Szukaj Pokaż menu

Nigdy nie wierzcie w "fakty" przedstawione w amerykańskich filmach "historycznych"!

126 342  
387   97  
Zabierając się do seansu filmu biograficznego, oczekujemy, że dostaniemy solidną porcję faktów i rzetelnej wiedzy. Tymczasem coraz częściej okazuje się, że taka produkcja jest niczym innym, jak fikcyjną opowiastką z niewielkimi nawiązaniami do autentycznych wydarzeń. Często wręcz mamy do czynienia z ewidentnymi kłamstwami i bezczelnym przekręcaniem historii w imię tworzenia kina zgodnego z hollywoodzkim krojem.


Demotywatory DXXXVII - TVP i jej poziom zhańbienia

129 454  
425   267  
Dziś w odcinku między innymi: jak kiedyś wyglądały place zabaw, mapa przedstawiająca kraje, które kiedykolwiek napadły na Polskę, wygrane samochody w loteriach państwowych oraz dlaczego nie warto zagadywać do kobiet.

Kurioza Tego Świata II - miasta, ludzie, rzeczy, które nigdy nie istniały

83 895  
617   36  
Są takie miejsca na Ziemi, których nie ma.

Przenieśmy się do Wielkiej Brytanii. Podążając z mapą na północ od Liverpoolu możemy natknąć się się na miejscowość Argleton. Umiejscowiona jest między Ormskirk i Aughton i… nie istnieje. Można oczywiście pojechać na miejsce i to sprawdzić. W samym centrum miasteczka Argleton zobaczymy coś takiego:

Skąd? Jak? Po co? Dlaczego?

Zacznijmy od początku, bo cały czas rozchodzi się o błąd mapy. Dziś robi się je prosto. Z kosmosu, czy z samolotów Google robi zdjęcia, a potem jakiś automatyczny skrypt i tak dalej… nic bardziej mylnego. Google skupuje przygotowane mapy od firm zewnętrznych, jedną z najbardziej znaczących będzie holenderski Tele Atlas. Ta firma z kolei część map wytwarza sama, a część skupuje od pomniejszych firm i standaryzuje je na potrzeby swoje i dla klienta końcowego, takiego jak Google Maps.

Dochodzimy więc powoli do miejsca, w którym mapa powstała, a musimy przyjąć do wiadomości, że zdecydowana większość map powstała naprawdę dość dawno temu, kiedy większość rzeczy robiło się ręcznie. Dopiero na tych mapach nanoszono kolejne poprawki, dodawano nowe drogi, zabudowania itd.


Wytworzenie mapy kilkadziesiąt lat temu było nie lada wysiłkiem. Od pewnego czasu z pomocą przychodziły rzeczywiście zdjęcia lotnicze, które były szalenie istotne, jednak zrobienie mapy i tak często trwało latami i wymagało wielu precyzyjnych pomiarów w terenie. Nie trudno więc wyobrazić sobie, że kartografowie pracujący nad swoimi mapami byli o nie bardzo „zazdrośni”. W końcu po co po latach ktoś nowy ma tworzyć mapę od nowa, jeśli można wziąć starszy efekt kilku lat pracy i nanieść sobie swoje poprawki, czy po prostu wykorzystać do swoich celów. Przed takimi zachowaniami kartografowie chcieli się uchronić i żeby nadać niepowtarzalności swojej pracy nanosili na mapy nieistniejące miejscowości, żeby nieuczciwi kartografowie skopiowali mapę z błędem. Przez wiele lat to był jedyny sposób na dochodzenie swoich praw i zabezpieczenie swojej pracy przed nieuczciwą konkurencją i amatorami efektów cudzej pracy.

Argleton było najpewniej jednym z takich papierowych miast. Skuteczność autora mapy okazała się tak wysoka, że Argleton przeszło cały łańcuch kopiowania i dotarło aż do map Google, gdzie wytrzymało do 2015 roku, kiedy to Google zamieniło je w znacznik miasta ducha. Dziś nie jesteśmy w stanie określić kto i kiedy dokładnie naniósł Argleton na mapę. Oczywiście nie da się też wykluczyć, że była to najzwyklejsza w świecie pomyłka, ale znamy przypadki, które nie pozostawiają wątpliwości.

Agloe – papierowe miasto, które nie istniało, ale zaczęło istnieć, ale już nie istnieje.

W 1930 roku Otto G. Lindberg i jego asystent Ernest Alpers tworzyli mapę stanu Nowy Jork i zupełnie świadomie nanieśli na nią papierowe miasto. Sami przyznali, że szukając ciekawej nazwy wzięli po prostu swoje inicjały i ułożyli z nich jakieś wymawialne słowo i właśnie tak powstało Agloe. Ich mapy były tak popularne, że kiedy w 1950 roku zakładano w tym miejscu przydrożny sklep, nowy właściciel zerknął na mapę i nazwał swój przybytek Agloe General Store.


Po pewnym czasie Agloe pojawiło się na mapie stworzonej przez firmę Rand McNally i pewni swego pierwotni twórcy mapy złożyli pozew przeciwko tej firmie. Najciekawsze jest to, że proces przegrali! Sąd uznał, że jeśli na miejscu znajduję się sklep w Agloe, to znaczy, że Agloe istnieje i umieszczenie go na mapie nie jest plagiatem. Jak widać, metoda nie była w 100% skuteczna. W latach 90. sklep zamknięto i dziś po Agloe najpewniej nie ma śladu, nawet na mapach.


Na mapach znajdziemy jeszcze więcej „fejkowych” pozycji – ulice, wyspy, góry itd. ale o tym może innym razem, bo ich proweniencja będzie nieco inna. Skupmy się jeszcze na tych „znakach wodnych”.

Esquivalience – słowo duch

W podobny sposób przed nieuczciwymi praktykami zabezpieczali się twórcy encyklopedii i słowników. Jednym z najbardziej spektakularnych słów jest (niby)angielskie słowo esquivalience, które zostało zmyślone przez twórców New Oxford American Dictionary jako zabezpieczenie wersji cyfrowej ich dzieła. Słowo esquivalience zostało objaśnione jako umyślne unikanie odpowiedzialności.

Wpis pojawił się w kilku innych słownikach, a nawet w słowniku Google, który podawał trzy różne znaczenia tego słowa i przykładowe użycie tego słowa w zdaniu.

Lillian Virginia Mountweazel (1942–1973)

Jednym z lepszych numerów na liście nieistniejących rzeczy jest zamierzony wpis na temat Lillian Mountweazel. Wydanie New Columbia Encyclopedia z 1975 roku informuje o tym, że była projektantką fontann i fotografką, najbardziej znaną z serii zdjęć pt. „Flagi w górę”, które przedstawiały amerykańskie skrzynki na listy. Zginęła w tragicznym wybuchu w trakcie zbierania materiałów dla magazynu „Paliwa”.

A teraz wisienka na torcie. W 2009 roku w Dublinie otwarto wystawę The life and times of Lillian Virginia Mountweazel, na której przedstawiono zdjęcia, szkice, fontanny i inne projekty nieistniejącej artystki, oraz detale związane z jej życiem prywatnym.


Chodziło oczywiście o swego rodzaju performance artystyczny, a wszystkie przedmioty dostępne na wystawie zostały spreparowane przez szóstkę artystów.

Koniec

Według niektórych szacunków dziś każde wydanie słownika, czy encyklopedii, może zawierać nawet 200 edytorskich „duszków” i nie wszystkie z nich znamy!

Zaciekawieni? Macie ochotę przeczytać o największym przekręcie z nieistniejącą definicją w Polsce? Jeśli tak, to zostawcie pod artem moc okejek, żeby zmotywować mnie do opracowania tematu.

Z bojowniczym pozdrowieniem, howgh!


W poprzednim odcinku mówiliśmy o uprawie bananów na Islandii.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
617
Udostępnij na Facebooku
Następny
Przejdź do artykułu Demotywatory DXXXVII - TVP i jej poziom zhańbienia
Podobne artykuły
Przejdź do artykułu Najmocniejsze Cytaty – Szef nie wpuścił jej w tym stroju do pracy i poskarżyła się na TikToku
Przejdź do artykułu 7 ciekawych informacji o papryczkach chili i ostrym jedzeniu
Przejdź do artykułu Ciekawostki ukryte w logo
Przejdź do artykułu Ciekawe fakty o Nowym Jorku
Przejdź do artykułu 16 przykładów, kiedy selfik wyszedł inaczej, niż się spodziewali + jeden idealnie zaplanowany
Przejdź do artykułu 10 rzeczy, które warto wiedzieć o zimie
Przejdź do artykułu Dlaczego wymiana sprzęgła w Ferrari F50 jest taka droga?
Przejdź do artykułu Fajne zdjęcia dla dorosłych CX - Wiatr rozrabiaka
Przejdź do artykułu 12 ciekawostek o motoryzacji w Chinach, których nie znajdziecie w żadnym innym artykule

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą