Szukaj Pokaż menu

15 pięknych interakcji między szefem a pracownikiem, które dowodzą, że w pracy nie musi być mikro i przykro II

64 613  
289   19  
Żaden szef nie odniesie sukcesu nie posiadając pod sobą mądrych, sprytnych i zmotywowanych pracowników. Szaremu pracownikowi przyda się szef, który sprawi, że osiem godzin w pracy nie będzie krwawą orką na ugorze...

#1. Podarowałem plakietkę szefowi, ale stwierdził, że musi nanieść poprawki, bo dział kadr może nie mieć poczucia humoru...

Dziwne istoty z japońskich legend II

39 879  
127   10  
Kultura Japonii jest pod wieloma względami niezwykła. Japońskie przypowieści i legendy obfitują w dziwne stworzenia, które balansują na granicy między strachem a groteską. Istotę z poniższego obrazka poznaliśmy w poprzedniej odsłonie dziwnych japońskich stworzeń. Przed wami kolejne egzotyczne dalekowschodnie demony.

Kliknij i zobacz więcej!

Kanion zagubionych - jeden z mniej znanych cudów Peru

32 883  
185   7  
Do Peru jeżdżę od kilkunastu lat i z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że kraj ten znam znacznie lepiej niż moją ojczyznę. I nawet gdy już myślę, że nic mnie tu nie zaskoczy, nieoczekiwanie odkryte zostaje nowe, spektakularne miejsce, którego dotąd na mapie nie było. Tak się stało w 2011 roku, kiedy to na środku peruwiańskiej pustyni ktoś natrafił na kanion. I to duży.

Zanim przejdę do konkretów to chciałbym się z wami podzielić pewnym spostrzeżeniem. Otóż aby w Peru coś „odkryć” naprawdę nie potrzeba specjalnie dużo wysiłku. Czasem wystarczy po prostu pogrzebać patykiem w ziemi. Niedawno odwiedziłem położone na wybrzeżu ruiny - Caral. To oficjalnie pozostałości po jednej z najstarszych cywilizacji na świecie. Najbardziej leciwe fragmenty tych budowli liczą sobie 5000 lat!



Zanim jednak archeolodzy zbadali to miejsce, palmę pierwszeństwa w walce o tytuł najstarszej kultury na tej części globu dzierżyły kamienne, sakralne obiekty należące do ludu Kotosh. Zbiegiem okoliczności te mające 4000 lat, całkiem nieźle zachowane, ruiny też odkryto w Peru. Konkretnie – w jej centralnej części, tuż obok miasta Huanuco. Oczywiście nie mogłem sobie odmówić przyjemności odwiedzenia także i tego miejsca.



Bardzo miła pani archeolog, z którą uciąłem sobie pogawędkę, uświadomiła mi jak jeszcze wiele jest tu do zbadania. Indianie żyjący na tych ziemiach mieli zwyczaj budowania jednej świątyni na drugiej. Po prostu – kiedy po setkach lat używania jednego budynku dochodzili do wniosku, że czas postawić nowy, zakopywali starą nieruchomość i na takim kopcu konstruowali kolejną. Jak dotąd wykopano tu jedynie 15% tego, co kryje w sobie gleba, a pewne jest to, że pod spodem znajdują się jeszcze dwie świątynie! Wystarczy tylko pogrzebać patykiem w ziemi… Albo dosłownie – potknąć się o coś, czego wcześniej nikt nie zauważył.

I tak też było z kanionem. W 2011 roku na to miejsce natknęła się grupa archeologów i paleontologów, którzy na położonej koło miasta Ica, pustyni prowadzili swoje badania. Co w tym miejscu robili specjaliści od organizmów kopalnych? Ano szukali… wielorybów. Jakieś 30 milionów lat temu rozgrzany pustynny piach był dnem oceanu, więc nietrudno tu znaleźć szczątki kopalnych rekinów (na cześć jednego z nich zbudowano nawet rzeźbę na centralnym placu pobliskiej mieściny!), pradawnych pingwinów czy wszelkiej maści gigantycznych muszli. To tam znaleziono też szczątki wieloryba liczącego sobie imponujące 30 metrów długości.



Niedługo pod natrafieniu na wyschnięte koryto rzeki, która niegdyś wpływała do kanionu, na szybko zmontowano dwie grupy złożone z przedstawicieli lokalnych, rządowych organizacji promocji turystyki. Obie ekipy zgubiły się w drodze do swojego celu. Ktoś zaproponował więc, aby ochrzcić nieszczęsny kanion mianem Kanionu zagubionych (El Cañón de los Perdidos).

Teraz przyszła kolej na to, aby na pustyni zagubiła się grupa poszukujących wrażeń Polaków. Najpierw jednak postanowiliśmy się upić. Innego wyjścia nie było. Już wam tłumaczę czemu. Otóż ostatnią ostoją cywilizacji przed dwugodzinną eskapadą w głąb pustyni jest niewielka miejscowość Ocucaje. Jako że kanion jest stosunkowo świeżą, raczej nieznaną typowemu turyście, atrakcją, mało jest agencji oferujących taką wycieczkę. Trzeba zatem działać na własną rękę i szukać transportu samemu. Uznaliśmy, że najlepiej będzie to zrobić właśnie w Ocucaje. A tak się akurat składa, że miejsce to słynie z wielkiej fabryki pisco – wody ognistej produkowanej z winogron. Mało tego! Okazało się też, że można tam wejść i skosztować legendarnego napitku w każdej możliwej fazie fermentacji. Miejsce to opuściliśmy z policzkami czerwonymi i obłędem w nieco zmętniałych oczach.

Tymczasem godzina była późna, a żaden miejscowy taksówkarz nie chciał nas zabrać do kanionu! Dopiero dzięki pomocy pani archeolog prowadzącej muzeum na tym opuszczonym przez Boga zadupiu, udało się nam nakłonić pewnego posiadacza rozklekotanego vana do przyjęcia naszego nietypowego zlecenia.

W sumie to nie dziwię się, że nasz cel nazwany został „Kanionem zagubionych”. Dojazd do tego miejsca nie jest prosty. Nie ma tam żadnej oficjalnej drogi, ta jedynie wszelkiego typu „punkty orientacyjne” - najczęściej jest to jakiś kamień, albo suchy krzaczek. Postanowiliśmy więc skorzystać z dobrodziejstwa technologii i zapisać sobie całą trasę za pomocą urządzenia nawigacyjnego - „Kto wie? Może tu jeszcze kiedyś wrócimy jako przewodnicy turystyczni?”.



W pewnym momencie kierowca zatrzymał swój pojazd. Byliśmy na miejscu. Tylko, że… nigdzie nie widać było kanionu. „Przed tobą.” - zaśmiał się nasz szofer - „Podejdź kawałek!”. Trudno mi opisać wrażenie, momentu, kiedy to nagle przed nosem dosłownie „otwiera się” nam pustynia odsłaniając 300-metrową przepaść! Podejrzewam, że żadne zdjęcie, ani kręcony w wysokiej rozdzielczości film nie odda tego doświadczenia.













Aby obejść cały kanion dookoła potrzeba ok. trzech godzin. Do tego doliczyć też należy wejście do jego wnętrza. Dobrze, że nie zapłaciliśmy naszemu kierowcy z góry, bo inaczej zostawiłby tam nas na pastwę sępów. Facet nie był zbyt zachwycony naszą, nieco zbyt długą - w jego mniemaniu, nieobecnością. W sumie miał trochę racji – po zmroku jazda przez pustynię jest znacznie trudniejsza i można się zgubić. To zresztą uczyniliśmy już po chwili od rozpoczęcia podróży powrotnej. Gdyby nie nasze urządzenie do nawigacji i zapisana wcześniej trasa, mogłoby być dość kiepsko.

Peru znane jest głównie z przeludnionego Machu Picchu i opluwających turystów lam. Ci bardziej ambitni pokuszą się jeszcze o szybką wizytę w Świętej Dolinie Inków, czy zafundują sobie przelot nad słynnymi liniami koło Nazca. Szkoda, że tak mało osób wie o istnieniu miejsc takich, jak np. ten pustynny kanion. Jeśli kiedyś dane wam będzie odwiedzić kraj Inków, nie zapomnijcie zahaczyć o ten cud natury. Zaprawdę, gwarantuję wam, że nie będziecie zawiedzeni!
185
Udostępnij na Facebooku
Następny
Przejdź do artykułu Dziwne istoty z japońskich legend II
Podobne artykuły
Przejdź do artykułu Największe obciachy – Została wyproszona z damskiej siłowni przez swój strój. Oto jak była ubrana
Przejdź do artykułu Największe dobro Joe Monstera w 2017 roku - serie artykułów zawodowych
Przejdź do artykułu Hierarchia wartości różnych pokoleń
Przejdź do artykułu Najlepsze artykuły na Joe Monster w 2017 roku - lista nietypowa
Przejdź do artykułu 10 rzeczy, których być może nie wiesz o biuście
Przejdź do artykułu PiO, czyli Pytania i Odpowiedzi na dramę "jak mogę mieć wszystko i czas na wszystko
Przejdź do artykułu Jak strollować miliony ludzi w naszym kraju? Oto kilka wybitnych przykładów
Przejdź do artykułu Leniwy turysta chciał sobie zrobić focie na Śnieżce - dlaczego nie dotarł na szczyt?
Przejdź do artykułu Best of the best of Joe Monster 2014

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą