jak dostał wypłatę, to był koniec. Znowu zaczynał pić i całą wypłatę przeznaczał na alkohol. Swojej pierwszej wnuczce nie kupił nawet głupiego miśka za 5 zł, żeby miała pamiątkę...

I tak po trzech miesiącach od urodzenia mojej córki, mój ojciec zmarł na własne życzenie. W nocy poszedł do pomieszczenia gospodarczego wypić wódkę i prawdopodobnie dostał ataku padaczki. Upadł na szkło, które się tam znajdowało. Babcia znalazła go prawdopodobnie po godzinie w kałuży krwi, po dwóch dniach zmarł.
Dostałam telefon od brata, że ojciec nie żyje. Moja reakcja była taka, że się cieszyłam. Cieszyłam się z tego, że będzie święty spokój. Zainteresowało mnie w jaki sposób zmarł (bo nikt mi nie powiedział, że taka sytuacja się wydarzyła).

Pamiętam jego twarz w trumnie, była spuchnięta i to rozcięcie na twarzy.
Prawdopodobnie nawet jeżeli by przeżył, to nie miałby jednego oka.

Pogrzeb nie zrobił na mnie żadnego wrażenia, cieszyłam się, że wiał lekki wiatr i było słońce, bo wtedy łzawią mi oczy, więc mogłam udawać przy rodzinie, że mnie to rusza.

#4.

Historia, którą tu opiszę zdarzyła się dosyć dawno. Jako mała dziewczynka brałam udział w wielu konkursach wokalnych i co za tym idzie bardzo chciałam grać na jakimkolwiek instrumencie. Moi rodziciele byli codziennie nękani milionem próśb o zapisanie mnie do szkoły muzycznej. Po osiągnięciu przeze mnie wieku szkolnego wreszcie zgodzili się na to, bym próbowała zdawać egzaminy wstępne do szkoły. Moja mama, chcąc aby jej dziecko spełniło swoje marzenie, przeprowadzała ze mną symulacje egzaminów w domu. Pokazała mi jak takie przesłuchanie wygląda, ustalała ze mną co mogę zaśpiewać komisji, o co mogą mnie zapytać i jak powinnam się zachować.

Wreszcie naszedł dzień przesłuchania, niestety mama była w pracy, więc na egzamin poszłam z tatą. Wiedziałam jak to będzie wyglądać i byłam bardzo rozluźniona.
Po wejściu na salę zobaczyłam komisję złożoną z pedagogów, którzy wyglądali bardzo ponuro i posępnie. Po chwili poprosili mnie, abym zaśpiewała jakąś piosenkę.
W związku z tym, że atmosfera jak na stypie, stwierdziłam, że rozruszam nieco towarzystwo i zarapowałam czołówkę z serialu dla dzieci "Ach ten, Andy". Komisja w szoku, tata w rogu sali czerwony jak burak. Lekko zdezorientowana pani zapytała, czy mam jakąś inną piosenkę w swoim repertuarze i wtedy zaśpiewałam "Świniorza" (piosenka z wiejską gwarą o chłopcu kochającym dziewczynę jak swoje świnie). Ludzie, którzy mnie egzaminowali, aż otworzyli usta (chyba ze zdumienia nad rozpiętością mojego repertuaru), a tata w rogu sali zapadał się pod ziemię. Oczywiście nie rozumiałam o co chodzi, ale rodzice do dziś wspominają ten egzamin.

PS Dostałam się do szkoły muzycznej na skrzypce.

#5.


Moim największym i właściwie jedynym kompleksem jest krzywy zgryz (zęby). Deformuje to kształt mojej twarzy, wygląda nieestetycznie, uśmiech jest brzydki. Bardzo pragnę to zmienić, ale moich rodziców nie stać na leczenie ortodontyczne. Dorabiam sobie po szkole, niestety z tego nie jestem w stanie opłacić nawet łuku aparatu. Planuję iść na studia, ale zamierzam odłożyć je na kolejny rok, ponieważ przez rok chciałabym zarobić na całe leczenie. Obawiam się, że po rocznej przerwie nie będę wstanie pójść na studia, ponieważ to jest jednak długa przerwa.

Myślę o tym codziennie, to mnie powoli wykańcza psychicznie. Odczuwam tego skutki również w życiu społecznym, ponieważ po prostu wstydzę się mojej wady, która jest bardzo widoczna.
Nie wiem co w tej chwili mogę z tym zrobić, boli mnie moja bezradność, a moja samoocena spadła do samego dna.

#6.

Zadzwonił brat cioteczny, że zmarł nasz dziadek. Powiedziałem, żeby zadzwonił po pogotowie, a ja przyjadę i ogarniemy zakład pogrzebowy. Przyjechałem do babci i razem czekaliśmy na zabranie ciała. Babcia, 94-letnia kobieta, wiadomo, przybita. Ciało zabrane, wracam do domu.
Jestem trzy kilometry przed domem, dzwoni znów roztrzęsiony brat, mówi, że muszę szybko wracać. Pytam, co się stało. Mówi, że dzwonili właśnie ze szpitala, w którym od kilku dni była jego matka, że zmarła w trakcie operacji.
Wróciłem. Musiałem powiedzieć babci, że dziś straciła nie tylko męża, ale i córkę. Zabierałem się do tego godzinę...
Powiedziałem... Cały czas mi się kraje serce. Babcia płakała jak mała dziewczynka. Stara kobieta, skurczona wiekiem i ciężarem doświadczeń, a ja zobaczyłem w niej bezbronną, małą dziewczynkę.

Musiałem to komuś powiedzieć, wybaczcie, że padło na was.

#7.


Kilka lat temu otworzyłam lumpik w małym miasteczku, w którym mieszkam. Interes rozwijał się coraz lepiej, myślałam nawet o utworzeniu "filii" w miasteczku niedaleko, jednak okazało się, że jestem w ciąży i zwyczajnie nie dam sobie rady z prowadzeniem sklepów, póki kaszojad nie pójdzie chociaż do żłobka. Nie chciałam likwidować sklepu, żal mi było wyrobionej renomy i zdobytych klientek - możecie się śmiać z "renomy" używanych szmatek, ale miałam naprawdę świetne ciuchy i często panie ubierały u mnie całą swoją rodzinę. Jak długo mogłam, pracowałam, bo jak wiadomo, "pańskie oko konia tuczy", ale z początkiem trzeciego trymestru postanowiłam skorzystać z pomocy Marlenki, córki znajomej mojej mamy. Marlenka jako znawczyni mody i znanych marek roztoczyła przede mną wizję wielkiego rozwoju sklepu, klientki miały walić do nas drzwiami i oknami. Ale gdyby tak było, nie pisałabym teraz tej historii...

Marlenka notorycznie na zmianę to otwierała sklep godzinę później, to zamykała godzinę czy nawet dwie wcześniej. Bez żadnej informacji dla klientek, choćby karteczki w drzwiach. Tu dentysta, tu umówiła się z narzeczonym, tu nagle rozbolała ją głowa. Ja wszystko rozumiem, ale wystarczyło dać mi znać, że potrzebuje wyjść, i ja lub mama bez problemu byśmy ją zastąpiły na tę godzinę czy dwie. Doszło do tego, że znajome wypytywały mnie, czy zwinęłam interes, bo kiedy by nie zajrzały było zamknięte.

Obrotna Marlenka postanowiła wymienić swoją garderobę moim kosztem - nagminnie przynosiła swoje prywatne rzeczy do sklepu, w zamian wybierała rzeczy z wieszaków. Była na tyle bezczelna, że pewnego razu na wieszaku znalazłam kurtkę, w której Marlenka przechodziła pół zimy - z uśmiechem stwierdziła, że trochę jej się przytyło, więc wzięła sobie większą, a swoją starą ot tak po prostu powiesiła w jej miejscu...

Ostateczną kwestią były obroty - parę miesięcy po pojawieniu się Marlenki spadły strasznie, owszem, było mnie stać na czynsz i jej wypłatę, ale jeśli dla mnie zostało 1000 zł w miesiącu, to było święto. Okazało się, że Marlenka nie dba o klientów, całe dnie spędza z łokciami wprost przyklejonymi do biurka i na każde zadane przez klientki pytanie o kolor, rozmiar czy dostępność ciuchów odpowiada znudzonym NIE WIEM, nic więc dziwnego, że w końcu mało kto zaglądał do sklepu.

Kiedy wreszcie miałam dość i wygarnęłam jej to i owo, stwierdziła, że inaczej sobie tę pracę wyobrażała i w takim razie ona podziękuje za współpracę. Cóż było robić, dzieć w trybie przyspieszonym został zapisany do żłobka, a ja wróciłam ratować podupadający interes. Znalazłam odpowiedzialną dziewczynę, pojawiły się transmisje na fb, ogółem nie spodziewałam się takiego rozwoju.

Szkoda tylko, że znajoma mamy opowiada wszem i wobec, jak to jej córeczka rozwinęła mój biznes, a ja kopnęłam ją za to w tyłek.
305
Udostępnij na Facebooku
Następny
Przejdź do artykułu Apollo 13. 7 rzeczy, które warto wiedzieć o misji niemal zakończonej katastrofą
Podobne artykuły
Przejdź do artykułu Karygodne bzdury utrwalane przez amerykańskie filmy
Przejdź do artykułu Jeremiah Peterson - 39-letni koleś, który w ciagu 6 mięsięcy dokonał niemożliwego
Przejdź do artykułu 7 bardzo złych nauczycielek
Przejdź do artykułu Najbardziej oczywiste rzeczy, jakie musiałeś tłumaczyć dorosłej osobie
Przejdź do artykułu 7 ekstremalnych ciekawostek związanych ze spaniem
Przejdź do artykułu Ludzie i zwierzęta, którym niczym nie zaimponujesz
Przejdź do artykułu Najważniejsze życiowe lekcje, których nauczył nas serial Breaking Bad
Przejdź do artykułu Mróz i śnieg potrafią stworzyć naprawdę niesamowite dzieła sztuki
Przejdź do artykułu Dziewczyna poskarżyła się na "nieudaną" imprezę sylwestrową, menedżer lokalu bezbłędnie ją zgasił

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą