Szukaj Pokaż menu

Jak złapać stopa w Halloween?

15 298  
5   12  
To banalnie proste...

Life is brutal and full off zasadzkas

88 584  
25   20  
Wejdź do Monster GaleriiJeżeli nie wiesz jeszcze jak życie potrafi dokopać to przeczytaj kilka refleksji doświadczonego Pana Ździsia (na zdjęciu obok), który od 20 lat jest tramwajarzem w Zielonej Górze i z niejednego Polmosu "jadł chleb"...

W moim życiu...

Nauczyłem się, że nie można sprawić, by ktoś cię pokochał.
Można natomiast łazić za kimś tak długo, aż spanikuje i się podda.

Nauczyłem się, że nawet jeśli na czymś bardzo mi zależy, na drodze stanie jakiś idiota.

Nauczyłem się, że zaufanie buduje się latami. Niszczy się jednym błahym podejrzeniem. Dowody nie są już potrzebne.

Nauczyłem się, że urok osobisty działa przez jakiś kwadrans.
Potem trzeba mieć wielkiego członka albo ogromne cycki.

Nauczyłem się, że nie należy porównywać się do innych – są jeszcze bardziej porąbani.

Autentyki XI - Obcy czy swój - trudna język

22 475  
3   21  
Podobno w przyszłym roku wejdziemy do Europy. Jak zapewnia rząd jesteśmy do tego nawet bardzo dobrze przygotowani. Zapewne po otwarciu granic ruszymy wielką armią na podbój kontynentu… co poniektórzy już ruszyli – zobaczcie sami z jakim skutkiem.

Podczas pobytu za granicą uparłem się, że sam sobie poradzę bez
pomocy "tubylców". Kwestie językowe opanowane miałem raczej średnio. Ale od czego słowniki i "rozmówki". Pewnego dnia zepsuł nam się odkurzacz. Posłali mnie do dużego marketu technicznego po jaki jeden malutki element - bo sprzęt naprawić umieliśmy. Biorę "rozmówki" - szukam słówka - nie ma. Sięgam po słownik - jest. Hurra. Powtarzam w głowie słówko kilka razy po czym wpadam do sklepu i radośnie, z ufnością - informuje panią za ladą, że nie mogę na żadnej z półek znaleźć łożyska. Kobietka - młoda - zrobiła się czerwona, potem sina, potem otworzyła usta i wezwała na pomoc ochronę. Na szczęście udało mi się ich przekonać, że nie jestem zboczeńcem i naprawdę potrzebuję takiego małego wichajstra z kółeczkami. Ale się najadłem wstydu... Potem nieszczęsna kobietka musiała mnie obsłużyć - przyjmując pieniądze w kasie - w ogóle na mnie nie spojrzała. Nie wiem czemu...

(w słowniku nie było rozróżnienia na łożysko techniczne i medyczne)


* * * * *

Ja i mój kumpel, wybraliśmy się na studiach do Londynu na praktyki. Angielski w normie, nie było specjalnych problemów, choć czasem...
Kumpel zamówił w knajpie steka słowami:
- May I have a bloody steak, please?
Ja czerwony, krztuszę się ze śmiechu a kelner, rodowity Anglik nic, twarz blacha, zanotował sobie w notesie i pyta:
- Would you like to have it with some fucking potatoes, sir?

(ang. bloody - cholerny, rough - krwawy, surowy)

* * * * *

Mój szlachetny ojciec podczas pobytu w Czechach strasznie chciał poznać tajniki tego języka. Starał się nie pominąć żadnej okazji, aby coś podłapać. Gadał jak najęty, nie dawał dojść nikomu do słowa. W restauracjach tylko on miał prawo złożyć zamówienie, również tylko on w sklepie czarował ekspedientki... ale do czasu gdy poszedł do sklepu z nabiałem i rzekł do potężnej sprzedawczyni wyposażonej w broń ręczną – wielką i brudną ścierę i rzekł w te słowa:
- Prosim ser..
Skończyło się na słowotoku sprzedawczyni zupełnie nie zrozumiałym dla ojca i machaniu ścierą przed jego nosem.

(„prosim ser” w wolnym tłumaczeniu znaczy "proszę sraj" - tryb rozk. od "srat")

* * * * *

Koleżanka spóźniwszy się w Niemczech do pracy, cała przemoknięta, składając parasol tłumaczyła się szefowej (bardzo purytańskiej kobiecie) w jej mniemaniu w takie oto słowa:
- Przeklęta pogoda, leje i leje, musiałam zawrócić do domu przez ten deszcz, na ulicy wpadłam w jedną kałużę i musiałam się wrócić przebrać..
Szefowa oczy miała tak duże jakby co najmniej zobaczyła przed sobą zielonego czy też rudego kurdupla z czółkami rodem z marsa proszącego ją o autograf...

(niem. pfötze – kałuża; pfotze (chyba tak to się pisze) – pi#da)

Polacy ponoć nie drób, i swój język znają, ale bojownicy tego nie potwierdzają:

Właśnie wróciłem z kursu językowego - jest nas w grupie jedenaścioro, w tym jeden skośnooki kolega (Chiny, Wietnam, trudno powiedzieć).

Lektor tłumaczy jakieś tam zasady gramatyczne, i pyta - "a w polskim jakie są przysłówki?" - na sali konsternacja, minuta ciszy, wszyscy patrzą po sobie, po paru chwilach krępującego milczenia odzywa się Chińczyk - "imieśłóf psiśłófkowy cinny i bierny, imieśłóf psimiotnikowy upsiedni i wśpółciesny"

by Grzesio

* * * * *

Opowiadał nam anglista...
Jego znajomy, pewien Chińczyk, udał się na zakupy do osiedlowego sklepu spożywczego:
- Dziń dobly, ci jest mąka?
- Nie ma mąka - odpowiada sprzedawczyni, zmierzywszy obcokrajowca wzrokiem.
Chińczyk chwilę wpatruje się w panią jak zaczarowany, kiedy ta już, już chce mu zacząć tłumaczyć na migi, pyta niepewnie:
- A ciemu pani uziwa mianownika ziamiast dopełniacia?

by Perpetka


Oczywiście, gdy podobne zabawne historie wydarzą się w waszym życiu, nie zapomnijcie podzielić się nimi na forum "KAWAŁKI MIĘSNE". Dla najlepszych - poczytne i zaszczytne miejsce na naszej stronie głównej! Innych nagród nie przewidziano - wciąż czekamy na coś co nas naprawdę powali... :)

3
Udostępnij na Facebooku
Następny
Przejdź do artykułu Life is brutal and full off zasadzkas
Podobne artykuły
Przejdź do artykułu Jeremiah Peterson - 39-letni koleś, który w ciagu 6 mięsięcy dokonał niemożliwego
Przejdź do artykułu Przestępczość (nie)zorganizowana VI
Przejdź do artykułu Jak Blizzard reaguje na sugestie graczy
Przejdź do artykułu Autentyki z życia wyznawców Joe Monstera X
Przejdź do artykułu Przypadkowe telefony z niespodziewanymi konsekwencjami
Przejdź do artykułu Wieczór współczesnego muszkietera
Przejdź do artykułu 7 ciekawych faktów na temat Nowego Jorku - mieście, którego liczba mieszkańców odpowiada połowie Polski
Przejdź do artykułu Wielka Encyklopedia Obrazkowa - Rozgwiazda Morska
Przejdź do artykułu Autentyki z życia wyznawców Joe Monstera IX

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą