Szukaj Pokaż menu

Szczere do bólu e-kartki XIII

72 283  
495   4  
Przed nami kolejna odsłona popularnych e-kartek. Dzisiaj będzie między innymi o sposobie na wzbogacenie się i o tym, co mają wspólnego polskie ptaki i nasi turyści.

Bardziej niż ludzkie - poruszające zdjęcia

102 301  
793   19  
Siedem lat wytężonych obserwacji zwierząt przez fotografa Tima Flacha zaowocowały niezwykle poruszającymi zdjęciami, które ukazują prawdziwe zwierzęce emocje, momentami bardzo przypominające te, które widzimy wśród ludzi.

1

Ludzie anioły III

36 157  
213   15  
Tak niewiele potrzeba, by komuś pomóc i sprawić, by pojawił się uśmiech na twarzy osoby, której się pomaga. Przed tobą zbiór pozytywnych historyjek z zaprzyjaźnionego portalu wspaniali.pl

W czerwcu tego roku byłem z klasą na tygodniowym szkoleniu informatycznym w Gdańsku. Jadąc całą grupą (około 25 osób) rano autobusem miejskim na zajęcia, na przystanku wsiadła starsza pani, na oko 75-80 lat. Jako że autobus za naszą sprawą stał się strasznie zatłoczony, ścisnęliśmy się i przepuściliśmy babcię na miejsce siedzące. My wiadomo, młodzież jak to młodzież, śmialiśmy się, głośno rozmawialiśmy itp. W pewnym momencie ta starsza pani odwróciła się w naszą stronę i się patrzy. Sobie pomyślałem "No to teraz będzie sapać, że głośno się zachowujemy itp." Wiadomo jak w większości starsi ludzie reagują w takich sytuacjach. A ona do nas:
"Jak to fajnie że wy, młodzi jesteście wśród nas. Kiedyś, w bloku gdzie mieszkam, większość sąsiadów to byli młodzi. Robili imprezy, tańczyli śpiewali, muzyka była głośno i było tak fajnie. A teraz... jeden się ożenił i wyjechał, drugi wyjechał na studia itp.. i teraz jest tak smutno..." Nam kopara opadła, ale i zrobiło nam się bardzo miło. Wychodząc z autobusu pożegnaliśmy się z panią, a ona jeszcze raz podziękowała nam za to "że jesteśmy".

by wawmaster

* * * * *

Historia ta wydarzyła się w zeszłym roku, gdy wybierałam się na kilka dni do Finlandii. Lot miałam z Gdańska, a jedyne połączenie koleją pozwalające na dostanie się na lotnisko bez stresu było o 3 w nocy. Trochę strach, ale nie miałam wyboru.
Modliłam się w duchu, by trafić na ludzi, z którymi mogłabym bezpiecznie odbyć tę podróż. Większość przedziałów była wolna, ale przecież nie będę podróżować sama, przezorny zawsze ubezpieczony. W końcu trafiłam na dwóch postawnych mężczyzn, którzy popijali piwo pogrążeni w wesołej rozmowie. Dobrze im z oczu patrzyło, gęby jakoś poczciwe, więc co mi tam. Bardzo dobrze zrobiłam.
Panowie byli kierowcami tira wracającymi z dwutygodniowej trasy po Europie do domu. Przyjęli mnie bardzo ciepło, byli ujmująco grzeczni i roześmiani ("taka gorąca dziewczyna do Skandynawii się wybiera tylko po to, by ocieplić im klimat!"), częstowali czym się dało, napakowali mi do torby cukierków i wafelków, ale najsłodsze było to, że rano obudziłam się przykryta kurtką jednego z nich.
Sam miód.

by aguthek

* * * * *

Na pierwszym roku studiów (kiedy miałam jeszcze dużo zapału, a i naukę traktowało się śmiertelnie poważnie) miałam wykłady z profesorem, który zażyczył sobie, aby na egzamin uczyć się z jego książki. Książka wydana sto lat temu, niedostępna w żadnej bibliotece, o księgarniach już nie wspominając. Dostaliśmy co prawda kserówki od starszych roczników, ale ich jakość była FATALNA, a i 1/3 stron brakowało. Poszukując książki na sieci udało mi się ustalić, że pan taki a taki 30 lat temu pisał pracę magisterską i owa pozycja znajduje się w bibliografii. Dodajmy, że na stronie tego pana była informacja, że obecnie jest on profesorem na uniwersytecie jakimś tam w Niemczech. Nie licząc na wiele wysłałam Panu maila z opisem mojej beznadziejnej sytuacji i propozycją, że jeśli w dalszym ciągu jest w posiadaniu książki, to chętnie ją odkupię. Po kilku dniach przyszła niesamowicie sympatyczna odpowiedź i pan powiedział, że niedługo wraca na święta w rodzinne strony, obiecuje zatem przekopać piwnicę i książkę znaleźć, ale o żądnej zapłacie nie chce słyszeć, więc prosi mnie jedynie o adres do wysyłki. I tak, po dwóch tygodniach, dostałam pocztą od pana całkowicie bezinteresownie poszukiwaną książkę!

by pigwa

* * * * *

Będąc jeszcze na pierwszym roku studiów, raz w miesiącu jeździłam do śp. Babuni, która mieszkała na wsi. Wracałam zawsze porannym autobusem, który dowoził mnie do miasta, z którego miałam pociąg do miasta wojewódzkiego, siedziby mojej Alma Mater.
Któregoś razu jakoś ciężko było nam się rozstać i w rezultacie wyszłam o parę minut za późno. Biegłam przez pola obładowana wszelkiego rodzaju dobrami spożywczymi, które wręczyła mi Babcia, co chwila nerwowo spoglądając na zegarek, by dotrzeć do szosy i na przystanek. Nie zdążę!
Gdy dobiegłam do drogi, zauważyłam autobus stojący jakieś 20 m przed przystankiem. Niewiele myśląc pobiegłam resztką sił i nawet nie zastanawiałam się, dlaczego ten PKS wydawał mi się jakiś... dziwny. Wparowałam zdyszana do środka, jakoś dziwnie pusto, raptem kilku pasażerów. Autobus ruszył, ja efektownie się zatoczyłam, ale w końcu złapałam równowagę i sięgnęłam po portfel, by zapłacić za bilet.
Kierowca przypatrywał mi się z wesołymi chochlikami w oczach, a gdy poprosiłam o bilet, zaczął się śmiać. Wyjaśnił mi, że zobaczył jak biegnę, więc zdecydował, że zaczeka, bo PKS zdążył już odjechać, a on rozwozi do domów z nocnej zmiany pracowników pobliskiego zakładu.
W ten sposób nie dość, że nie spóźniłam się na pociąg i na zajęcia, to jeszcze zaoszczędziłam na bilecie.

by aguthek

* * * * *

Historia ta, może banalna, ale jest doskonałym przykładem tego, że warto pomagać, bo dobre uczynki do nas wrócą.

Kilka lat temu, jeszcze jako studentka, wracałam z zajęć jednym z ostatnich dziennych autobusów. Było bardzo późno, zimno i ogólnie bardzo nieprzyjemnie. Na jednym z przystanków wsiadła młoda dziewczyna. Podeszła do kierowcy aby kupić bilet, niestety miała tylko banknot 10 zł. Jak wiadomo kierowca sprzedaje bilety tylko za wyliczoną kwotą. Dziewczyna podchodziła do pasażerów prosząc o rozmienienie banknotu. W końcu podeszła do mnie. Ja również nie miałam drobnych, ale za to miałam kilka biletów. Postanowiłam podarować jej jeden. Dziewczyna nie chciała go przyjąć, ale w końcu nie mając innego wyjścia zabrała go, dziękując mi kilkakrotnie.

Minęło kilka lat, ja zapomniałam o sprawie. Aż do pewnego dnia. Popsuł mi się samochód, musiałam do pracy pojechać autobusem. Niestety do mojej pracy w niedziele można się dostać tylko jedna linią, a autobus jest co pół godziny.
Tak więc śpieszyłam się strasznie, zapominając o bilecie; przypomniałam sobie dopiero stojąc na przystanku, patrząc w witrynę zamkniętego kiosku. Na domiar złego w tym momencie podjechał autobus. Wsiadłam licząc na to, że kierowca zlituje się nade mną i wyda mi z 10 zł banknotu. No cóż. Nie udało się. Podeszłam do młodej mamy ze ślicznym bobasem w wózeczku. Zapytałam o drobne, dziewczyna zajrzała do portfela i zamiast drobnych wyciągnęła bilet. Było mi jednocześnie bardzo miło, ale też jakoś tak niezręcznie. Dziewczyna powiedziała, że kiedyś też jej ktoś tak pomógł.

Starałam się przypomnieć sobie tę dziewczynę sprzed kilku lat, ale to chyba nie była ta.

Taki mały gest, a sprawia, że świat od razu jest piękniejszy.

by Joanna

* * * * *

Kilka lat temu studiowałam i dzielił mnie już tylko jeden egzamin - j. niemiecki do obrony pracy licencjackiej. Wszystkie pozostałe przedmioty poszły gładko. Natomiast z tym przedmiotem miałam ciągle problemy. Nie zdałam niestety, ale za tydzień poprawka, którą muszę koniecznie już zaliczyć. Uczyłam się po powrocie z pracy do późnej nocy, tak codziennie. I przyszedł czas egzaminu. Niestety zabrakło mi 2 punktów (na 50) do uzyskania oceny pozytywnej i wpisu do indeksu ostatniego zaliczenia. Zaczęłam prosić Panią Wykładowcę, powiedziałam, że nie będę mogła obronić pracy, bo tylko ten nieszczęsny niemiecki mi pozostał, do którego zresztą się sumiennie przykładałam. Ale nic z tego. Wyszłam już z sali i po prostu z bezsilności zaczęłam płakać. Widząc to mój kolega z grupy, z którym może w ciągu tych trzech lat zamieniłam może 2 zdania, jako że jestem osobą nieśmiałą. Wziął mój indeks, wszedł na salę do tej pani, po czym wyszedł i oddał mi indeks z POZYTYWNĄ OCENĄ!!! Ja po prostu byłam w szoku, gdy to zobaczyłam, podziękowałam mu nieśmiało i szczęśliwa udałam się do domu. Już więcej się nie spotkaliśmy, a ja może Ci Artur podziękuję w ten sposób, że tu to opiszę.

by monika12

* * * * *

Historia, która spotkała mnie ponad 3 tygodnie temu skłoniła mnie do opisania i założenia konta na Wspaniałych.

3 tygodnie temu byłem zmuszony udać się do najbliższego sklepu całodobowego, oddalonego o ponad 3 km. Tak więc długo nie myśląc zabrałem kask, dokumenty i w drogę na skuterze, a że pogoda jest jaka jest i na drogach ślisko, jechałem dość uważnie i wolno, by nie spowodować wypadku, a co gorsza nie zrobić komuś krzywdy - no ale zawsze to szybciej niż pieszo taki kawał.

Podczas drogi mijały mnie samochody, aż trafił się on. Zjechał na mój pas (drogi z jednym pasem w każdym kierunku ruchu). Pomimo hamowania na nic się to nie zdało, co prawda koła stały, ale lód robi swoje, jednak jechałem coś około 15-20km/h, pojazd z naprzeciwka jechał z o wiele większą prędkością i coraz bardziej się do mnie zbliżając zmieniał pas, a to na swój, a to na mój. Nagle zobaczyłem jego samochód jakieś 1,5 m od kierownicy skutera, a ułamek sekundy później poczułem silne uderzenie, chwilę później znalazłem się na przeciwnej stronie ulicy ze skuterem na mnie, a nie jest on lekki jak większość, ale waży on ponad 130 kg. Nie mogłem wstać, czułem silny ból i widziałem tylko jak z kasku i spod mojego ciała wypływa krew.

Nikt się nawet nie zatrzymał, i nie mówię tu o pojazdach, pieszych było naprawdę dużo, niektórzy się oglądali i szli dalej. Ja nie byłem w stanie wydusić słowa.

I tu zdarzył się cud, podjeżdża samochód, wychodzi dwóch dresów, na oko koło 190 cm wzrostu (ale z dołu ciężko określić). Ściągnęli ze mnie skuter i spytali czy dam radę wstać, ja tylko wydukałem pod nosem, że nie mogę się ruszyć, ledwo skończyłem dukać, a jeden z nich już miał telefon w ręce i zadzwonił po pogotowie. Karetka przyjechała dość szybko, chociaż mnie to dłużyło się niemiłosiernie. Okazało się, że mam złamane żebro, bark, pękniętą czaszkę i zmasakrowaną twarz, oraz pękniętą nogę i kilka ran otwartych i powbijane części. Kiedy zatamowali mi krew płynącą niczym z kranu, już się trochę uspokoiłem i powiedziałem całą historię. Jeden z dresów zadzwonił po kolegę, by ten zabrał skuter, a oni zaś udali się w dalszą drogę przy jakiejś dość głośnej muzyce.

Ja podczas drogi do szpitala straciłem przytomność i obudziłem się w szpitalu po kilku dniach. Potem dowiedziałem się, że jestem po operacji, a jeszcze 5 minut na tej ulicy i bym się wykrwawił. A... Zapomniałem dodać. Leżałem tam około 10 minut.

Morał z tego taki, że dres potrafi być bardziej ludzki od zwykłego obywatela.

A im strasznie dziękuję, bo gdyby nie oni, to rodzice zamiast przyjechać do szpitala, to przyjechaliby do kostnicy. Tę historię opisałbym wcześniej, no ale dopiero dziś puścili mnie do domu.

by BlackDeathAngel


* * * * *

Kilka lat temu, w ciąży z moimi ukochanymi bliźniakami, musiałam udać się do babci, która mieszkała w domu starców. Ustaliliśmy z rodziną, że jeździmy do niej co tydzień zmieniając się - raz jadę ja z moim lubym, raz brat z żoną, raz mama - tak, żeby babcia nie czuła się porzucona, chociaż sama chciała tam się wprowadzić, bo się nudziła w mieszkaniu. Mieszkam w Jeleniej Górze, natomiast ośrodek znajduje się w okolicach Sosnówki, kilka kilometrów dalej. Akurat zdarzyło się, że mój mężuś wyjechał w delegację, co prawda zostawił mi samochód, ale ja bałam się sama tam jeździć, drogi były wyboiste i kręte, do tego była to zima. Więc wybieram się komunikacją miejską, jakoś wpakowuję się do zatłoczonego autobusu, miejsc siedzących nie ma. No dobrze, trudno, staję przy barierce. Autobus rusza. Zauważam młodego chłopaka, ubrany w [D]res, słuchawki w uszach, siedzącego przy oknie. Obok niego moherowa [B]abcia, wbijająca w niego małe, demoniczne ślepia.
[B]: Może byś ustąpił mi miejsca, chłopcze?! - oburzyła się.
Chłopak milczy, nie słyszy przez słuchawki.
[B]: Ustąpisz mi miejsca, chuliganie?!
Wyjął słuchawki z uszu.
[D]: Proszę?
[B]: Czy ustąpisz mi miejsca?!
[D]: Bardzo nie lubię, kiedy ktoś nazywa mnie chuliganem! A pani miejsca nie ustąpię. Chwilę może pani postać!
Jego wzrok skierował się na mnie.
[D]: Ale bardzo chętnie ustąpię miejsca tej pani. Zajmujesz się, babciu, sobą, a o innych nie dbasz, chociaż dopiero koło 60. jesteś, kiedy ta kobieta niedługo urodzi i ledwo stoi na nogach!
Zdziwiona uśmiechnęłam się szczerze.
[D]: Zaraz zatrzymamy się na przystanku, niech pani chwilę poczeka, bo w trakcie jazdy można się nieźle wywalić.
Babunia zrobiła minę pt. "FOCH" i przeszła na drugi koniec autobusu, wymuszając miejsce od innych pasażerów.
Na następnym przystanku chłopak wstał i pomógł mi się usadowić na siedzeniu, sam zajął moje miejsce przy barierce. Podziękowałam serdecznie, do końca drogi rozmawiałam z owym dresem. Okazało się, że on też jedzie do domu starców, do swojej prababci. Wcale nie żądał ode mnie komórki, nie groził "wpier*olem", a ustąpił miejsca. Później wsiadł staruszek, który nie miał gdzie nawet stanąć, więc ustąpił mu miejsca przy barierce, poprosił, żeby mocno się trzymał, bo nie daj Boże coś się mu stanie, a sam stanął przy moim siedzeniu i trzymał się oparcia.

Co prawda, dużo dresów zachowuje się bezczelnie, według stereotypów, ale zanim ocenicie jednego takiego typka, najpierw przekonajcie się, jakim jest rodzajem: złym czy dobrym.

by emotka001

* * * * *

Na początku lipca wybieraliśmy się z lubą na dwutygodniowy pobyt do Karwi (ze Skierniewic), podróż wygląda mniej więcej tak, że godzinkę jedzie się do Warszawy, potem przesiadka na ekspres (ładny mi ekspres, jak jedzie ponad 7 godzin) do Gdyni, i w Gdyni PKS do Karwi.

Pech chciał, że już wieczorem na dzień przed wyjazdem zaczęło mnie okropnie mdlić, noc przeżyłem spocony z bólem brzucha, no ale jakoś zwlokłem się na podróż i pojechaliśmy... Cierpień nie będę opisywał, ale już w ekspresie regularnie co kilkadziesiąt minut chodziłem do WC wymiotować.... Rwało ze mnie niemiłosiernie, tak że zbliżając się do Gdyni byłem już wrakiem człowieka, nogi się pode mną uginały i nie byłem w stanie zbyt sensownie się wysłowić.

Zapadła decyzja... Kupujemy woreczki i jedziemy taksówką, po uprzednim wyjaśnieniu kierowcy czy się zgodzi, że ja tam będę cuda niewidy odwalał na tylnym siedzeniu. Tak też zrobiliśmy, trochę na uboczu stała taksówka z taxi puck, do niej wsiedliśmy... Podczas podróży również zdarzyło mi się puścić pawia parę razy, jako że nic nie jadłem ani nie piłem, to były to po prostu tylko puste dźwięki.

No i na koniec wyszła wspaniałość Pana Taksówkarza... Ja pytam retorycznie "To co, ze 250?" (wiem że tyle mniej więcej wynosi stawka, bo jechałem już na tej trasie taksówkami. On natomiast do mnie "Zwariowałeś pan? Przecież widzę, żeś pan nie wsiadł do taxi dla wygody, tylko awaryjna sytuacja, 80 zł, więcej nie wezmę!"
Zapłaciłem, dał mi swoją osobistą wizytówkę i powiedział, że zawsze do usług.

Ponieważ dużo przyoszczędziłem będąc z tydzień na głodówce, odwdzięczyłem się panu i wracałem z Karwi do Gdyni również z nim, tym razem wg licznika, a i tak mimo że wskazanie było 270, wziął równe 2 stówki.

Dodam jeszcze, że przy okazji jazdy z nim dowiedziałem się tony historii na temat wszystkich mijanych miejsc i ogólnie terenów Pomorza Gdańskiego.

by kpaxian

* * * * *

Opowieść z moich pierwszych ważnych zawodów jeździeckich.

Gdy przybyłam na miejsce, przytłoczyła mnie ilość koni i ludzi. Praktycznie nikogo nie znałam, a tych, których znałam, nie mogłam wyłowić z ciżby. Zresztą większość stałych bywalców patrzyło na mnie z góry i nie byli skorzy nawet do udzielenia zwykłej informacji gdzie jest WC.

Pech sprawił, że nie miałam nikogo do pomocy i musiałam sama ogarnąć siebie i swojego konia. Gdy niezdarnie próbowałam się ubrać i jednocześnie przygotować swojego zwierzaka, podeszła do mnie dziewczyna już przebrana, w pełnej gali, z prostym stwierdzeniem "Pomogę ci!". Nie spytała mnie o nic, po prostu przejęła mojego konia i zaczęła go czyścić, siodłać itp., dzięki czemu ja sama mogłam się ubrać.

Serdecznie jej podziękowałam, a z wrażenia zapomniałam zapytać kim jest. Dowiedziałam się później na rozgrzewce. Była to mistrzyni akurat broniąca na tych zawodach swojego tytułu. Tytuł obroniła.

Od tamtego "pierwszego razu" spłacam ten dług niemal na każdych zawodach, pomagając innym początkującym jeźdźcom.

by Bryanka
213
Udostępnij na Facebooku
Następny
Przejdź do artykułu Bardziej niż ludzkie - poruszające zdjęcia
Podobne artykuły
Przejdź do artykułu Moje życie z autyzmem - doświadczenia bojowniczki JM
Przejdź do artykułu Jak dobrze zaplanować emeryturę?
Przejdź do artykułu Wytęż wzrok, czyli test na spostrzegawczość
Przejdź do artykułu Lansky: Wspomnienia kierownika wesołej budowy II
Przejdź do artykułu Najbardziej rewolucyjne momenty w historii filmów animowanych
Przejdź do artykułu Lansky: Wspomnienia kierownika wesołej budowy I
Przejdź do artykułu Jak zepsuć swoją urodę za jedyne 120 tysięcy dolarów
Przejdź do artykułu Znikające jezioro
Przejdź do artykułu Coś tu poszło nie tak!

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą