Szukaj Pokaż menu

Wielka księga zabaw traumatycznych V

23 788  
5   20  
Kliknij w te oczęta...Część kolejna masakrycznego dzieciństwa, po którym o dziwo spotykamy się jako dorośli w komplecie, ale za to z jakże miłymi wspomnieniami. Czytając poniższe historie aż dziw bierze, że wszyscy są cali i zdrowi... Naszymi przygodami wprowadzamy w osłupienie nawet zawodowych saperów. Nie wierzycie? No to musicie koniecznie przeczytać.

Nawet jako dorośli nie próbujcie tego w domu. 
Drugi raz może się nie udać!

Ja z moim bratem w dzieciństwie lubiliśmy strzelać z pistoletu pneumatycznego Łucznik ( i nie tylko). Pewnego razu jak już się skończył śrut i tarcze mój młodszy brat postanowił wypróbować na mnie nowy rodzaj amunicji. Oklejał plasteliną zapałki i strzelał. Bolało jak cholera. 
Innym razem strzelaliśmy się wodą ze strzykawek. Staliśmy w rogach przedpokoju, każdy ze swoim wiadrem.

Wielka księga zabaw traumatycznych III

25 844  
5   40  
Klikaj nie pytaj...Czy wiecie jak sprawiedliwie podzielić się nabojami podczas wojny na proce? Czy wiecie co może młody elektryk? A czy w końcu wiecie ile jest okazji dla młodego pirotechnika? Dziecięca wyobraźnia jest niczym nieskrępowana. Więc popuszczamy wodze fantazji...

U mnie niestety tylko Mikołaj świecidełko (ze świeczką w środku) poszedł z dymem. Ale okazałem przytomny umysł, napełniłem pistolet na wodę i zacząłem gasić, zanim zajął się parapet. No i oczywiście paliłem zabawki nad świeczką. A z zabaw to może... Wspinanie się przy największym wietrze na starą, pordzewiałą, dziurawą, od dawna nieużywaną wieżę do ćwiczeń dla strażaków i kołysanie nią wraz z wiatrem. (wrażenia były niesamowite, przechylała się o kilka metrów, a spojrzenie w dół też było interesującym przeżyciem, gdyż w żadnym z pięter nie było więcej niż 1/6 podłogi!) 

by Mihau_nts

* * * * * 

My zimą robiliśmy kulki ze śniegu, robiliśmy mały otwór w środku, wlewaliśmy tam trochę benzyny, podpalaliśmy i rzucaliśmy w ściany. Efekt był niesamowity, jak taka rozbryzgująca się kulka motała płomyczki wszędzie do okoła. Raz taki płomyczek poleciał na głowę kolegi i trochę mu się czochradło zajęło. Ale wsadził łeb w zaspę i nie ucierpiał za bardzo.

by Micbea

* * * * *

Zabawy pirotechniczo-saperskie:

Wielka księga zabaw traumatycznych IV

27 173  
4   23  
Dla trochę starszych dzieci...Jak byliśmy mali, to wiele pomysłów nam do głowy strzelało. Co odważniejsi wcielali je w życie. Ryzykując poważnymi konsekwencjami w postaci ostrego lania uparcie przecierali szlaki nieznane i niezbadane. A to rzeźba na meblach, a to pierwsze jazdy Żukiem, a to w końcu bobsleje na schodach... Nieskrępowana niczym wyobraźnia dziecięca daje tu upust...

UWAGA! Nawet jako dorośli nie próbujcie tego w domu...


Swego czasu rodzice moi zastali mnie zawzięcie dłubiącą dość ostrym narzędziem po meblościance (takiej PRL-owskiej, lakierowanej). Zdążyłam już wyrzeźbić spory kawałek mebla, zanim mnie brutale dopadli. Wykazali się wielką wyrozumiałością i postanowili dociec dlaczego ich pociecha postanowiła zdemolować meble. Moja odpowiedź rozbroiła ich na tyle, że nawet obyło się bez klapsa.

Po prostu stwierdziłam, że dziadkowie mają takie śliczne rzeźbione meble i ja chciałam, żebyśmy też takie mieli.

by Ra_dusia 

* * * * * 

Moja kumpela z trójką rodzeństwa postanowiła wytępić osy ze strychu stodoły u babci na wsi. A że były to dzieci miastowe zrobiły to fachowo - polewając gniazdo wodą. Efekt - mama ich nie poznała takie mieli zapuchnięte oblicza, jak również inne części ciała.

by KlaraG 

* * * * * 

Moja ciocia w wieku 6 lat postanowiła przejechać się żukiem dziadka. Przejażdżka skończyła się wykonaniem nowego wejścia do domu. Konkretnie do kuchni można było wejść również bezpośrednio z podwórka.

by KlaraG 

* * * * * 

Koledzy z osiedla pojechali na poligon w celu zbierania łusek. Znaleźli tam fajny duży pocisk. No to zapakowali go w reklamówkę i przywieźli trolejbusem na rodzime osiedle. Na szczęście ktoś szybko wezwał saperów.

by KlaraG 

* * * * * 

Kiedyś bawiliśmy się saletrą. Zabawa szybka nam się znudziła, a że mieliśmy jeszcze pół słoika (takiego, powiedzmy, półlitrowego) mieszanki, weszliśmy na 7 piętro, kumpel wrzucił do słoika zapałkę, a ja słoik zakręciłem. Poczekałem przyglądając się, czy się zapaliło. Na szczęście szybko wyrzuciłem słoik przez okno. Eksplodował w połowie drogi. Resztka mieszanki błyskawicznie się zajęła dając piękny płomień.

by Enzo

* * * * * 

Mając jakieś pięć lat bawiłem się z bratem w indiańską dozorczynię. Polegało to na tym, że rzucał we mnie miotłą, taką ze słomy. Efekt był taki, że miałem pół twarzy w czerwonych kropkach, a matka myślała, że to półpasiec...

by Enzo

* * * * * 

Spadochroniarze: Robiło się spadochrony z chusteczek higienicznych, chustek, itp, nici i małych ciężarków (papier, sreberko, odważnik do wagi) i testowało się z piątego piętra. Często rozwalały się o ściany budynku albo spadochron się zwijał i spadło za szybko. Eksperymenty jednak trwały i w końcu przetestowaliśmy wielki spadochron z przywiązanym kotem. Kot spadając złapał się balkonu jakiegoś sąsiada poniżej i w panice strącił taką wielką prostokątną donicę prosto na schody do klatki. Tak się nam spodobało ze skończyliśmy ze spadochronami i zaczęliśmy zrzucać rożne przedmioty, żeby sprawdzić jak się rozwalają.
Na końcu zaczęliśmy je jeszcze podpalać dla większego efektu. A potem był wp****ol i się skończyło.

by RavenEye 

* * * * * 

Zabawa w komandosów: Miałem taka gruba sąsiadkę i wiatrówkę marki Condor na gumowe pociski... Niestety ona również musiała kiedyś być komandosem bo wyczaiła z których krzaków snajpuję i zaciągnęła mnie za ucho do matki.

by RavenEye 

* * * * * 

Kiedyś po olimpiadzie wpadliśmy z bratem na pomysł zjazdu w szufladzie z komody po betonowych schodach w domu (z pierwszego piętra na parter). Schody nie były proste tylko zakręcały, ale jako, że naoglądaliśmy sie bobslejowców to wiedzieliśmy jak się przechylać i skręcać. Na szczęście dla nas i nieszczęście naszej młodszej siostry szuflada była za mała dla nas dwóch, to wsadziliśmy ją. Daliśmy misia do kompletu (przecież zawsze startowały dwójki albo czwórki) i sru... No i zapomnieliśmy poinstruować odpowiednio co do balansowania ciałem. Efekt: Rozbity nos i czoło przy pierwszym kontakcie ze ścianą (w połowie schodów). Następnie nieoczekiwany zwrot akcji. Zjazd rufą na parter. Pogotowie i szew na potylicy, ale siostra nadal mnie kocha. Szczególnie za mnogość miśków i innych przytulanek w jakie zaopatrzyła się podczas terapii. powypadkowej..

by FAZZY_bez_humoru 

* * * * * 

Wieczorem albo w nocy wracając z łyżew na boisku szkolnym toczyło się wielką kulę śniegową. Tak w kilka osób. Podtaczało się pod drzwi jakiegoś bloku (akurat wszyscyśmy wtedy mieszkali w domkach z ogródkami a nie w nowym budownictwie) i zostawiało na noc (czasami można było polać wodą dla lepszego efektu). W życiu nie wstawaliśmy tak wcześnie i tak chętnie do szkoły. Wychodziło się nawet godzinę przed zajęciami. Siedziało na podwórku i podziwiało z jaką gracją ludzie wychodzą do pracy przez okno sąsiada mieszkającego na parterze. Niestety dorwał nas kiedyś dozorca. W czynie społecznym odśnieżyliśmy wiele osiedlowych chodników.

by FAZZY_bez_humoru 

* * * * * 

Heh, my z bratem kiedyś próbowaliśmy oduczyć rodziców palenia - włożyliśmy do papierosów:
1) druciki, które wystawały po spaleniu - tłumaczyliśmy to nowa technologia, że niby w ten sposób papieroski się nie łamią (rodzice łyknęli)
2) włosy + paznokcie - śmierdziało potwornie, ale byli nieugięci
3) petardki, tzn. takie małe czerwone dynamitki - ojciec mało zawału nie dostał jak papieros rozleciał się na strzępy, ale do tej pory pali.
A jak mój brat (5lat starszy) nie chciał się ze mną bawić, to mnie zawijał w dywan i miał spokój na kilka godzin.

by Koval777 

* * * * * 

Jak byłam mała często mogłam doświadczyć wieczornych serenad mojej ukochanej mamusi.. Otóż chrapała niemiłosiernie z otwartymi ustami. Chciałam to kiedyś ukrócić wkładając jej do buzi pół paczki rozkruszonych paluszków. Na szczęście biedaczka obudziła się zanim zdołała zaczerpnąć powietrze. 

by Pscolka 

* * * * *  

A mój starszy braciszek chcąc pomóc mamie postanowił mnie nakarmić (miałem coś około roku, mój brat 2 lata starszy). Wziął, co miał pod ręką tj. jakiś serek i nakarmił mnie na siłę zatykając wszystkie otwory w głowie (oczy, uszy, usta, NOS!). Jak już zrobiłem się fioletowy wystraszył się i przykrył mnie ścierką żeby mama nie widziała.

by Mednin


INFORMACJA SZCZEGÓLNA DO WYBRAŃCÓW
Jeśli pracujesz w Radiostacji i chcesz skorzystać z tego tekstu by ubarwić nim poranny swój program bądź człowieku człowiekiem z honorem i podaj skąd masz tak dobry pomysł. Z Joe Monstera. Tobie nie ubędzie, nam też nie, a ludzie poznają to co dobre.

PS. Podobno kopiowanie to najwyższa forma kompletmentu. Wczorajszy
SMSowy konkurs na temat 'Otwieram wino z moją dziewczyną' był bardzo fajny. Dzięki.

4
Udostępnij na Facebooku
Następny
Przejdź do artykułu Wielka księga zabaw traumatycznych III
Podobne artykuły
Przejdź do artykułu 15 mega durnych porad, z których, miejmy nadzieję, nikt nie skorzysta
Przejdź do artykułu Wspomnienia pracownika salonu GSM
Przejdź do artykułu 7 bardzo złych nauczycielek
Przejdź do artykułu Rodzynki (z) wykładowców - Tak się bawi AGH!
Przejdź do artykułu "Chcę mieć dziecko" - taką wiadomość wysłały swoim chłopakom. Oto ich reakcje...
Przejdź do artykułu Autentyki LXXIV - Przepraszam Pani Magdo
Przejdź do artykułu 7 szalonych rzeczy, które ludzie zrobili, żeby uniknąć odpowiedzialności
Przejdź do artykułu Wielka księga zabaw traumatycznych II - Zabawy z pastuchem elektrycznym
Przejdź do artykułu Wielka księga zabaw traumatycznych III

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą