Szukaj Pokaż menu

Wątpliwe osiągnięcia brytyjskich naukowców

100 810  
683   27  
Jeśli wierzyć internetowi, brytyjscy uczeni zajmują się czasem naprawdę zabawnymi rzeczami. Można by się zastanawiać, czy ktoś rozpoczął kampanię zdyskredytowania naukowców, czy może są oni najmniej zajętymi ludźmi na świecie?

Kliknij i zobacz więcej!
 

#10. Brytyjscy uczeni odkryli, że kaczki lubią deszcz. Na odkrycie tego, o czym wie każdy wieśniak, uczeni potrzebowali 3 lat i 300 tysięcy funtów szterlingów.

Wielka księga zabaw traumatycznych CC

27 430  
62   1  
Kliknij i  zobacz więcej!Lepiej nie sprawdzać własnoręcznie różnych urządzeń w zakładzie produkcyjnym. Ciężkie drzwi też lepiej pozostawić do otwarcia dorosłym. No i dziś kolejna gwiazda numeru - przygód kilka pewnej dziewczyny.

Nie powtarzajmy tego! Nigdy! Osobom, których psychika nie jest wypaczona stanowczo odradzamy lekturę, pozostałych zapraszamy, im i tak jest wszystko jedno...

WIELKA DMUCHAWA

Wakacje, rok 2007, miałem wtedy 11 lat i wybrałem się do mojego kuzyna. Jako że jego ojciec produkuje znicze i rozpałkę, pograliśmy chwilkę i zostaliśmy zmuszeni do pomocy. Wszystko ładnie pięknie, dopóki nie zaciekawiła mnie taka wielka dmuchawa, a raczej odsysacz pozostałości po cięciu rozpałki. Wiał z tego bardzo przyjemny wiaterek, aż nagle przysunąłem bliżej dłoń i usłyszałem krzyk kuzyna.

Sam w domu, czyli żona na wakacjach

80 249  
851   22  
Jutro wysyłam Swoją na wakacje. Teraz jest w kuchni, coś gotuje. Chyba dla mnie. "Taki bezradny jesteś, misiu, nawet zupy sobie nie ugotujesz...". A musi jeszcze się spakować. Zdąży?

DZIEŃ 1.
Hurra!!! (chciałem w tym miejscu wstawić uśmieszek, ale nie wiem, gdzie go znaleźć na klawiaturze - tak wielkich radości wcześniej nie miewałem). Witaj, kochana wolności! Koszule wyprane i wyprasowane, pełna lodówa jedzenia, trzeba tylko kwiaty podlewać - dam radę). Dobra! Nie mam czasu na jakieś tam pamiętniko-dzienniczki. Lecę po piwo!

DZIEŃ 2.
Dostałem SMS-a: "Doleciałam bezpiecznie, pogoda ładna, elegancki hotel."  Kpiny jakieś czy co? Jasne, że tu nie kurort, ale też da się żyć.

DZIEŃ 3.
Trochę się pochorowałem. Było tak: Chłopaki w pracy wołali na wódkę, powiedziałem, że nie mogę - muszę psa wyprowadzić. Oni na to: niech żona wyprowadzi. Odpowiadam: żona wyjechała. Reasumując - pić pojechaliśmy do mnie. Zachlaliśmy porządnie, a wszystko, co żona mi ugotowała na 2 tygodnie, poszło na zakąskę. A, co tam, mi dużo nie trzeba, dokupię serka, kiełbaski, jakieś piwko…

DZIEŃ 4.
Wieczorem postanowiłem posprzątać. Horror! Trzydzieści dwa brudne talerze - i to po nas pięciu! Cośmy na nich jedli, nie pamiętam, fakt, że trochę śmierdzą. Najpierw wszystko wrzuciłem do zmywarki, ale później przypomniało mi się, że nie wiem, jak się ją obsługuje. Dzisiaj muszę się wcześniej położyć, jutro w pracy ciężki dzień.

DZIEŃ 5.
Dzień okazał się gorszy niż myślałem. W trakcie pracy zadzwonili sąsiedzi z dołu z krzykiem, że ich zalewa. Szybko pojechałem do domu, widzę: woda się leje ze zmywarki. Hydraulik obejrzał i powiedział, że pewnie ją włączyłem ale przekręciłem timer i zmywarka włączyła się sama, kiedy mnie nie było. Pewnie nie domknąłem w niej drzwiczek albo szlauch jakiś wypadł. Nie znam się. Pójdę lepiej po piwo.
Poszedłem, przy okazji kupiłem talerze jednorazowe.  

DZIEŃ 6.
Masakra jakaś. Okazało się, że zostawiła mi tylko 6 wyprasowanych koszul. Właśnie noszę szóstą. Wypadałoby zrobić pranie, ale strach włączyć pralkę. Jasne, byłoby proste rozwiązanie problemu: sąsiadka z lewej, gdy dowiedziała się, żem słomiany wdowiec, zaczęła na mnie zalotnie spoglądać. Może, na początek, zrobiłaby jakąś przepierkę? Ale ta cholera, sąsiadka z prawej, stara wiedźma, jakoś tak krzywo na mnie patrzy, ciągle wygląda na korytarz: "А pan nadal sam? U pana wczoraj byli goście? Kiedy żona wraca?" Pieprzony kontroler.

DZIEŃ 7.
Podczas gdy rozważałem temat sąsiadki z lewej, podchodzi do mnie Maliniak (jeden z tych, co u mnie w trzecim dniu balowali) i mówi: a co, gdybym wieczorem do ciebie przyjechał? Ja mu na to: znów z chłopakami? On: co ty, żadnych chłopaków. Ja: to co będziemy robić? On: co do ciebie to nie wiem, a ja cicho z dziewczyną na kanapie posiedzę, nie mamy innej mety. Cwaniak, sprytnie poprosił, odmówić było nie sposób. Dobra, pójdę do kina.

DZIEŃ 8.
Świnia, a nie kolega. Całą pościel mi szampanem zalał. Półsłodkim. Prześcieradło wyrzuciłem, ale materac (ortopedyczny, drogi!) dalej pachnie. Teraz to i sąsiadki z lewej nie zaproszę. A czas leci!

DZIEŃ 9.
Ten Maliniak to wcale nie świnia, а normalny potwór. Po dwóch dniach wszedłem do łazienki (chciałem się umyć). Jakiś balsam stoi na widoku. Grzebień w kształcie papugi, cały w długich włosach. Dobrze, że żona dziś nie wraca, byłaby awantura jak nic. Wyrzuciłem balsam i grzebień. Na wszelki wypadek sprawdziłem całe mieszkanie - trzeba zatrzeć wszystkie ślady.

DZIEŃ 10.
Postanowiłem spędzić ten wieczór spokojnie. Kupiłem piwka, siadłem przed telewizorem. Okazało się, że wcięło gdzieś pilota. Przez pierwsze pół godziny podchodziłem do telewizora i zmieniałem kanały.  Po trzeciej butelce już mi się nie chciało i tak siedziałem cały wieczór - "Żar miłości" oglądałem. Albo "Modę na sukces", nie pamiętam dokładnie. 4 odcinki pod rząd. Wiem, jutro kupię jakieś DVD z erotyką. Zaproszę sąsiadkę z lewej.

DZIEŃ 11.
Okazało się, że pies zaniósł pilota do swojego legowiska i tam rozgryzł go na kawałeczki. Pewnie gniewał się, że przez trzy dni nie wychodziłem z nim na spacer, tylko wypuszczałem go na balkon. Ale wredna sucz! Zamiast psa lepiej trzeba było sprawić sobie rybki. Cóż, sąsiadki z lewej nie zaproszę. Szkoda, ostatni wieczór. Jutro żona wraca. Trzeba choć trochę doprowadzić dom do porządku. А DVD kupiłem ("Szał ciał", części 4 - 11), potem obejrzę.

DZIEŃ 12.
Wziąłem wolne w pracy (chłopaki współczuli, gdy im powiedziałem z jakiego powodu), wyszedłem po żonę, przywiozłem do domu. Opalona taka, wesoła. Od razu zaczęła się krzątać po mieszkaniu. Zmywarkę włączyła, pralkę. Zajrzała do lodówki, zdziwiła się: a co ty, zupy nie jadłeś, cały garnek został. А skąd ja miałem wiedzieć, co w tym garnku? Wcale go nie było widać zza piwa. Potem do łazienki: ej, nie widziałeś mojego grzebienia w kształcie papugi? Zobaczyła "Szał ciał", uśmiechnęła się: tęskniłeś, co? Dzwonek do drzwi, przyszła sąsiadka z prawej, stara wiedźma: jak dobrze, że pani przyjechała, pani mąż tak tęsknił, tak tęsknił…
 
851
Udostępnij na Facebooku
Następny
Przejdź do artykułu Wielka księga zabaw traumatycznych CC
Podobne artykuły
Przejdź do artykułu Łączenie drewna bez użycia gwoździ - hobby na długie zimowe wieczory
Przejdź do artykułu List do rodziców z wojska
Przejdź do artykułu Niesamowite zbiegi okoliczności
Przejdź do artykułu "Pracowałem kiedyś z Pudzianem na budowie..."
Przejdź do artykułu MŻJDD - był u dziewczyny, ale tego scenariusza nie przewidział
Przejdź do artykułu Oddajcie nam Plutona!
Przejdź do artykułu 7 ciekawostek na temat lądowania na Księżycu
Przejdź do artykułu Co gryzie admina portalu porno
Przejdź do artykułu Pies pisze listy do Boga

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą