Szukaj Pokaż menu

Astronomiczne ceny towarów w wyniku hiperinflacji w Wenezueli

61 021  
191   79  
Hiperinflacji sami doświadczyliśmy na przełomie lat 1989-1990, ale daleko jej do tego, co dzieje się w Wenezueli, gdzie Międzynarodowy Fundusz Walutowy oszacował w 2018 roku inflację na... milion procent. Tam rząd za wszelką cenę stara się ratować rynek (dwa dni temu w ramach dewaluacji "obcięto" pięć zer z waluty), ale ceny osiągają prawdziwie astronomiczne poziomy (ceny sprzed 20.08.2018).

#1. 2,4-kilogramowy kurczak - 14 600 000 boliwarów (220,98 zł)

Największe różnice wieku wśród małżonków. Prawdziwa miłość czy patologia?

73 190  
97   50  
Mówi się, że wiek nie gra roli, gdy do głosu dochodzi miłość. W przypadku tych par różnica wieku jest jednak tak duża, że niektórzy mają wątpliwości, czy faktycznie miłość grała tu pierwsze skrzypce...

Vermin Supreme, facet który udowadnia, że tylko lekko rąbnięci mogą w polityce pozostać ludźmi

41 317  
101   15  
Lepiej złapcie się krzeseł, bo to będzie naprawdę wysoki lot w okolice granic absurdu i abstrakcji.

„Politycy to mężowie stanu” - ten utarty przedwyborczy slogan co kilka lat słyszymy wszyscy. Potem jednak najczęściej prawda wychodzi na jaw i okazuje się, że skandalizujące historie kojarzone najczęściej z biografiami muzyków rockowych można śmiało przenieść w świat eleganckich garniturów i wysokich stanowisk. Politycy są ponoć odbiciem społeczeństwa - trudno zatem spodziewać się po nich wierności, uczciwości i zrozumienia dla innych.

Wielu polityków nic sobie nie robi z poczucia wstydu i wyznaje zasadę, że nieważne jak mówią - byleby mówili. Zdecydowanie łatwiej jest przecież stać się sławnym przez głośny skandal niż solidną, mozolną, ale bardzo mało efektowną pracę, dlatego z pewnością w najbliższym czasie możemy spodziewać się wielu innych doniesień o aferach z udziałem „praworządnych” reprezentantów narodu.


Codziennie słyszymy fałszywe zapewnienia wypływające z fałszywych ust reprezentantów narodu. Tymczasem niejaki Vermin Love Supreme (jak nietrudno się domyślić, nie jest to prawdziwe nazwisko - jego autentyczne personalia są dobrze strzeżonym sekretem) poszedł w zupełnie inną, nieco pythonowsko-absurdalną, stronę. Urodzony (mniej więcej, oficjalne źródła również nie podają dokładnej daty) w 1961 roku amerykański polityczny aktywista-performer od lat udowadnia, że piosenkę „Uderz w politykę” zespołu Dezerter można interpretować na różne sposoby (wiec jeśli masz już dosyć bycia trybem w tej maszynie, uderz w politykę myślą, mową i uczynkiem) - w przypadku Supreme'a najlepszym pomysłem na walkę z systemem było wejście w ten świat i regularne pokazywanie bezsensu przepychanki o stołki, kasę i władzę. Vermin dość dosłownie i bez większych ogródek, w sposób zdecydowanie nietypowy dla walki o koryto, odniósł się do swoich potencjalnych wyborców:
Pierdolić to. Nie widzę powodu, żeby ktoś miał mnie popierać. Nie widzę żadnego pierdolonego powodu. Albo mnie lubią, albo nie. Nie obchodzi mnie to.
W innej wypowiedzi także nie owijał w bawełnę, prezentując ogromny dystans do swoich politycznych perspektyw:
Głos oddany na mnie to głos kompletnie zmarnowany. Patrzcie i uczcie się, „elito z Wiejskiej".


Wybory parlamentarne odbędą się już w przyszłym roku, dlatego niedługo można spodziewać się odgrzanej porcji kiełbasy serwowanej szarej masie. Po raz kolejny będziemy słuchać zapewnień o spadku bezrobocia, kolejnym rozdawnictwie publicznych pieniędzy czy planowanym obniżeniu podatków. Tymczasem w temacie zapowiedzi polscy politycy powinni udać się na lekcje do tego siwego brodacza, wyglądającego niczym młodszy brat Gandalfa. Supreme doskonale opanował składanie obietnic - i to takich, które rzeczywiście mogą trafić do statystycznego obywatela, mającego dość gwarancji bez pokrycia. Jako pierwszy punkt programu:
Darmowy kucyk dla każdego Amerykanina. Kto nie chciałby stać się szczęśliwym właścicielem takiego słodko wyglądającego, małego konika?
Jak dla mnie - pomysł petarda.


Istotne są także inne postulaty Supreme'a, które z pewnością rzadko pojawiają się na banalnie przewidywalnych plakatach i w spotach wyborczych. Na świecie dzieje się naprawdę źle, dlatego trzeba być przygotowanym na różne ewentualności - jedną z nich jest z pewnością apokalipsa zombie. Kto widział film z Bradem Pittem z pewnością wie, czym może skończyć się opanowanie ziemi przez żywe trupy. Supreme jednak przekonuje, żeby nie zabijać zombiaków, których można wykorzystać jako... potencjalne źródło energii. Jest też jedynym kandydatem, w którego programie istotnym podpunktem ma być zainwestowanie pieniędzy w prace nad podróżowaniem w czasie. Innym z atrybutów Vermina jest wielka szczoteczka do zębów, którą często ma przy sobie. To jednak nie tylko kolejny gadżet, a element jego programu politycznego „Silne zęby dla silnej Ameryki” - oryginalny kandydat po objęciu władzy miałby wprowadzić prawo zobowiązujące obywateli do regularnego czyszczenia jamy ustnej. I kto odważy się powiedzieć, że te pomysły są głupie?


W błędzie byłby jednak każdy, kto myślałby, że Vermin nie traktuje poważnie swoich postulatów. W 2017 roku, podczas gdy Hilary Clinton miała w 40-tysięcznym Concord w stanie New Hampshire promować swoją książkę „Co się stało”, polityk-performer zaplanował równoległą akcję protestacyjną. Rzecz jasna, głównym punktem happeningu miało być pojawienie na miejscu się kucyka. I jak nietrudno się domyślić, miasto - przy głośnym wtórze lokalnej policji - nie zgodziło się na taką „demoralizację”. Supreme jednak tak łatwo nie dał za wygraną - sprawa trafiła do sądu, który poparł prawo do wolności zgromadzeń i zgodził się na „pony protest” - około tysiąca osób uczestniczyło w tym niecodziennym wydarzeniu.


Publiczna działalność Vermina rozpoczęła się jeszcze w latach osiemdziesiątych, kiedy to ten nieszablonowy jegomość zaczął angażować się w ruchy postulujące rozbrojenie jądrowe. Jako aktywista pojawiał się zresztą jeszcze przy wielu późniejszych okazjach - jak chociażby w 2011 roku podczas protestu w Bostonie przeciwko ekonomicznej nierówności (było to wydarzenie połączone z głośnym ruchem Occupy Wall Street). Sam nazywa siebie realistą oraz pragmatykiem, jednak konsekwentnie startuje w prezydenckich wyborach (choć, żeby być bardziej precyzyjnym, należałoby mówić o prawyborach) - od 2004 roku nie opuścił ani jednej kampanii. Z pewnością należy go za ten upór pochwalić, jednak osiągane przez niego wyniki od lat utrzymują się na poziomie błędu statystycznego - podczas pierwszej próby objęcia najważniejszego urzędu w państwie uzyskał zaledwie 141 głosów (tutaj powinien pojawić się Zbigniew Stonoga mówiący o garstce Amerykanów). W kolejnych latach było nieco lepiej: prawybory prezydenckie Partii Demokratycznej (bo w stronę tej opcji już wtedy skierował się nasz bohater) w New Hampshire w 2012 roku pokazały, że racjonalny program Vermina trafia do coraz większej ilości wyborców - kaloszogłowemu politykowi, który zajął wysokie - szóste - miejsce, naliczono 833 głosy (zwyciężający wówczas Barack Obama zdobył ich nieco ponad 49 tysięcy).


Trzeba napomknąć też o żartobliwie „terrorystycznej” działalności Vermina. W 2011 obsypał Randalla Terry'ego, homofobicznego, antyaborcyjnego działacza, złotym brokatem. Całą sytuację tłumaczył tym, że to... sam Jezus kazał mu zmienić w geja tego konserwatywnego aktywistę. Supreme w jednym z wywiadów przyznał nawet, że zaproponował swojemu politycznemu oponentowi „homoseksualny gejowski seks”, a pierwotnie planował strzelić do niego z pistoletu na wodę w kształcie penisa. Choć plan zmiany orientacji seksualnej Terry'ego nie wypalił, to ofiara żartu do sytuacji podeszła jednak ze sporym dystansem - jak widać, nawet największa konserwa może czasami pozwolić sobie na odrobinę poczucia humoru. Zresztą, wyobraźcie sobie podobną sytuację w polskim sejmie - zamiast słuchać o „zdradzieckich mordach” czy „ćpunach genderowego terroru”, posłowie rzucaliby w siebie chipsami, przyklejali do pleców karteczki „kopnij mnie” albo podkładali sobie pierdzące poduszki. Po prostu lepszy świat!


Wszyscy pamiętają chyba słynne przemówienie Krzysztofa Kononowicza z 2006 roku, w którym kandydat komitetu Podlasie XXI wieku z przejętą miną zapowiadał, że za jego rządów „nie będzie niczego”. Vermin, choć dawniej utożsamiany był z partią republikańską, również postulował podobne kwestie. Przedstawiona przez niego anarchizująca wizja państwa obywatelskiego, w której świadomi ludzie nie potrzebują „opieki” rządu, to całkiem sensowny komentarz dotyczący powolnego zniewalania jednostki, które w Ameryce (podobnie jak i na reszcie globu) ma się dobrze od lat. Zdaniem aktywisty z gustownym butem na głowie, proces odmóżdżania zaczyna się już w szkole, gdzie dzieci wychowywane są na pokornych szowinistów.

Supreme, o którego życiu prywatnym nie wiadomo zbyt wiele (jest żonaty, bezdzietny, a w 2006 roku uratował swoją matkę oddając jej jedną z nerek), ma też na koncie mały romans z branżą filmową - w 2009 roku zagrał marzącego o karierze prawicowca w filmie „Vote Jesus: The Chronicles of Ken Stevenson”, którego zresztą był współautorem. Oprócz tego polityczny troll pojawił się w kilku dokumentach, jak chociażby „Winning New Hampshire” (opowiadającym o stanie, w którym odbywają się pierwsze amerykańskie prawybory) czy w całości poświęconej mu produkcji „Who Is Vermin Supreme? An Outsider Odyssey” z 2014 roku.


Także i w naszym kraju taka polityczna komedia to nic nietypowego - w końcu Waldemar „Major” Fydrych w latach osiemdziesiątych stworzył Pomarańczową Alternatywę. Był to ruch, który wyśmiewał komunistyczny system i poprzez malowanie krasnali na murach czy abstrakcyjne happeningi z wywieszaniem papieru toaletowego wprowadzał nieco koloru w codzienną szarzyznę tamtej epoki. Już w XXI wieku spadkobiercą Alternatywy był Komitet Gamonie i Krasnoludki, rozdający wyborcom słomę i chwalący się poparciem portalu Nonsensopedia. Sam „Major” dziś jednak orbituje wokół środowisk Prawa i Sprawiedliwości, co wypominają mu wszyscy sentymentalnie traktujący jego działalność z czasów PRL-u.


A czy w dzisiejszej Polsce postać taka jak Vermin miałaby okazję do rozwinięcia skrzydeł absurdu? Trudno powiedzieć - w końcu rzeczywistość naszego kraju często wygląda jak mało zabawny performance, a wielu polityków uprawia mniej lub bardziej nieświadomy kabaret. „Przyjacielski faszysta”, „najbardziej bezpośredni kandydat” i „tyran, któremu możesz zaufać”, bo tak sam o sobie mówi Supreme, to z pewnością ożywcza siła w nudnym jak flaki z olejem świecie polityki. I choć sam niestrudzony happener momentami uderza w poważne tony, mówiąc o wolności słowa i przyznając, że nie ma szans na wymarzony urząd, to z pewnością niejeden Amerykanin wolałby widzieć go w Białym Domu zamiast Donalda Trumpa.

101
Udostępnij na Facebooku
Następny
Przejdź do artykułu Największe różnice wieku wśród małżonków. Prawdziwa miłość czy patologia?
Podobne artykuły
Przejdź do artykułu 23 dziwne przedmioty sprzedane za duże pieniądze
Przejdź do artykułu 7 mało znanych faktów na temat Władimira Putina
Przejdź do artykułu 10 bezużytecznych gadżetów sprzed lat
Przejdź do artykułu List otwarty do posła Niesiołowskiego. Napisany w 2001 roku a do dzisiaj wciąż aktualny
Przejdź do artykułu 25 obrazków pokazujących klocki Lego w krzywym zwierciadle
Przejdź do artykułu Palikot to pikuś! - Najdziwniejsi zagraniczni politycy
Przejdź do artykułu 20 rzeczy, które mnie zaskoczyły po przylocie do Nowej Zelandii
Przejdź do artykułu 7 podwodnych hoteli - dla tych, dla których zwykły pokój to za mało
Przejdź do artykułu Nieocenione zasługi skromnego premiera Morawieckiego, który wprowadził nas do UE. Te mniej znane, choć przełomowe

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą