Szukaj Pokaż menu

Od czego zaczynali ci światowi giganci?

177 448  
402   67  
Każdy od czegoś zaczynał. Nawet ci najwięksi kiedyś raczkowali, a ich początki nierzadko bywały trudne. Zobaczmy od czego zaczynały firmy, które dziś są finansowymi gigantami, przynoszącymi miliardy zysków rocznie.

Nokia

Pacjenci oczami ratownika medycznego

150 588  
670   58  
Pacjenci często opisują swoje przygody z polską ochroną zdrowia, tu mamy okazję poczytać jak to widzą pracownicy...Porcja różnych, bardziej i mniej, zabawnych sytuacji w pogotowiu ratunkowym - zarówno z pacjentami jak i między pracownikami.

Rzeczy których nie spodziewałem się w Kanadzie - masło smażone na głębokim tłuszczu

161 224  
747   60  
Dziś trochę na gorąco! Będziemy smażyć na głębokim tłuszczu i pogadamy o Kanadyjskiej poprawności politycznej i nieco dziwnej tolerancji. Czy ci Kanadyjczycy są aż tak mili?

#1. Komórki, WiFi (łajfaj) i transmisja danych.

Wiadomo, jedną z najważniejszych rzeczy w dzisiejszym świecie jest stałe połączenie z Mamą i internetem. Otóż… nie w Kanadzie. Przyzwyczajony polskimi realiami, myślałem, że wskoczę do okolicznej Stonki i kupię jakiś starter za piątaka, wsadzę w telefon i pójdę biegać po świecie.

Pani w sklepie poinformowała o możliwości wykupienia 3 różnych pakietów. Poprosiliśmy o przedstawienie takiego z jak największym limitem transmisji danych.

Pani zrobiła duże oczy, ale podjęła temat: 500 mb transmisji danych – 80 CAD.

Teraz to my zrobiliśmy duże oczy. To może jakaś najskromniejsza opcja?

Jest taka opcja, 5 dolarów na rozmowy na koncie (ulga) i to kosztuje… jedynie 20 dolarów.

Ok, z kieszeni wystaje cebula, więc pokusiłem się i zapłaciłem… tak, zapłaciłem za to 24 CAD, bo cena oczywiście była ceną netto.

W kwestii operatorów sieci komórkowych poczułem się trochę, jakbym wrócił do Polski w 1999 roku, no ale cóż… co kraj to obyczaj. Pani zapewniała, że u nich przecież wszędzie jest WiFi i nikt nie używa transmisji danych. No więc… jeśli Pani zapewniała, że wszędzie jest WiFi, to znaczy, że zapewniała.

To zupełna głupota, bo nigdy wcześniej nie zdawałem sobie nawet sprawy z tego jak często korzystam z internetu będąc gdzieś w plenerze, czy nawet wychodząc do znajomych. Okazuje się, że po wyjęciu z kieszeni telefonu i uświadomieniu sobie, że przecież transmisja danych jest wyłączona, w człowieku pojawia się ta dziwna niemoc i pustka. To tej pory nie wiedziałem jak często zerkam na telefon, nawet tylko po to, żeby sprawdzić, czy nie mam nowych powiadomień.

Dopiero teraz zrozumiałem skąd te wszystkie memy związane z dostępem do WiFi.

Funkcjonowanie offline i nadrabianie internetu w domu to było bardzo dziwne przeżycie. Bardzo.

#2. Ludzie są naprawdę mili! I… i naprawdę przepraszają za wszystko.

W internecie pojawia się wiele historyjek i memów podkreślających to, że w Kanadzie wszyscy są mili, ale najbardziej zaskoczyło mnie to, że to wszystko prawda! To wcale nie jest przesadzone! Sytuacja w której podchodzi do nas zupełnie obca osoba i rozpoczyna miłą konwersację. Uprzejmości i grzeczności są jak najbardziej na porządku dziennym, a ludzie naprawdę dużo się do siebie uśmiechają i nawet zupełnie obcy ludzie się ze sobą witają na chodniku.

Kanadyjczycy zgodnie z internetowymi memami również przepraszają za wszystko. Słowa „sorry”, czy „excuse me” można usłyszeć podczas wyjścia do restauracji około 50 razy… i to jeszcze przed wyjściem z domu.

#3. Jest grzecznie

Bardzo fajnie się złożyło, że akurat w trakcie mojego pobytu w Burlington miał miejsce festiwal muzyczny. Jeden z największych w Kanadzie – Sound of Music Festival . Przyciąga on ponad 200 tysięcy widzów rokrocznie i można było spodziewać się klimatu zbliżonego do naszego Woodstocku, czy innych wielkich festiwali, nawet tych juwenaliowych.

Tymczasem wizyta na Sound of Music przypominała bardziej niedzielny festyn w parku, gdzie można swobodnie przyjść z dziećmi i nawet szczególnie ich nie pilnować. Absolutny brak pijanej młodzieży, absolutny brak dziwaków, dziwolągów i wszędobylskich „kierowniku, zbieramy na piwo”, absolutny brak barwnych przedstawicieli subkultur. Po prostu zupełnie zwyczajni ludzie idący posłuchać muzyki. Myślę, że tutaj nawet nie wysyła się esemesów typu „Mamo, jestem, żyję, będę jutro”.

Na koncerty dotarliśmy co prawda dopiero po 22:00 kiedy to… no właśnie. Festiwal się skończył. Następnego dnia, w dzień wielkiego finału cała impreza skończyła się o 18:00. Jeśli nie chodzicie w Polsce na koncerty, to podpowiem, że u nas większość tych dobrych zaczyna się dopiero o 21:00 – 22:00.

#4. Zjedzmy to na tłusto

Będąc w klimacie festiwalu i niezliczonych foodtracków nie sposób było nie spróbować lokalnych specjałów kulinarnych. Przeważają oczywiście fast-foody, a jednym z polecanych, jako najbardziej kanadyjskie, dań, było Poutine, czyli frytki polane tłuszczem. Kanadyjczycy uwielbiają wszystko to, co robione jest na głębokim tłuszczu i wszystko to, co polane jest tłuszczem.

Śmialiśmy się z Poutine, z kurczaków na głębokim tłuszczu, lodów na głębokim tłuszczu, i w tej wyliczance za każdą z kolejnych pozycji pojawiał się nasz gromki śmiech, jednak któryś z lokalsów rzucił coś, po czym powypadaliśmy z trampek „masło smażone na głębokim tłuszczu”. Śmialiśmy się do rozpuku, dopóki nie dowiedzieliśmy się, że to wcale nie był żart.
To nie żart. W Kanadzie naprawdę można kupić masło smażone na głębokim oleju.

#5. Multi-kulti

O Kanadyjskim multi-kulti słyszałem bardzo dużo jeszcze będąc w Polsce. To tak bardzo aktualny temat, że nie dało się tego nie słyszeć. Kanada jest oczywiście hiper-poprawna politycznie i ekstremalnie tolerancyjna dla innych kultur, przy czym strasznie nietolerancyjna dla braku tolerancji itd…

Tym bardziej zdziwiło mnie, że Kanadyjczycy trzymają w rezerwatach Indian, a na ulicach naprawdę rzadko można spotkać choćby Murzyna. Miejscowi wytłumaczyli mi, że czarni mają oddzielne miasta i dzielnice. Dowiedziałem się też, że np.: miejscowość Brampton zamieszkała jest głównie przez ludność o niebiałym kolorze skóry, a samo miasto nazywane jest przez lokalsów „Browntown” (gra słów, „Brązowe Miasto”).

„To nie jest miejsce, w którym chciałbyś się znaleźć” – mówili.

Dowiedziałem się też, że zupełnie normalne jest to, że „niebiałym” nie sprzedaje się domów i mieszkań w „białych” miastach i vice versa. Podobno stanowi to jakiś problem w wymiarze ogólnym, ale nie słyszałem, żeby ktoś tak naprawdę na to narzekał.

Mnie proszę za to nie rugać, ja naprawdę nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Po prostu przekazuję info.



Kolejny, ostatni już, odcinek pojawi się na dniach. Tak więc „Stay tuned” i odświeżajcie główną!
747
Udostępnij na Facebooku
Następny
Przejdź do artykułu Pacjenci oczami ratownika medycznego
Podobne artykuły
Przejdź do artykułu Nie każdy może mieć brodę - barber mówi wszystko, co powinniście wiedzieć o zaroście
Przejdź do artykułu 7 gigantycznych projektów, których autorzy chcą przejść do historii
Przejdź do artykułu Dziewczyna, z której wyśmiewali się w szkole, zemściła się po 10 latach
Przejdź do artykułu Chcieli tylko zrobić remont w kuchni jak najmniejszym kosztem. Ich uwagę przykuło coś dziwnego na podłodze
Przejdź do artykułu 10 rzeczy, których być może nie wiesz o biuście
Przejdź do artykułu Wycieczka do "Czarnego delfina" - więzienia dla szczególnie niebezpiecznych przestępców
Przejdź do artykułu O tym, jak 500 plus doprowadziło do powstania nowego gatunku - Homo Socjalicus
Przejdź do artykułu Jak to jest być z mężczyzną, o którym marzy większość kobiet?
Przejdź do artykułu Norweskie więzienie, w którym mieszka się lepiej niż w niejednym hotelu

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą